Maszynista widzi więcej
Człowiek w swoim życiu doświadcza splotu wydarzeń dobrych i złych. Doświadcza okresów pomyślności i nieszczęść. Dobrobytu i niepewności finansowej. Dobra i złośliwości od ludzi. Czasami trudności te wydają się piętrzyć jedna po drugiej. Podobnie rzecz ma się z chorobą: już jedna napełnia człowieka niepokojem i przygnębieniem, a co powiedzieć, gdy po szczegółowych badaniach okazuje się, że tych chorób jest kilka. Na domiar złego, gdy wyjdzie na jaw, że choroba czy też zespół chorób zagraża życiu człowieka, zaczyna on mieć pretensje do Boga.
Objawem takiego stanu ducha często jest dyskutowanie z Nim (spieranie się), które w skrajnych przypadkach może przerodzić się w kłótnię – wyrzucanie Bogu, że nie dość zatroszczył się o życie swego wiernego. Czy wypada jednak kłócić się z Bogiem?
Wielu uważa, że jest to wyraz pewnej zażyłości i zaufania do Niego. Człowiek w sposób otwarty wyraża swoje emocje wobec Boga i – jak dziecko wobec taty – skarży się na swój los. Wszystko to niewątpliwie jest prawdą, bo i Teresa z Ávila, gdy jechała do Burgos, by założyć tam ostatni już zreformowany Karmel, a wóz na grząskiej drodze zapadł się aż po osie tak, że konie nie były w stanie go pociągnąć, podpierając koła żerdzią, mruczała pod nosem: „Tyle dla Ciebie zrobiłam, a Ty mi teraz to robisz?”. W głębi duszy – jak sama napisała w „Księdze fundacji” – usłyszała głos: „Ależ Tereso! Ja właśnie tak traktuję moich przyjaciół”. „Hm – mruknęła święta – i dlatego masz ich tak mało”.
Dyskutowanie i spieranie się z Bogiem wielokrotnie jest opisywane na kartach Pisma Świętego – przykład Abrahama, Jonasza, Jeremiasza czy Piotra. ...