Czy co?
Nie spodobała się bowiem pisarzowi forma wysłanych przez polskiego prezydenta gratulacji po wygranych przez Joe Bidena w USA wyborach . Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego, który umorzył ją z powodu znikomej szkodliwości społecznej („w ramach wolności wypowiedzi można krytykować organy państwa w imię dobra społecznego”). Żulczyk chyba jednak poczuł się po tym mocno związany z prezydentem Dudą, bo kiedy ten kończył swoją drugą kadencję, pisarz nie omieszkał zabrać głosu.
„Gdybym mógł cofnąć czas, nie nazywałbym Pana debilem, (…) ale nie składając wtedy Bidenowi gratulacji, zachował się pan (…) no wiadomo jak” – popisał się znowu „wolnością wypowiedzi”. Żeby zaś udowodnić stałość uczuć wobec głowy państwa, popełnił też książkę pt. „Kandydat”, która – jak zwierzył się kończącemu swoje urzędowanie prezydentowi – „jest w dużej części satyrą na pana osobę publiczną”.
Popularności (a nic jej tak nie napędza, jak skandal) pozazdrościła Żulczykowi – rekomendowana jako „doktorka nauk humanistycznych, psycholożka, seksuolożka, wykładowczyni, edukatorka, naukowczyni, psychoterapeutka, kobieta, Ślązaczka” – Aleksandra Sarna. Na wołowej by skórze spisywać, gdzie to nie pracowała i jakich nie pokończyła kursów. Jednakowoż nawet mając tak ambitny naukowy dorobek, nie spoczęła kobieta na laurach. I wzięła się za uprawianie – tak głosi jej biogram – niezwykle rozległej literackiej niwy: powieści historycznej, publicystyki literackiej, esejów…
Jej najnowsze dokonania to dwie książki: „Debil. Studium przypadku” i „Alfons. Studium przypadku”. Nie wiadomo, czy pisarka zalicza je do powieści historycznych, czy może do – pominiętych w prezentującej ją zajawce – powieści biograficznych. Pierwsza z przywołanych pozycji opowiada o prezydenturze Andrzeja Dudy (ciekawe, czy autorka odpali Żulczykowi kasę za inspirację w kwestii tytułu?), druga – wedle promującego ją opisu – ma odpowiedzieć na pytanie: „czemu wymieniliśmy debila na alfonsa?”. Sprawa Żulczyka i dopiero co miniona kampania prezydencka nauczyły Sarnę, że na prezydencie RP może sobie poużywać skolko ugodno. Oczywiście pod warunkiem, że będzie to prezydent nieuznawany przez uśmiechnięte elity. Okładki obu książek Sarny – zapewne dla wzmocnienia „efektownych tytułów” – uderzają paskudnymi zdjęciami obu prezydentów i wyeksponowanymi przed nazwiskiem literkami dr, sugerującymi naukowe podejście do obmawianych postaci. Tyle że wspomnianymi książkami znacznie więcej niż o bohaterach, opowiedziała doktorka o sobie. Brrr…
Prastara ludowa mądrość przestrzega, że kto się na skandalu dorabia, ten… itd., itp. oraz etc.
Warto by się też zastanowić, dlaczego i kandydowanie, i zaprzysiężenie Karola Nawrockiego odsłoniło w pewnych ludziach pokłady niespotykanej wręcz w podobnych sytuacjach nienawiści. Prorok on jaki czy co?