Region

Przeciwni rozbudowie

Miasto to nie tylko inwestycje. Miasto to ludzie i ich domy” - podkreślają w mediach społecznościowych mieszkańcy Międzyrzeca Podlaskiego sprzeciwiający się planowanej rozbudowie zakładu drobiarskiego przy ul. Siteńskiej.

Obawiają się m.in. większego zużycia wody, wzrostu hałasu i intensywniejszego ruchu ciężarówek. Sprawa inwestycji firmy Wipasz S.A. jest obecnie na etapie odwoławczym i sporów prawnych. Zakład prowadzi w Międzyrzecu ubojnię oraz część przetwórczą, którą zamierza znacząco powiększyć. Przeciwko planom spółki protestują międzyrzeczanie, wskazując na możliwe konsekwencje dla środowiska i jakości życia w mieście.

Czy zabraknie wody?

Miasto wydało decyzję środowiskową umożliwiającą rozbudowę zakładu, uznając że inwestor spełnił wymagane warunki. Mieszkańcy odwołali się jednak od tej decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Pod protestem podpisało się około 200 osób, głównie z ulic Kościuszki i Siteńskiej, gdzie mieści się ubojnia.

Największe obawy budzi planowany pobór wody. Według przedstawionych danych zakład miałby zużywać ponad 884 tys. m³ rocznie, podczas gdy obecne zużycie całego miasta wynosi około 780 tys. m³.

– Zwróciłam się o informacje w tej sprawie do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie i przytoczyłam je w naszym sprzeciwie wobec decyzji środowiskowej z 17 lipca 2025 r. Wskazujemy również dane z Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych. Wynika z nich, że zakład Wipasz S.A., korzystając z własnych pozwoleń wodnoprawnych, już teraz pobiera więcej wody niż wszyscy pozostali użytkownicy w Międzyrzecu Podlaskim łącznie. Planowana rozbudowa jeszcze zwiększy ten pobór – mówi Natalia Kot-Karem z Komitetu Ochrony Zdrowia i Środowiska Mieszkańców, dodając, że jej przydomowa studnia przy domu z 1867 r. wyschła, a podobny problem mają także inni Międzyrzeczanie.

Urząd miasta wyjaśnia jednak, że działalność zakładu nie narusza legalnych ujęć na terenie swego działania. – Według naszej wiedzy ubojnia Wipasz S.A. nie korzysta z wód gruntowych, a w zasięgu jej studni nie znajdują się ujęcia należące do innych użytkowników rejestrujących pobór w PGW Wody Polskie – informuje Anna Nestorowicz z wydziału ochrony środowiska i rolnictwa w międzyrzeckim magistracie.

 

Dialogu brak

Protestujący zwracają uwagę również na – ich zdaniem – niewystarczającą komunikację między magistratem a mieszkańcami. Informacja o wydaniu decyzji środowiskowej została wprawdzie opublikowana w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na tablicy ogłoszeń w urzędzie, jednak – jak podkreślają – nie wszyscy mieli do niej dostęp. Dotyczy to zwłaszcza starszych osób, które nie korzystają z internetu.

Mieszkańcy twierdzą, że wielu z nich nie zdawało sobie sprawy, iż planowane przetwórstwo w zakładzie ma zostać zwiększone nawet dziesięciokrotnie. Zaznaczają także, że inwestor określił obszar oddziaływania inwestycji na zaledwie 100 m od zakładu. – To zdecydowanie zbyt mało. Zapachy z procesów przetwarzania czy hałas instalacji rozchodzą się znacznie dalej. Co więcej, transport ciężki przejeżdża przez całe miasto, a zatem wpływ tej inwestycji na środowisko i życie ludzi jest znacznie większy – zaznacza N. Kot-Karem.

 

Uciążliwe sąsiedztwo

Według mieszkańców już dziś działalność zakładu jest uciążliwa. – Za Wipaszem jest ul. Zadworna. Kiedyś były tam pola, dlatego część osób zdecydowała się budować w tej okolicy domy. Dziś mają hałas, smród  i zanieczyszczenia – mówi przedstawicielka komitetu.

Z raportu oddziaływania na środowisko wynika, że spółka może emitować rocznie około 13 tys. ton dwutlenku węgla. Zdolność pochłaniania CO₂ przez tereny zielone wokół przedsiębiorstwa oszacowano natomiast na zalewdwie 0,8 – 13,3 t rocznie. Mieszkańcy inwestujący w pompy ciepła czy fotowoltaikę wskazują, że dopuszczenie takiej ilości gazów przez jeden zakład marnuje prywatne i publiczne inwestycje proklimatyczne.

Kot-Karem krytykuje władze. – Rada miasta, starosta i burmistrz nie reprezentują mieszkańców. Twierdzą, że inwestycja przyniesie korzyści. Widzę to inaczej – podatki nie zasilają w takim stopniu naszej kasy, ponieważ firma zarejestrowana jest w województwie warmińsko-mazurskim. Wpływy z podatku dochodowego od pracowników idą do gminy, w której się rozliczają, a nie zawsze jest to przecież Międzyrzec Podlaski – zauważa, dodając, że w mieście przybywa osób z Chile, Gruzji, Białorusi, Ukrainy, Malezji. – Na ul. Kościuszki prawie nie słychać już polskiej mowy. Nie mam nic przeciwko, każdy może żyć i pracować, gdzie chce, ale rozwój nie powinien iść w jednym kierunku. Społeczeństwo potrzebuje nie tylko pracowników fizycznych, ale też przedsiębiorców, specjalistów i inteligencji – mówi Kot-Karem.

Od początku, czyli od 2019 r., funkcjonowanie firmy na terenie Międzyrzeca Podlaskiego obserwuje Jerzy Januszewicz. – Wcześniej, jako członek rady miasta, byłem jednym z chyba dwóch oponentów, którzy sprzeciwiali się, aby Wipasz S.A. tutaj powstał. Ówczesny burmistrz i część radnych twierdziła, że nie będzie bezrobocia, ale to się nie sprawdziło – mówi. Zakład znajduje się blisko jego domu. – Jako radny otrzymałem telefon od mieszkańca Mławy, gdzie już działała ta firma, z ostrzeżeniem, że na pewno odczujemy uciążliwości. Dziś widzę je sam, np. nad Krzną, gdzie ubojnia odprowadza ścieki. Kolor wpływającej wody jest zdecydowanie niepokojący – zaznacza.

Rozbudowa zakładu zwiększy też ruch ciężarówek przewożących surowiec, odpady i produkty gotowe. Drogi w tej części miasta nie są przystosowane, co skutkuje pękaniem domów, hałasem i ryzykiem wypadków, zwłaszcza w pobliżu szkół i przedszkoli. – Kiedy ciężkie samochody najeżdżają na studzienki, całe ściany drżą – zaznacza Januszewicz.

Na początku roku zastępca burmistrza Arkadiusz Myszka na pytanie jednego z radnych w sprawie działalności firmy Wipasz S.A. odpowiedział, że urząd nie posiada danych o liczbie ciężarówek zakładu zarejestrowanych w mieście i że firma nie uczestniczy w działaniach związanych z utrzymaniem, modernizacją lub remontami dróg.

Do przedstawicieli Wipasz S.A. nie udało się nam dodzwonić. Sprawa inwestycji jest w toku.

JS