Komentarze
Klęska

Klęska

W polityce krajowej jesienne wzmożenie niczym na rykowisku jeleni. Szymon Hołownia vel Marszałek Rotacyjny wyciągnął właśnie metalowy łom i, szantażując premiera, grozi wyważeniem koalicyjnych drzwi.

W przeddzień drugiej rocznicy podpisania tzw. umowy koalicji 15 października, nazywający siebie „skromnym maturzystą”, niedoszły absolwent Collegium Humanum aspirujący dziś do objęcia ważnej fuchy przy ONZ, wyznał: „Ten rząd kompletnie niczego nie dowozi i do niczego się nie nadaje. I my - skoro to wiemy, a to wiemy - to powinniśmy dzisiaj w sposób radykalny zadziałać. Jesteśmy kompletnie niekompetentni”. Słowa marszałka, jako życiowe motto, powinien wyryć na drzwiach swojego gabinetu minister Waldemar Żurek.

Szef resortu sprawiedliwości utwierdza się bowiem coraz mocniej w przekonaniu, że interpretując i stosując prawo tak, jak rozumieją je jego uśmiechnięci druhowie po maturze, budzi strach na dzielnicy. „Mam wrażenie, że stanowię pewne zagrożenie dla tego obozu, który kiedyś tworzył państwo autorytarne (…). Nie boję się tego obozu władzy. Mam plan, jak ich rozliczyć, i realizuję go konsekwentnie” – napisał pan minister.

Co to jest strach, nie wie również mecenas Roman Giertych. Ci, co uważają, że jego słynne zasłabnięcie i ucieczka z noszy wprost do słonecznej Italii były spowodowane cykorem przed rozliczeniami, są w błędzie. – To jest propaganda PiS-owska. Ja wszystkie sprawy w sądach wygrałem i nigdzie nie uciekałem – oświadczył siwowłosy (ale nie ze strachu) mecenas.

Nigdzie, a zwłaszcza przed medialnymi wywiadami, nie ucieka muza intelektu Ula Zielińska. Otóż pani ministra zachęca osoby najuboższe do tego, by nie naprawiali starych aut, a kupowali nowe samochody elektryczne z dopłatą. Zapomina jedynie dodać, że najtańszy dziś elektryk dedykowany polskiej biedocie kosztuje ok. 80 tys. zł. O jakichkolwiek dopłatach można zapomnieć, bo przy obecnym deficycie budżetowym – jak mawiał inny klasyk – „piniendzy nie ma i nie będzie”. Wódz proletariatu Włodzimierz Lenin, twierdząc, że nawet kucharka może rządzić państwem, nie przewidział, że kiedyś dosięgnie nas postęp i na stanowisku ministra zasiądzie pani Ula.

Na koniec wypada jeszcze przywołać postać ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stefana Krajewskiego, który zapowiedział, że wyprowadzi się z hotelu poselskiego, bo jacyś patoposłowie na potęgę chleją i wszczynają awantury. Jak powszechnie wiadomo, istnieje kilka rzeczy łączących polityków ponad podziałami. Jedną z nich jest alkohol. Wprawdzie politycy piją okazjonalnie, to jednak okazje trafiają się im regularnie. Tak był prawdopodobnie i w sierpniu, gdy odbywała się impreza, która dopiero teraz zbulwersowała ministra Krajewskiego. Wówczas to, mający świętować zaprzysiężenie prezydenta Karola Nawrockiego, posłowie Mejza i Matecki weszli w interakcje z politykami PO. Do incydentu doszło, gdy panowie na ludową nutę zaśpiewali: „Staszek piątka, Tomek dycha, a dwudziestka dla Giertycha”. Słowa przyśpiewki są jednoznaczne w interpretacji, ale uśmiechnięci zarzucili swoim politycznym wrogom śpiewanie wulgarnych tekstów.

Czemu zrobili to dopiero teraz, po wielu tygodniach? Nie wykluczone, że wcale nie chodzi tu o alkohol i patoposłów, a o przykrycie klęsk, z jakimi borykają się obecnie choćby polscy rolnicy. Rolnicy zazwyczaj mają do czynienia z dwoma klęskami: nieurodzaju lub urodzaju. Dziś doskwiera im (choć nie tylko im) jeszcze jedna. Jest nią obecny premier i jego przyboczni, którzy nad niczym nie panują, niczego nie przewidują i niczemu w porę nie są w stanie zapobiec. I to dopiero jest klęska wszystkich klęsk.

Leszek Sawicki