Komentarze
Bez uprzedzenia

Bez uprzedzenia

Lubię pieski. Miałam kiedyś Łajkę, potem miałam Liska, jeszcze potem Bimbra, a na końcu Pucka. Trzy pierwsze były to tzw. psy podwórzowe, łańcuchowe (miłośnicy zwierząt pewnie mnie zhejtują), zwykle spuszczane z tego łańcucha na noc i skoro świt wiązane. Gwoli ścisłości należy dodać, że tak do końca nie były to psy moje, tylko moich rodziców, a nadrzędny cel i sens ich życia stanowiło pilnowanie gospodarstwa. Najlepiej wywiązywała się z tego Łajka - wpuszczała na podwórze każdego, kto się pojawił; problem był, kiedy delikwent chciał stamtąd wyjść. Przy czym nigdy nikogo nie pogryzła, ale zawsze ten ktoś musiał być wyprowadzony za furtkę przez któregoś z domowników. W pewnym momencie swojego życia popadła jednak Łajka w bardzo brzydki nałóg i zadarła z - delikatnie rzecz ujmując - producentem krzakówki.

Gdzieś w lesie wynalazła jego schowek z brają, czyli krzakówkowym zaczynem, i nocną porą przeszkadzała w produkcji (kiedyś się nawet upiła), którego to procederu producent zaprzysiągł nie puścić Łajce płazem. Jak powiedział, tak zrobił.

Lisek był śliczny – musiał być jakąś krzyżówką ze zwierzęciem, od którego przyjął to zdrobniałe imię. ...

Anna Wolańska

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł