Cóż szkodzi obiecać
Literacka twórczość pana Brejdyganta dała się szerokiej publiczności poznać głównie za sprawą zamieszczanych w Wyborczej w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej elaboratów, w których w psychicznym rozedrganiu i strachu przed wyborem Karola Nawrockiego niemal dorównywał pan Brejdygant Donaldowi Tuskowi w jego (nie)sławnym wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego.
Dodać należy, że rozległa i systematyczna była to twórczość, w mniemaniu autora wielce uświadamiająca i patriotyczna. Naród jednakowoż albo się z nią nie zapoznał, albo nie wziął jej sobie do serca jak trzeba, albowiem dokonał wyboru niezgodnego z polityczną linią ww. pisarza. Co skutkowało kolejnym wpisem pana Brejdyganta, że wybrany prezydent to ani wybrany, ani prezydent jest. Krótko mówiąc, nie pozwalał pan Brejdygant pozwalać na wybór niewłaściwego kandydata.
Twórczość z końca lutego, zatytułowana jako „dramatyczny apel Stanisława Brejdyganta do prof. Andrzeja Nowaka”, też mieści się w kręgu niepozwalania. Z tą drobną różnicą, że tym razem nie pozwala on nie pozwalać, a prof. Nowak ma uświadomić Karolowi Nawrockiemu, „czym mogłoby stać się zawetowanie”. I że jego powody to wyłącznie prezydenckie kompleksy, przerost ambicji, wybujały narcyzm i nienawiść do Donalda Tuska.
Chodzi, oczywiście, o program SAFE, którego ewentualne zawetowanie przez prezydenta też autor hańbą i zbrodnią nazywa. Podpisanie zaś to ocalenie kolejnych pokoleń, które, wedle tajemnej wiedzy pana Brejdyganta, „chętnie i z wdzięcznością będą spłacać zaciągnięty dług”. Tu pozwolę sobie nadmienić, że ani ja, ani sondowani znani mi obywatele nie potrafiliśmy znaleźć nikogo, kto by wskazaną przez pana Brejdyganta chęcią i wdzięcznością pałał. Być może dlatego, że jeszcze się taki nie urodził. Wszak ma być ta pożyczka (zwolennicy czynią z tego jej wielki atut) spłacana przez ohohohohoho i jeszcze ho lat. A oprocentowanie to nawet znacznie dłużej.
Co się kryje pod kontrowersyjnym hasłem zapisanym jako SAFE, a wymawianym: sejf (a są i tacy zbereźnicy, którzy mówią: syf)? To skrót od Security Action for Europe, czyli na polski: Działania na rzecz bezpieczeństwa w Europie. Jak na sejf (syf?) przystało, musi coś tam się kryć. Ta tajemnica to… warunkowość. Którą obywatel Brejdygant rozumie jako zabezpieczenie otrzymanych funduszy przed korupcją, a przeciwnicy pożyczki (wedle nomenklatury premiera Tuska: zakute łby) jako odbieranie Polsce niezależności.
Premier przekonuje, że cały ten szmal zostanie ulokowany w polskich firmach zbrojeniowych. Przyciśnięta do muru pełnomocniczka ds. pożyczki wyjaśnia, że właścicielem firmy niekoniecznie musi być obywatel UE. Wystarczy, żeby był z UE. Wygląda na to, że do zakutych łbów mocno to dotarło. Podobnie jak 100 konkretów premiera.
„Patrzcie mi na usta” – nakazał Donald Tusk zakutym łbom. A one z uporem maniaka głębiej zaglądają. Wszak złotousty pan premier nie od dziś hołduje zasadzie „cóż szkodzi obiecać?”. Cóż więc szkodzi sprawdzić?
Anna Wolańska