Śpiewajmy pamięć
Dumne, rzewne, ojczyste. Ale nierzadko też - co w zestawieniu z realiami wojny może brzmieć jak paradoks - z nutą humoru, ironii. Zawsze z podtrzymującym wiarę optymizmem - nawet wtedy, gdy nadziei brak. Niejako wbrew nadziei, że się uda, podtrzymywana była też powojenna pamięć o warszawskim zrywie 1944 r.
Kształtowana przez komunistów nowa polityczna rzeczywistość nakazywała bowiem postrzegać powstańców jako burżuazyjno-nacjonalistyczną reakcję, a powstanie jako nieodpowiedzialny zryw sabotujący ofensywę Armii Czerwonej.
Wierzyć wbrew nadziei
Kolejne powojenne lata przyniosły brutalne represje wobec żołnierzy AK. Zastosowano również – przepracowaną już przez ZSRR – retorykę milczenia. Powstanie warszawskie nie istniało w szkolnych programach, nie wolno było o nim mówić, zakazane były nawiązujące do niego piosenki. Walka o jego pamięć – wiara wbrew nadziei – to całe dziesięciolecia. Ale warto było.
Otwarte w 2004 r. Muzeum Powstania Warszawskiego, dwa lata później zaproponowało Polakom cykl koncertów „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Odbywają się one każdego roku w stolicy, w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Zarówno liczba bezpośrednich uczestników tego wydarzenia, jak i oglądalność jego transmisji przeszły najśmielsze oczekiwania. A wyśpiewywana pamięć o bohaterach sierpnia 1944 r. ...
Anna Wolańska