Szach-mat!
Równolegle internet zalewa fala filmików wypuszczanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów RP nakręcających spiralę grozy oraz histerię ucieczkową. „Pakujcie się! Róbcie plecaki ewakuacyjne! Bądźcie gotowi! Planujcie trasy ucieczki! Chrońcie się! Zadbajcie o zwierzęta!” - wrzeszczą specjaliści od wojny, którzy największy konflikt widzieli w sieci niemieckich marketów, kiedy w covidowych czasach ludzie rzucający się do lad chłodniczych wyrywali sobie z rąk kostki masła, butelki oleju i rolki papieru toaletowego.
Dlaczego władza pozwala na takie rzeczy i sama je robi? Odpowiedź jest prosta. Strach, przerażenie i panika to potężne narzędzia pozwalające skutecznie sprawować władzę. Dziś jednym z celów jest choćby to, aby społeczeństwa potulnie akceptowały dalsze wydatki na wojnę kosztem spadku poziomu ich życia. Wojna – w przeciwieństwie do pokoju – jest „instytucją”, na której krocie zarabiają nie tylko różni wpływowi ludzie czy instytucje, ale całe państwa.
Od kilkunastu dni „eksperci” nieodróżniający glisty od żmii, myszy od nietoperza i koniczyny od szczypioru zachęcają nas do przygotowania sobie, a najlepiej kupienia gotowego plecaka ucieczkowego. Na szczytach władzy ktoś właśnie wpadł na pomysł, byśmy pakowali manatki i w razie zagrożenia wiali z chałup. Plecak ewakuacyjny od chwili wybuchu konfliktu na Ukrainie ma szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Plecaki – czym się nagminnie chwalą – spakowali już niektórzy aktorzy, piosenkarze, dziennikarze oraz większość magdalenkowej ferajny. Myślę tu o wszystkich POPiS-ach, ZSL-ach czy nawróconych ideologicznie komuchach. Czemu to zrobili? Po pierwsze: mają dokąd wiać, gdyż wielu ulokowało „uczciwie zarobione” pieniądze w nieruchomościach na terenie bezpiecznych krajów. Po drugie: Polska im zwisa.
Ale wracając do plecaków. Co tam sobie do nich powsadzali wszyscy wyżej wymienieni – tego akurat nie wiem. Natomiast obywatele, zgodnie z ich zaleceniami, powinni do takiego plecaka wrzucić m.in. dokumenty i ich kopie na pendrivie, gotówkę w różnych nominałach i walutach, latarkę, łomik, konserwy, wodę, scyzoryk, zapalniczkę, ubrania, a nawet – jak podaje oficjalny rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” – rzeczy osobiste, np. zdjęcia czy pamiątki rodzinne.
I tu pojawia się problem, a nawet dwa: przed czym i gdzie mamy wiać? Przed dronami, zabłąkanymi rakietami z sojuszniczych myśliwców, zapowiadaną niczym kolejny odcinek „Mody na sukces” III wojną światową? A może sąsiadem, któremu wszystko przeszkadza i dostaje szewskiej pasji na nasz widok? Czy przestraszona seniorka podpierająca się laską i rozpoznająca męża tylko po nałożeniu okularów, z plecakiem wypchanym po brzegi konserwami, pamiątkami i plikiem wyciągniętych spod prześcieradła banknotów ma uciekać do najbliższego lasu? A może powinna schronić się pod którymś z przejść dla zwierząt budujących się na kolejnym odcinku autostrady tudzież szlajać się bezmyślnie po naszym nieszczęśliwym kraju?
Szach-mat! Masz plecak nafaszerowany po brzegi marzeniami o survialu, wiesz jak ugotować bigos z mchu i żurek z brzozowej kory. I tylko nie wiesz, gdzie, przed kim, po jakie licho i na jak długo uciekać. Niech zatem ewakuują się – oczywiście po przyjęciu dawki przypominającej – wszystkie resortowe dzieci i inne medialne marionetki. My nie dajmy się ogłupiać i zniewalać strachowi. Żyjmy normalnie, wszak z tego świata, choćbyśmy mieli najlepszy plecak ucieczkowy, poza dobrymi uczynkami i tak nic nie zabierzemy.
Leszek Sawicki