Wojtyła niczego nie tuszował
Kilka lat temu wraz z Piotrem Litką przeanalizowaliście akta Instytutu Pamięci Narodowej, badając dokumenty z czasów, gdy kard. Karol Wojtyła zarządzał archidiecezją krakowską, w tym to, co wiedział na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Czy między aktami IPN a archiwaliami kurii krakowskiej występują istotne różnice?
Badaliśmy wiele dokumentów, w tym dwa przypadki dotyczące ściśle archidiecezji krakowskiej - ks. Eugeniusza Surgenta i ks. Józefa Loranca. Kwerenda koncentrowała się na tym, ile władza ludowa wiedziała o ich przestępstwach i jakie działania podejmowała.
Na tej podstawie próbowaliśmy też odtworzyć reakcje i decyzje ówczesnej hierarchii kościelnej.
Jeśli chodzi o różnice między materiałami, są one zasadnicze. W archiwum IPN znajdują się materiały operacyjne Służby Bezpieczeństwa wobec tych duchownych, a także dokumenty ze śledztw i procesów. Do tego dochodzą różnego rodzaju raporty, notatki i donosy tajnych współpracowników opisujące reakcje kurii, jej urzędników oraz biskupów, w tym kard. Wojtyły.
Natomiast archiwum kurii krakowskiej zawiera dokumentację dotyczącą przebiegu posługi duszpasterskiej tych księży: opinie proboszczów o ich pracy i charakterze, decyzje o przeniesieniach, upomnienia, liczne listy od parafian, niekiedy z żądaniem przywrócenia duchownych do pracy, a także skargi.
Zestawienie tych źródeł pozwala dość wiernie odtworzyć działania kard. Wojtyły wobec obu księży. Wniosek jest jednoznaczny: ani w archiwach państwowych, ani kościelnych nie ma dowodów na to, by jako metropolita krakowski (1962-1978) ukrywał on przypadki wykorzystywania. Gdy dowiadywał się o przestępstwach, nie przenosił duchownych z parafii do parafii, lecz podejmował działania zgodne z prawem kanonicznym.
W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” wskazujecie, że kard. Wojtyła w takich sprawach działał szybciej niż śledczy i dość nieszablonowo jak na tamte czasy. ...
DY