Komentarze
Po pierwsze - neutralność płciowa

Po pierwsze – neutralność płciowa

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z nieskrywaną dumą poinformował naród, że właśnie podpisał „dokumenty, które rozpoczynają proces zmiany wzorów aktów stanu cywilnego”.

I że to pokłosie wydanego w listopadzie minionego roku wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego małżeństw. I że tym wyrokiem TSUE zobowiązuje państwa UE do uznawania takich związków zawartych legalnie w innych krajach Wspólnoty. Minister się tylko z wyrokiem TSUE w mgnieniu oka nie zgodził, ale całkiem się był wysforował. „To prawo, które musimy i chcemy stosować” - zawyrokował. Musimy i chcemy? Ej, czy to się przypadkiem jakoś z logiką nie gryzie?

Wszak spora jest różnica pomiędzy musimy i chcemy. No i my, czyli kto? Cała Polska? Skąd minister Gawkowski to wie? Mnie na przykład nie pytał. Może właśnie dlatego powyższe przekonanie ma.

Jakby tego było mało, razem ze swoją ekipą wpadł na pomysł, że będzie równo i sprawiedliwie, jak w polskich dokumentach zamiast „mąż”, „żona”, „kobieta”, „mężczyzna” pojawią się określenia „pierwszy małżonek”, „drugi małżonek”. Toż to brzmi jak stan po rozwodzie i powtórnym ożenku. Dodajmy, że wyrok TSUE do tego akurat nazewnictwa nas nie obliguje. Ale takie wystąpienie przed szereg pewnie, zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji, podniesie jego akcje na arenie nowoczesnych rozwiązań związanych z neutralnym nazewnictwem płciowym. Zatem – jeśli projekt będzie uchwalony, ja, baba, zostanę małżonkiem. I choć mam graniczące z pewnością wątpliwości, czy mój do tej pory pierwszy małżonek będzie takim posunięciem zachwycony, może nawet pierwszym. Ta nowa równość oj, jaka dziwna jest.

Czyli: nie może być „mąż” i „żona”, bo to by uderzało w neutralność płciową, tylko „pierwszy małżonek” i „drugi małżonek”. A dlaczego nie pierwsza i druga małżonka? Bo skoro dwóch małżonków, to prosta sugestia, że do małżeństw jednopłciowych mają prawo tylko mężczyźni. No i gdzie się pogubiły małżonki? Dlaczego nie może być „pierwszej małżonki” albo „drugiej małżonki”? Gdzie ta deklarowana równość i neutralność jest? To niechby już lepiej było – bardzo przecież na czasie – „osoba małżeńska”. No i jak się na „pierwszego małżonka” i „drugiego małżonka” zapatrują „osoby feministyczne”, które tyle się natrudziły, żeby zostać ministerkami, gościniami i tym podobnymi językowymi potworkami? Bo moim skromnym zdaniem, jeśli już, to prawdziwa wolność – równość tylko przy „osobie małżeńskiej” może tutaj być.

Do wyroku TSUE i przeniesienia go na nasz rodzimy grunt odniósł się aktualny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek. Wdrażanie wyroku TSUE to, według niego, pierwszy krok. Spróbujcie zgadnąć, do czego. Odniósł się też do wyroku TSUE – jak zawsze za pan brat z nowoczesnością i Unią – premier Donald Tusk. I uspokoił poddanych, że przecież w prawie krajowym żadnych Polsce zmian nam ona nie narzuca, bo ich narzucić nie może, ale „wyroki TSUE muszą być respektowane. Taka jest Europa”.

I szlus.

Anna Wolańska