Kłamał i kłamać będzie
Ba, znaleźli się nawet tacy, co chcieli przenieść Święto Niepodległości z 11 listopada, dnia - jak mówili - kojarzącego się wyłącznie z „faszystami, przemocą i płonącą Warszawą”, na 15 października, „czyli datę wyborów parlamentarnych przywracających nas wolności”. Do kraju zaczęli wracać przedstawiciele elit oraz resortowe dzieci przez lata prześladowani przez PiS-owski „reżim”. W mediach społecznościowych łzami szczęścia zalewały się młode aktywiszcza Ostatniego Pokolenia oraz innych organizacji pozarządowych, poświęcających swój cenny czas na zmobilizowanie jak największej liczby osób dezaprobujących ówczesną antyliberalną władzę.
Mimo zajęcia drugiej lokaty w wyborczym wyścigu Koalicja Obywatelska mogła ostatecznie sformować rząd z – dziś już świętej pamięci – Trzecią Drogą i – balansującą wciąż na krawędzi progu wyborczego – Nową Lewicą. Tym samym byłemu królowi Europy po raz kolejny udało się oszukać rodaków i odzyskać władzę.
Przychodzi jednak taki czas, w którym polityk kompletnie się zużywa i żadnymi sposobami nie jest w stanie się odbudować. I taki czas właśnie nadszedł, co wyraźnie było widać choćby podczas fety, jaką Tusk postanowił zorganizować z okazji drugiej rocznicy „zwycięskich wyborów 2023 r.”. W świętowaniu nie przeszkodziły mu najgorsze od lat notowania i brak zaufania ze strony wielu środowisk darzących go do niedawna sympatią. W III RP chyba jeszcze nigdy żadna władza nie roztrwoniła w ciągu niespełna dwóch lat rządów tak ogromnego kapitału zaufania. Dziś rządzącym wszystko już leci z rąk. Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, było słynne 100 konkretów ogłoszonych w kampanii wyborczej, które trudno uznać za coś innego niż zbiór pobożnych życzeń i sloganów bez większej wartości merytorycznej. Każdy w miarę rozsądny Polak musiał zdawać sobie wówczas sprawę z tego, że nie zadzwoni do niego żaden lekarz z pytaniem o samopoczucie, że nie będzie akademików za symboliczną złotówkę, ani tym bardziej zwiększonej do 60 tys. zł kwoty wolnej od podatku. Za to kolejny rok z rzędu Polska ma kosmiczny deficyt budżetowy i sięgające niewyobrażalnej kwoty 2 bln zł zadłużenie. Od lat nie było w kraju tak głębokiego kryzysu w służbie zdrowia, chaosu w edukacji czy sądownictwie, a budowanie niezależnych mediów publicznych ugrzęzło w propagandowym ścieku.
Wszystko to – oraz dziesiątki innych „zasług”, którymi można by wypełnić wszystkie strony „Echa” – w najmniejszym stopniu nie przeszkadzają premierowi i jego ekipie w fetowaniu „sukcesów”, których efektem jest coraz większa dewastacja kraju. O wcześniejszych wyborach raczej nie ma co marzyć. Stołki łączą, a sondaże nie dają przystawkom Tuska nawet najmniejszych szans na osiągnięcie w wyborach pułapu gwarantującego zwrot kosztów kampanii. Co zatem począć, by koalicja w tej formie trwała dalej? Donald Tusk znalazł na to doskonałe lekarstwo: „Kłammy jeszcze więcej”. Premier, który nieuchronnie zbliża się do siedemdziesiątki, zapewne już nie zmieni nawyków. Ludzie w tym wieku swoje przyzwyczajenia raczej utrwalają. Nawykiem Tuska – czego wciąż doświadczamy – jest propaganda. Przyzwyczajeniem – kłamstwo. Stąd też z ust premiera – do ostatniego tchu w jego politycznym życiu – poza kłamstwem nic więcej nie usłyszymy.
Leszek Sawicki