Cios w serce III RP
Symbol układu zawartego między przedstawicielami komunistycznego establishmentu oraz tzw. stroną społeczną (zdominowaną choćby przez tworzących jeden z nurtów opozycji demokratycznej dawnych towarzyszy, którzy z różnych powodów przestali kochać matkę partię) ma niebawem trafić do Muzeum Historii Polski.
W czwartek 18 grudnia Prezydent RP, trawestując także słynne słowa aktorki Joanny Szczepkowskiej ogłaszającej w głównym wydaniu „Dziennika Telewizyjnego” koniec komunizmu, stwierdził: „Chciałbym z dumą powiedzieć i, mam nadzieję, że nieprzedwcześnie – dziś, szanowni Państwo, skończył się w Polsce postkomunizm. Niech żyje wolna Polska”.
Symbolika opisanych wydarzeń jest oczywista i dogłębna. To przede wszystkim obrazowe zerwanie z kłamstwami, jakimi jesteśmy karmieni od 36 lat. Do wywiezienia stołu z pałacu przymierzał się już prezydent Andrzej Duda, ale z nieznanych mi powodów tego nie zrobił. Cios w serce III RP zadał dopiero obecny lokator Pałacu Prezydenckiego.
Okrągły stół, przy którym zawarto umowę o podziale władzy nad narodem, wciąż budzi ogromne kontrowersje – przede wszystkim ze względu na brak lustracji i dekomunizacji. Zdaniem prawicowych polityków, komentatorów i części historyków, to symbol zdrady ideałów opozycji antykomunistycznej i bezkarności PRL-owskich elit władzy. Z perspektywy lat widać, że wiele osób uczestniczących wówczas w rozmowach toczonych przy okrągłym stole, szczerze wierząc, że wreszcie kończy się pewien marazm, szarzyzna i zniewolenie, nie zdawało sobie sprawy z tego, że są robieni w balona. Wielu, w obliczu ówczesnych nastrojów społecznych, nie było świadomymi, jakie sidła zastawiają na nich szkoleni w ZSRR towarzysze. Widać to było zwłaszcza w pierwszych latach po 1989 r., gdy pierwsze kantory czy banki zakładali SB-cy lub ich współpracownicy. Pierwszym prezydentem tzw. wolnej Polski nieprzypadkowo został gen. Jaruzelski. Nieprzypadkowo na najwyższych urzędach państwowych zasiadało też wielu tajnych współpracowników służb czy komunistów z krwi i kości.
Dzięki okrągłostołowej zmowie oraz wcześniejszym ustaleniom z Magdalenki wciąż funkcjonuje u nas – a nawet na skutek kolejnych rządów Tuska umacnia się – model tzw. kapitalizmu kompradorskiego. Kolaboracyjnego, zdradzieckiego i sprzedajnego systemu działającego na korzyść obcych interesów, wbrew pożytkowi narodowemu. To właśnie ten model kapitalizmu charakteryzuje się tym, że o dostępie do rynku i szansach na odniesienie na nim powodzenia nie decyduje przedsiębiorczość, rzutkość, innowacyjność czy łut szczęścia, a przynależność do sitwy.
Dziś pogrobowcy Unii Wolności i tzw. fajnopolacy (wielu dopiero teraz dowiedziało się, gdzie stał okrągły stół) na wieść, dokąd zostanie przeniesiony ów „święty graal”, wyraża gremialne oburzenie. Najbardziej uwiera ich fakt, że trafi do muzeum i nie będzie można mu oddawać hołdu w Pałacu Prezydenckim. Czy mnie to dziwi? Ależ skąd. Po tym, jak ostatnio uśmiechnięci gwizdali i buczeli na głowę państwa w Teatrze Wielkim oraz Operze Narodowej, można domniemywać, że w muzeum, za którymś z węgłów, skłonni byliby się nawet zes…. No, nieważne. Ważne, że mamy dziś prezydenta nowych czasów. Człowieka niemającego jakichkolwiek zobowiązań i sentymentów. Prezydenta, na którego Polska czekała przeszło 30 lat.
Leszek Sawicki