Wrócili do ustawień fabrycznych
Przed kilku dniami dobiegły końca kolejne manewry zorganizowane głównie z myślą o twardych elektoratach obydwu ugrupowań. Mam tu na myśli katowicką konwencję programową Prawa i Sprawiedliwości oraz kongres zjednoczeniowy Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Obydwie imprezy pokazały, że w myśleniu i postępowaniu wodzów głównych klanów od dwóch dekad nic się nie zmienia.
Metody polityczne, które niegdyś dały im władzę, nie są im obce i dziś, a wiele wskazuje na to, że takie pozostaną aż do końca ich dni w przestrzeni publicznej, tudzież nieuchronnego kresu na tym łez padole.
Kongres PiS – co podkreślali nawet zwolennicy partii mający trzeźwe spojrzenie na obecną rzeczywistość – nie tchnął w partię nowego ducha. Nie pokazał drogi wyjścia z defensywy, w jakiej od miesięcy znajduje się ugrupowanie. Nie dał odpowiedzi, w jaki sposób pozyskać nowe środowiska, by w 2027 r. zdobyć wymarzone 40%. Hitem konwencji stał się panel poświęcony mediom publicznym z udziałem Joanny Lichockiej i Jacka Kurskiego – dyskusja będąca dowodem na niezdolność partii do głębszej refleksji. Potwierdzająca tezę, z której wynika, że skoro PiS nie jest w stanie odsunąć od siebie ludzi skompromitowanych, to ciągle nie rozumie, dlaczego już nie sprawuje władzy. Skostniałość kierownictwa z Nowogrodzkiej i brak wyciągania wniosków są tak rażące, że póki co poza najwierniejszymi z wiernych nikt inny nie jest w stanie tego przetrawić.
Po drugiej stronie barykady również bez zmian. Szef najbardziej skorumpowanej partii w historii III Rzeczpospolitej paradoksalnie staje dziś w obronie uczciwości. Na kongresie KO królowało słowo „złodziejstwo”. I nie był to rachunek sumienia. Nikt nie bił się w piersi za mafijną reprywatyzację w Warszawie, Amber Gold, Polnord, OLT Express, działalności Sławomira Nowaka, Romana Giertycha, aferę hazardową, aferę śmieciową czy dom Kingi Gajewskiej i Arkadiusza Myrchy. Na kongresie rzucano jedynie dziesiątki oskarżeń w stronę PiS.
Szlagierem wydarzenia stała się likwidacja Platformy Obywatelskiej i powołanie do życia nowego ugrupowania, które połknęło dwie mniejsze partie. I tak oto od kilku dni mamy drugiej świeżości, bo funkcjonującą de facto od dwóch lat, Koalicję Obywatelską. „Nowe” ugrupowanie – w którym nie zmienił się lider, nie zmieniła się nazwa, a logo w postaci biało-czerwonego serduszka dawno już opatrzyło się wyborcom – ma być chwytem marketingowym wabiącym niezdecydowanych. Tych, co chcą wierzyć, że obecna Polska dobrobytu Tuska z miliardami deficytu to ich wymarzona kraina.
Zachowania głównych graczy naszej sceny politycznej, ich zaplecza i wyborców póki co pozostają do bólu przewidywalne. Partie są zajęte tylko sobą i wzajemnym zwalczaniem się. Reszta to gra pozorów. Włoski pisarz Giuseppe Tomasi di Lampedusa ustami jednego z bohaterów powieści „Lampart” powiedział: „wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. Po przywróceniu ustawień fabrycznych, których dokonano podczas przedstawień rytualnych w Katowicach i Warszawie, zainteresowani dobrem Polski rodacy tracą nadzieję na zmiany. Już kolejne dni, kolejne wychodzące na światło dzienne afery, kolejne pokrętne tłumaczenia prominentnych polityków pokazały, że z tymi ludźmi Polska prawdziwą Polską szybko się nie stanie.
Leszek Sawicki