Komentarze
Z tamtej strony Wisły

Z tamtej strony Wisły

Niezwykle bogata w różne przedziwne wydarzenia jest końcówka tegorocznej kanikuły. Do naszego kraju po raz kolejny podesłano jakąś tajemniczą przesyłkę ze Wschodu.

Po przebyciu wielu kilometrów drogą powietrzną spadło to coś na jedno z pól kukurydzy na ziemi łukowskiej i, eksplodując, narobiło huku w kilku gminach Lubelszczyzny. Póki co, rządzący nie są jeszcze pewni, cóż to było. Nie mają także pojęcia, kto i po jakie licho nam to podesłał. Czy był to tzw. wabik, dron bojowy, urządzenie meteorologiczne, a może jakieś najnowszej generacji ustrojstwo do masowej produkcji popcornu… - w bliżej nieokreślonej przyszłości ustalą to pracujący w pocie czoła śledczy.

Najważniejsze, że owo coś nie przekroczyło linii Wisły, bo wówczas bez żadnego śledztwa, w trybie natychmiastowym trzeba by jakoś mądrze przekonać przestraszony warszawsko-krakowski salon, że za rządów tej koalicji nie ma prawa wydarzyć się nic złego.

Kiedy owo coś upadało na najsłynniejsze dziś w kraju pole w miejscowości Osiny, premier Donald Tusk znajdował się akurat na zasłużonym urlopie. Urlop, jak wiadomo, należy się każdemu ciężko pracującemu śmiertelnikowi. A takim z pewnością jest szef naszej rady ministrów, któremu już w sierpniu udało się zrealizować większość zaplanowanego na ten rok deficytu budżetowego.

Z sierpniowego sondażu przeprowadzonego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą wynika, że prace rządu źle ocenia aż 55,6% ankietowanych. Jak podkreśla prezes OGB, to najgorsze notowania rządu Tuska w historii badań prowadzonych przez tę sondażownię. Aby jakoś zatrzeć złe wrażenie, a przede wszystkim zniwelować wciąż jeszcze unoszący się fetor po aferze z KPO, w przestrzeń medialną wypuszczono materiały propagandowe mające dyskredytować prezydenta Karola Nawrockiego, który właśnie zawetował tzw. ustawę wiatrakową. I tak oto – jak dowiadujemy się z uśmiechniętych mediów – fatalny stan finansów, czekająca nas podwyżka cen energii, a wraz z nimi żywności, usług oraz wszelakich dóbr materialnych, których nie da się dziś wyprodukować bez prądu, jest zasługą człowieka pełniącego od niespełna miesiąca funkcję głowy państwa.

W ramach akcji gnojenia Nawrockiego na jednym z zamieszczonych w internetach filmików widzimy łapiącą się za głowę seniorkę, która, spoglądając na rachunek za prąd, widzi kwotę 450 zł. W tle najnowszej generacji opancerzoną limuzyną w asyście funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa jedzie prezydent. Po chwili pojawia się napis: „2 mln z Twoich podatków. On jeździ luksusem. Ty płacisz więcej przez jego weto”.

Chcecie Państwo, to mi wierzcie, chcecie – nie wierzcie, ale ci zza Wisły – o czym miałem okazję przekonać się w bezpośredniej rozmowie – naprawdę łykają ów przekaz. Natomiast po naszej stronie królowej polskich rzek proste, niedouczone i zacofane społeczeństwo umie łączyć kropki i z ogólnodostępnych źródeł dowiedzieć się, że pojazd marki BMW serii 7 Protection rocznik 2025 został zamówiony i kupiony nie przez kancelarię prezydenta Nawrockiego, a przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz SOP z myślą o Rafale Trzaskowskim, który miał wygrać wybory prezydenckie. Po naszej stronie Wisły głupi ludzie wiedzą, że w liczącej 98 stron ustawie przedstawionej prezydentowi do podpisu tylko w kilku akapitach jest mowa o mrożeniu cen energii, reszta to przepisy dotyczące stawiania wiatraków w odległości 500 m od zabudowań. U nas też powszechnie wiadomo, że gdyby nawet prezydent podpisał wywołującą tyle emocji ustawę, to – zanim stworzono by niezbędną dokumentację, pozwolenia i plac pod budowę wiatraków – „taniej” energii przez nie produkowanej na pewno nie mielibyśmy z początkiem przyszłego roku.

Tymczasem po decyzji, póki co propolskiego prezydenta, po tamtej stronie Wisły wszyscy są mocno zdezorientowani. Kasa wzięta i rozdysponowana. Obietnica niespełniona, a lobbyści wściekli.

Leszek Sawicki