Komentarze
Niespełnione ambicje

Niespełnione ambicje

W słusznie minionej epoce pewnego bacę z Podhala namówiono, by wstąpił do partii.

Chłop napisał podanie, wsiadł do pociągu i pojechał do siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Po dotarciu na miejsce portier skierował go do dużej sali, gdzie zasiadała kilkuosobowa egzekutywa partyjna weryfikująca lojalność przyszłych towarzyszy. - A oddalibyście baco partii konia, gdyby partia go potrzebowała? - zapytał jeden z aparatczyków. - Ja, łoddołby - odparł baca. - A świniaka byście oddali? - dopytywał drugi. - Łoddołby - zapewnił dumny chłop spod Tatr.  

– No a jakby partia potrzebowała owcy, też byście oddali? – ciągnął bacę za język następny.

– Nie, łowcy by nie łoddoł – oświadczył stanowczo baca.

– Konia i świniaka byście oddali, a owcy nie… Czemu to? – pytali zaskoczeni towarzysze.

– Bo mom – odrzekł góral.

Ten dowcip z siwą brodą przypomniał mi się, gdy świat obiegła deklaracja towarzysza Włodzimierza Czarzastego wygłoszona w Kijowie w czwartą rocznicę inwazji Rosji na Ukrainę: „Wejdziecie do Unii Europejskiej. To jest nowina, którą przywożę w imieniu całej demokratycznej Europy. Pomożemy wam we wszystkich sprawach związanych z pozyskiwaniem środków finansowych”. Problem polega jednak na tym, że nikt nie upoważnił marszałka Czarzastego do wygłaszania takich deklaracji. Nie jest on ani szefem rządu, ani głową państwa, ani tym bardziej nie reprezentuje żadnego unijnego organu. A jednak zachowuje się jak ów baca z dowcipu.

I tu rodzi się pytanie: dlaczego? Bo mu wolno? Bo mu na starość odbiło? A może to kompleks władzy i po latach politycznego niebytu dziś, jako druga osoba w państwie, zachowuje się niczym król i bez skrupułów wykracza poza swoje kompetencje? Niewykluczone wreszcie, że jest tu jakieś drugie dno i Czarzasty ma czyjeś przyzwolenie, wszak to chyba nie przypadek, że od ponad 30 lat nie ma odwagi poddać się procedurze tzw. wirówki ABW, jaką przechodzi wielu polityków.

Obecny marszałek Sejmu RP od zawsze był demokratą doskonale wiedzącym, w którym z uli jest najsłodszy miodek. Najpierw został demokratą ludowym, później socjaldemokratą, a obecnie kreuje się na demokratę liberalnego. Kiedy w 1983 r. wstępował do PZPR, ówcześni towarzysze raczej opuszczali ugrupowanie. On w pełniącej „przewodnią siłę narodu” partii pozostał do końca jej dni. Potem błyskawicznie z wielkiego przyjaciela ZSRR stał się obrońcą „zgniłego Zachodu” i robił karierę w tzw. wolnej Polsce. Kiedy głośno zrobiło się o Czarzastym przy okazji afery Rywina, wielu uważało, że to już koniec jego politycznej kariery. Życie jednak pokazało, że tacy ludzie szybko nie toną i po wielu latach z polityka przegranego wyrósł na jednego z przywódców lewej strony sceny politycznej oraz drugą osobę w państwie.

Dziś niekłaniający się wielu gromom i złorzeczeniom Czarzasty wydaje się być nawet bardziej tuskowy od Tuska. A to sprawia, że przy tak podzielonej i skłóconej opozycji towarzysz marszałek może wsadzić Polskę jeszcze na niejedną minę. Jest bowiem jak owca bacy – nie do ruszenia.

Leszek Sawicki