Zaufał życiu z Bogiem
Uczestniczyli w nim biskup siedlecki, księża, rodzina oraz wychowankowie ks. Józefa. Spotkanie zainaugurowała Msza św., której przewodniczył pasterz Kościoła siedleckiego bp Kazimierz Gurda. Eucharystię celebrowano nie tylko o zbawienie duszy ks. Józefa, ale także w duchu wdzięczności za jego 47-letnią posługę w naszej diecezji. 4 grudnia ubiegłego roku minęło 18 lat od śmierci ks. J. Szajdy. - Jego duchowość starają się zachować członkowie grupy modlitewnej działającej do dziś przy parafii Przemienienia Pańskiego w Garwolinie, gdzie ks. Józef posługiwał jako wikariusz.
Pamięć o nim podtrzymują dedykowane mu tablice umieszczone w kościołach w Garwolinie, Pratulinie i Węgrowie. Te znaki stanowią dla nas wezwanie, aby pamięć o jego osobie i pracy zachować i przekazać kolejnym pokoleniom, bo widzimy, że na nią zasłużył – mówił w homilii bp K. Gurda.
Bóg – diecezja – ja
Hierarcha wspominał też o trzech szczególnych przestrzeniach posługi kapłańskiej ks. J. Szajdy. Pierwszą z nich był Kościół powszechny. Ks. Józef przyjął święcenia jeszcze przed Soborem Watykańskim II. Żywo interesował się jego ustaleniami, a potem wprowadzał je w życie.
– Drugim polem jego działalności była diecezja. Sam wyraźnie mówił: „Bóg, diecezja, a potem ja”. Troszczył się o beatyfikację Męczenników Podlaskich z Pratulina i o ich przyszły kult. Był założycielem i pierwszym prezesem Stowarzyszenia Pamięci Unitów Podlaskich „Martyrium”. Głosząc rekolekcje i misje związane z procesem beatyfikacyjnym, zbierał ofiary i przeznaczał je na zakup gruntów wokół kościoła w Pratulinie. Z jego inicjatywy zostało ogrodzone miejsce ich pochówku, powstały też stacje Drogi krzyżowej. To dzięki zakupionym przez niego terenom można było utworzyć ołtarz polowy i teren dla wiernych. Na nabytych przez niego działkach powstał dom pielgrzyma i tereny zielone, sprzyjające ciszy i modlitwie – podkreślił biskup.
Trzecim polem działania ks. Józefa były parafie, w których posługiwał, głosił słowo Boże, rekolekcje, misje i dni skupienia, podczas których włączał młodych w życie Kościoła. – Drzwi jego mieszkania zawsze były otwarte. Swoje życie prowadził nie dla siebie, ale na większą chwałę Boga, i tego samego uczył innych – mówił bp K. Gurda.
Biografia oraz izba pamięci
Po Mszy wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na drugą część spotkania do miejscowego domu kultury. Jako pierwszy do zgromadzonych zwrócił się bp K. Gurda, który przyznał, że w wielu parafiach słyszał o ks. Józefie dużo dobrego i to zmotywowało go do działań, które ukazałyby osobę i zasługi ks. J. Szajdy. Hierarcha wspomniał o planach związanych z powstaniem obszernej biografii tego zasłużonego kapłana. Podejmie się tego ks. Rafał Soćko, który obecnie jest studentem KUL.
– Będziemy zbierać różne materiały, wspomnienia i świadectwa o ks. Józefie. Już dziś apeluję o nie do wszystkich osób duchownych i świeckich, do tych, którzy go znali, do jego znajomych i rodziny. Drugą formą upamiętnienia będzie izba pamięci ks. J. Szajdy, którą chcemy utworzyć w Pratulinie. Pragniemy zgromadzić w niej pamiątki po tym zasłużonym kapłanie. Jeśli ktoś takie posiada, prosimy o ich udostępnienie – mówił bp K. Gurda.
Spotkanie przy kościele
Osobistym wspomnieniem o ks. J. Szajdzie podzielił się ze zgromadzonymi ks. prałat Roman Wiszniewski. – Gdy otrzymałem święcenia, ks. J. Szajda był już legendą wśród duszpasterzy. Najpierw poznałem go przez pryzmat książek o tematyce unickiej, które wydawał. Osobiście poznaliśmy się, gdy zostałem proboszczem w Drelowie. Ks. Józef wieczorową porą często zatrzymywał się na modlitwę przed tamtejszym kościołem. Początkowo nie wiedziałem, że to on. Zaintrygowało mnie, że ktoś co rusz stoi przed świątynią. Wyszedłem, by sprawdzić, kim jest ten człowiek. Kiedy się zbliżałem, usłyszałem: „To ty, Roman?”. Tak zaczęła się nasza znajomość – opowiadał ksiądz prałat.
Wspominał o tym, jak ks. Józef prowadził przygotowania duchowe przed peregrynacją krzyża ŚDM i ikony Matki Bożej w Drelowie, jak przewodniczył uroczystościom w Horodku. – Kiedyś, podczas jednej z rozmów, zapytałem go o okoliczności jego aresztowania przez UB, gdy jeszcze był uczniem parczewskiego liceum. Powiedział wtedy: „Nie wracajmy więcej do tego”. Do dziś nie wiem, co było powodem umieszczenia go w więzieniu i ukarania. Może ktoś z rodziny o tym powie? – pytał ks. R. Wiszniewski.
Miał swoją filozofię
W trakcie spotkania wyemitowano krótki film o życiu ks. Józefa przygotowany przez Pawła Stefaniuka. W materiale wspomniano, że ks. J. Szajda na swoim obrazku prymicyjnym zamieścił dwie myśli. Jedna brzmiała: „Wszystko mi dałeś, co dać mogłeś Panie”. Druga odnosiła się do Matki Bożej: „O Serce Maryi, jam cały Twój i wszystko moje jest Twoim”. Przypomniano też jedną z jego maksym: „Zaufaj życiu, bo sam Bóg przeżywa je razem z tobą”.
Bardzo wzruszającym momentem spotkania było odczytanie duchowego testamentu ks. Józefa. Uczyniła to jego bratanica Maryla Szajda-Cupryn.
Swoimi wspomnieniami podzielił się również ks. Adam Krasuski, proboszcz parafii w Gręzówce. – Poznaliśmy się, gdy zostałem uczniem liceum w Łukowie. Ks. Józef był moim katechetą. Potem jeździłem na prowadzone przez niego oazy. (…) Miał swoje zasady. Studiował filozofię, ale powiedział, że nie będzie pisał żadnej pracy, bo o tytuły nie zabiega. Wystarczała mu zdobyta wiedza. Uważam, że był chodzącą filozofią. Miał swoje liczne powiedzenia. W oazie uczył nas: „Gdzie jest porządek, tam jest Pan Bóg, a gdzie bałagan, to tylko bałagan”. Żartobliwie podpowiadał, że „Tylko głowa oparta na pełnym żołądku może modlić się i pracować”. To on odkrył w seminaryjnej bibliotece pamiętniki hrabiny Łubieńskiej. Po tylu latach znajomości z ks. Józefem chcę wam powiedzieć: módlmy się o jego beatyfikację! – apelował ks. A. Krasuski.
Wszechstronny nauczyciel
Helena Abramczuk, poetka z Paszenek, zaprezentowała zebranym dwa wiersze o ks. Józefie. Podzieliła się też świadectwami o tym kapłanie napisanymi przez swoje córki. Jedna z nich – s. Krystyna – jest augustianką. Po pogrzebie ks. J. Szajdy pisała o długich śpiewach na oazach z ks. Józefem. – To był priorytet. Uczył nas także, by w wieczornym rachunku sumienia o popełnione zło pytać siebie na końcu. Najpierw polecał zapytać o uczynione dobro i o to, co można było zrobić lepiej – wspominała s. Krystyna. Jej rodzona siostra Barbara pisała m.in. o śpiewanej rozgrzewce, kiedy to ks. Józef polecał młodym… śpiewać samogłoski na melodię pieśni „Oto jest dzień”. Wychowankowie z oazy w Garwolinie opowiadali, jak za własne pieniądze kupił im gitary i inny muzyczny sprzęt.
Nie tracił czasu
Żartobliwymi wspomnieniami o ks. J. Szajdzie dzielił się także ks. Jacek Guz, kustosz sanktuarium w Pratulinie. Mówił o podawaniu stołka ks. Józefowi (jeszcze w czasach ministranckich), o jego spóźnianiu się na poranne Msze w katedrze (bo ks. Szajdzie zdarzało się zaspać) i o rozległych terenach sanktuarium, które dziś wymagają sporej troski, by je zagospodarować.
Osobistymi wspomnieniami dzieliła się także pani Maryla. – Ks. Józef często kazał nam śpiewać, zarówno gdy przyjeżdżał do nas do domu, jak też podczas jazdy samochodem. Faktycznie dbał o porządek. Z wyprzedzeniem planował każdy kolejny dzień – i to co do minuty! Wieczorem podsumowywał, co mu wyszło dobrze, a co się nie udało. Gdy był chory, za dnia czuwała przy nim siostra albertynka. Poprosił ją, by czytała mu na głos Liturgię godzin. Nocne dyżury braliśmy na siebie. Nauczyłam się rozumieć jego gesty i spojrzenia, gdy przestał już mówić. Ze wzruszeniem wspominam ostatnie uroczyste błogosławieństwo, którego mi udzielił. Myślę, że do końca wszystko słyszał. Miał szeroko otwarte oczy, jakby czuwał, jakby nie chciał przegapić tego najważniejszego spotkania… – podsumowała pani Maryla.
AWAW