Bójcie się!
Czytając ten tekst, być może znacie (albo i nie) Państwo ostateczne ustalenia śledczych. Póki co, dostępny jest tylko oficjalny raport, z którego wynika, że dywersji na torach dokonało dwóch ukraińskich najemników szkolonych przez rosyjskie FSB. Panowie, po legalnym przekroczeniu granicy, wysadzili kawałek toru, po czym - zostawiając na miejscu śledczym wiele dowodów, w tym m.in. kawałek przewodu elektrycznego oraz telefon komórkowy, za pomocą którego transmitowali wybuch - przez nikogo nie niepokojeni czmychnęli przez strzeżone przejście graniczne w Terespolu na Białoruś.
Wybuch słyszeli okoliczni mieszkańcy, którzy poinformowali o tym odpowiednie służby. Policjanci po otrzymaniu zgłoszenia udali się na miejsce, a że było ciemno i nie dało się znaleźć żadnych śladów eksplozji, zwinęli manatki i odjechali na posterunek. Uszkodzony tor zauważył dopiero rankiem maszynista jednego z nadjeżdżających pociągów. Wcześniej po torach, według niektórych źródeł, przejechało nawet 12 składów, w tym osobowe Intercity.
Gdybym nie żył w państwie Tuska, mógłbym uznać, że to scenariusz do jakiejś amerykańskiej superprodukcji. Tymczasem o tym, co wydarzyło się na Lubelszczyźnie, służby musiały wiedzieć już w niedzielę w nocy. Potwierdza to choćby wypowiedź pani starosty powiatu garwolińskiego, która wiele godzin przed ogłoszeniem przez premiera wspomnianego raportu dla naiwnych, publicznie oświadczyła, że z informacji przekazanych jej przez służby wynika, iż mógł to być akt dywersji – sabotaż polegający na wysadzeniu fragmentu torów na kluczowej linii kolejowej.
Wielu twierdzi, że celowa dezinformacja lub wstrzymywanie się z komunikatami może być niekiedy uzasadnioną strategią śledczą. Jednak czy ma to sens w sytuacji, gdy dziennikarze błyskawicznie ustalili więcej niż polskie służby albo – jak twierdzą inni – odkryli to, co służby utajniły? A może – co wcale nie jest wykluczone, a wręcz przeciwnie, ma ręce i nogi – cała akcja z wysadzeniem toru w pobliżu stacji PKP Mika posiada drugie dno?
Żyjemy w państwie nieudolnie zarządzanym przez Tuska i jego ekipę. Obecna władza doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej „być” albo „nie być”, wisi na włosku, stąd też usilnie potrzebuje wsparcia obywateli. W obecnej sytuacji, gdy za naszą granicą toczy się wojna, akceptacji nawet najbardziej nieudolnym rządzącym może udzielić tylko i wyłącznie obywatel odpowiednio przestraszony. Tylko taki obywatel nie rozlicza władzy za jej błędy i brak profesjonalizmu. Tylko taki obywatel nie dostrzega ogromnego deficytu budżetowego, wzrostu bezrobocia czy fatalnego stanu służby zdrowia. Władza, nie radząc sobie z zaspokajaniem podstawowych potrzeb ludności, prowokuje zatem różne sytuacje prowadzące do integracji społeczeństwa, które bezwarunkowo zaakceptuje jej sposób rządzenia.
Gdyby – jak nam wmawiają – Rosja chciała przeprowadzić skuteczny zamach na torach, zrobiłaby to bez trudu. To, z czym mieliśmy do czynienia w powiecie garwolińskim, na pierwszy rzut oka było fuszerką, ale tak zaplanowaną i przeprowadzoną, aby nikomu nie spadł włos z głowy. Na obecną chwilę wiele faktów przemawia za tym, że były to kolejne propagandowe działania mające wywołać panikę i przynieść korzyści pewnej grupie osób. W tym ludziom usilnie chcącym wciągnąć Polskę w wojnę, jaka toczy się tuż za jej granicą.
Leszek Sawicki