Komentarze
Ograł sam siebie

Ograł sam siebie

Żeby po raz wtóry nie narazić się na niepochlebne komentarze ze strony zwolenników miłościwie nam panujących, zacznę od zacytowania tekstu źródłowego - oryginalnej wypowiedzi Donalda Tuska.

- Jeśli chodzi o symboliczne wsparcie ze strony Niemiec dla tych żyjących jeszcze bezpośrednich ofiar II wojny światowej, to oczywiście będę o tym jeszcze rozmawiał dzisiaj. I uświadomię taką oczywistą smutną rzecz: jest ich w tej chwili, według szacunków Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie (…), 50 tysięcy.

Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać taki gest. Ja będę rozważał w przyszłym roku – jeśli nie uzyskamy jakiejś jednoznacznej i szybkiej deklaracji – decyzję, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków – powiedział drżącym głosem premier polskiego rządu.

I choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że takie słowa nigdy paść nie powinny, to jednak padły. Polski premier wypowiedział je w trakcie ostatniej wizyty w Berlinie na wspólnej konferencji prasowej z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem.

Musiało minąć osiem dekad od zakończenia wojny, by pojawił się ktoś tak przerażający, jak Donald Tusk, kto z pełną nonszalancją ogłosił, że ofiary wojny same powinny zadośćuczynić za swoich katów. Tusk, próbując przymusić Niemców do zrobienia czegoś, zaoferował, że jak tego nie zrobią, to my, Polacy, sami tego dokonamy. Pieniędzmi Polaków zapłacimy Polakom za zbrodnie, jakich przed laty Niemcy dokonali na naszym narodzie. Przecież nas stać. W końcu Polska znajduje się w zaszczytnym gronie 20 najlepszych gospodarek świata.

To że Tuskowi już dawno przyklejono metkę niemieckiego zdrajcy, nie jest żadnym odkryciem Ameryki. W czasach, gdy telewizją publiczną kierował Jacek Kurski, utrwaliły się powtarzane jak mantra sformułowania o dziadku Tuska z Wehrmachtu czy niesławne „für Deutschland”. Tym razem premier, deklarując, że Polska sama wypłaci odszkodowania za niemieckie zbrodnie, wystawia się na celownik i po raz kolejny uwierzytelnia swoją proniemieckość.

Większość komentarzy odnoszących się do jego kuriozalnych słów jest zdecydowanie krytyczna, czemu trudno się dziwić. Z każdego bowiem punktu widzenia jest to deklaracja niedorzeczna i wręcz niedopuszczalna. Ofiary spłacające długi za zbrodniarzy to całkowite pogwałcenie elementarnych zasad moralnych, prawnych czy logicznych. I choć nie da się tego w żaden racjonalny sposób obronić, to jednak w kraju pojawili się zwolennicy tej deklaracji, twierdzący, że to podstęp mający zawstydzić Niemców i zmusić ich do rychłego działania.

Zawstydzeni Niemcy prawdopodobnie milcząco zgodzili się na epokową propozycję Tuska. Przerażonemu i zakłopotanemu kanclerzowi Merzowi oraz rzeszom jego rodaków, w tym ciągle mającym się dobrze potomkom nazistów, musiało się po tych słowach zrobić niezwykle głupio. Teraz tylko patrzeć, jak nasi zachodni sąsiedzi przez najbliższe dekady, wyciągając wnioski z lekcji, jakiej udzielił im szef polskiego rządu i śmiejąc się w oczy ofiarom wojny, nikomu za nic nie zapłacą.

I tak oto właśnie na naszych oczach wielkiego króla starego kontynentu – jeszcze niedawno stanowczo mówiącego: „Nikt mnie w Europie nie ogra” – ktoś właśnie profesjonalnie orżnął. I tym kimś jest nie kto inny, jak sam Donald Tusk. Ot, taki paradoks dziejów…

Leszek Sawicki