Komentarze
Polacy, pobudka!

Polacy, pobudka!

Kilka dni temu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że państwa członkowskie UE są zobowiązane do uznawania małżeństwa jednopłciowego między dwojgiem obywateli UE, które zostało „zgodnie z prawem zawarte w innym państwie członkowskim”.

Nakaz taki otrzymała również Polska. TSUE w swoim wtorkowym oświadczeniu wyjaśnił, że choć regulacje dotyczące małżeństwa należą do kompetencji poszczególnych państw członkowskich, w tej materii muszą się podporządkować dyrektywom agend unijnych. Problem w tym, że aby wykonać polecenie trybunału, Polska musiałaby… zmienić ustawę zasadniczą.

Zgodnie z art. 18 Konstytucji RP „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Nie ma więc tu mowy o małżeństwach jednopłciowych. Z przyczyn oczywistych: „rodzina jest wspólnotą pierwotną, starszą od państwa, stąd należy się jej nie tylko szacunek, ale i uwaga chroniąca przed zapałem reformatorów” (cyt za: www.palestra.pl). Zwolennicy legalizacji małżeństw osób tej samej płci cytują art. 47, wedle którego „każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”.

Dyskusja rozkręca się. Organizacje lewicowe nie ukrywają, że precedens (chodzi o konkretną skargę osób tej samej płci, które zawarły związek małżeński w Niemczech – jej rozstrzygnięcie stało się bezpośrednim powodem orzeczenia TSUE) stałby się furtką służącą obchodzeniu polskiego prawa. Nie pierwszą.

I druga ciekawa informacja:

Państwowa Inspekcja Pracy dostaje nowe uprawnienia (głównie w kwestii kontroli poprawności tworzenia umów o pracę), dające jej prawo nadzoru realizacji dyrektywy UE 2023/970 w kwestii neutralności językowej. O co chodzi? Np. każde ogłoszenie o pracę musi być sformułowane tak, by nie wskazywało preferencji płci. Nie wolno będzie pisać: „zatrudnię sekretarkę”, „poszukiwany starszy specjalista ds. controllingu”, „poszukiwany adwokat”, „zatrudnimy kierownika projektu”, „proponuję pracę pracownikowi budowlanemu” itp., ponieważ sugeruje to konkretną płeć i ktoś (o płci odmiennej) może poczuć się dyskryminowany. Bezpieczniej będzie sformułować ogłoszenie o pracę w sposób ogólniejszy, np.: „zatrudnię osobę do obsługi sekretariatu” czy też „zatrudnię osobę do wykonywania robót budowlanych”, „zatrudnię osobę do rąbania węgla na przodku w kopalni” (a nuż to niespełnione marzenie jakiejś kobiety i zechce aplikować, w ramach równouprawnienia, na takowe stanowisko?!) itd.

PIP ostrzega, że jeśli w informacji znajdzie się wyłącznie męska/żeńska forma lub nazwa sugerująca, że stanowisko kierowane jest tylko do jednej płci, będzie to sygnał, iż pracodawca nie stosuje standardów obowiązujących w rekrutacji. A za to grozi mandat w wysokości 4806 zł.

Witajcie, Polacy, w radosnym Eurokołchozie!

Czekamy na kolejne inspirujące pomysły UE! Np. zakaz używania w oficjalnych dokumentach terminów „mama” i „tata”, „mąż”, „żona”, „rodzina” (już dziś nie są one mile widziane w projektach unijnych i aby otrzymać dotacje, trzeba stosować poprawne politycznie słowa).

Hej, brygada, budzimy się!

Ks. Paweł Siedlanowski