Batuta – ostatecznie
Kiedy i w jaki sposób w Twoim życiu zagościła muzyka?
W moim przypadku - w kościele. W parafii Miłosierdzia Bożego w Siedlcach organistką była przed laty s. Gabriela, pasjonistka. Jako dziecko byłem zafascynowany jej pięknym głosem i śpiewami. W końcu zmusiłem ojca, żeby zaprowadził mnie na chór. I zostałem tam, śpiewając w scholii, na dość długo, bo do czasu wyjazdu na studia. Pewnego razu starsza koleżanka - Natalia Kordecka przyszła ze skrzypcami.
Oglądałem je ze wszystkich stron – i zapałałem miłością do tego instrumentu. Miałem wtedy pięć lat.
A jako sześciolatek napisałeś pierwsze w swoim życiu, bardzo ważne podanie.
Marzyłem o szkole muzycznej. Moi bliscy chcieli mi pomóc, ale uparłem się i napisałem je sam, mieszając wielkie i małe litery. Brzmiało tak: „Uprzejmie bardzo proszę o przyjęcie mnie na skrzypce ablo na flet ostatecznie” (pisownia oryginalna). Rodzice uśmiali się, ale do szkoły muzycznej je zawieźli. Zostałem przyjęty i w Siedlcach skończyłem w klasie skrzypiec pierwszy stopień. Drugi – zrobiłem w Białej Podlaskiej, pod kierunkiem Mariana Andruchiwa. Było to możliwe tylko dzięki rodzicom, którzy przez pierwsze kilka lat wozili mnie trzy – cztery razy w tygodniu do Białej. Później radziłem sobie sam.
Był taki moment, gdy uznałeś: muzyka to mój pomysł na życie?
Delikatny kryzys przyszedł, gdy byłem w gimnazjum. Z perspektywy czasu widzę, że kiedy człowiek na czymś, co lubi, za bardzo się zafiksuje, grozi to zniechęceniem. Ale jak sobie mentalnie odpuści, radość powraca. ...
Monika Lipińska