Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?
Kiedy na fali naszych ustrojowych przemian zaistniała w zakładach pracy możliwość organizowania pracowniczej wigilii, naród był zachwycony.
Ludzie zmieniali plany, byleby tylko móc w tym spotkaniu uczestniczyć. Było optymistycznie, było radośnie, były serdeczne życzenia, były - śpiewane nawet przez tych, którzy z wiarą niekoniecznie mieli po drodze - kolędy. Ale z czasem robiło się coraz ciszej i ciszej. Pracownicza wigilia zaczęła uwierać. Kojarzyć się już nie tyle z wolnością, co z przykrym obowiązkiem, dla niektórych wręcz zniewoleniem.
Ludzie zmieniali plany, byleby tylko móc w tym spotkaniu uczestniczyć. Było optymistycznie, było radośnie, były serdeczne życzenia, były - śpiewane nawet przez tych, którzy z wiarą niekoniecznie mieli po drodze - kolędy. Ale z czasem robiło się coraz ciszej i ciszej. Pracownicza wigilia zaczęła uwierać. Kojarzyć się już nie tyle z wolnością, co z przykrym obowiązkiem, dla niektórych wręcz zniewoleniem.
Zapobiegliwi, żeby nie narazić się pracodawcom, oficjalnie przynosili nawet lekarskie zwolnienia. Nieoficjalnie wigilijne spotkania uznawali za obłudne albo wręcz szkodliwe. Za zupełnie niepotrzebną stratę czasu.
Po latach tam, gdzie jeszcze organizowane w okolicach Bożego Narodzenia spotkania pracowników nazywa się wigilią, też już coraz mniej wigilijnie jest.
Statystyki podają, że blisko 90% firm celebruje święta Bożego Narodzenia. Są paczki, premie, bywa, że koncerty. ...
Anna Wolańska