Historia

Kiedy miedza się z miedzą żeniła…

9 kwietnia w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Białej Podlaskiej odbyło się spotkanie poświęcone tradycyjnemu wiejskiemu weselu na południowym Podlasiu. O związanych z nim obrzędach, zwyczajach i symbolach opowiadała dr Beata Maksymiuk, kulturoznawca z UMCS w Lublinie.

Owocem jej badań terenowych, które trwały dekadę, jest praca doktorska. Na bazie owej dysertacji powstała książka „Wesela z pogranicza kultur i religii. Obszar południowego Podlasia”. Publikacja doczekała się już dodruku. Praca doktorska została napisana pod kierunkiem badacza kultury ludowej prof. Jana Adamowskiego. - Zależało mi na tym, by dotyczyła ona południowego Podlasia.

Pochodzę z Rokitna i chciałam pisać o naszych terenach. Zauważyłam, że ciągle brakuje opracowania o weselu z tego regionu. Owszem, mamy wiele prac o weselach z poszczególnych miejscowości, np. opisy Feliksa Olesiejuka, Aleksandra Oleszczuka, Jana Adamowskiego czy Janiny Szymańskiej, ale do tej pory nikt nie zdecydował się na przeanalizowanie modelowego wiejskiego wesela z południowego Podlasia. W swojej pracy nie chciałam pokazywać konkretnego wydarzenia, ale pewną opowieść, zbudowaną z wielu historii, zwyczajów i relacji. Ta praca był trochę jak układanie puzzli, składała się bowiem z różnych elementów – mówiła dr B. Maksymiuk.

 

Najciekawsze były rozmowy

Prelegentka za innymi badaczami przyjęła, iż południowe Podlasie to dawne województwo bialskopodlaskie, czyli obecne powiaty bialski, radzyński i część parczewskiego.

– Korzystałam z opracowań, szczególnie tych nigdzie niepublikowanych, ale bazowałam przede wszystkim na badaniach terenowych. Materiał badawczy, który zgromadziłam (z badań i opracowań) dotyczy 201 miejscowości – zaznaczyła B. Maksymiuk. Rozmawiała nie tylko ze starszymi, ale też z młodymi osobami, z ludźmi, którzy sami brali ślub, uczestniczyli w weselach, ale też byli częścią obsługi, a więc z kucharkami, członkami zespołów weselnych, czy didżejami. Nie zabrakło także rozmowy z księdzem. – Spotkania były najciekawsze. Nie miałam problemów z pozyskiwaniem informacji. Kiedy mówiłam, że jestem stąd, ludziom rozwiązywały się języki. W dotarciu do rozmówców pomagały mi także kontakty rodzinne i znajomości. Podczas wywiadów mogłam dopytywać o szczegóły i lokalne niuanse, bo oprócz wiedzy z opracowań, mam też własne doświadczenia, gdyż od lat 80. uczestniczyłam w wielu weselach, i to w różnych rolach – zaznacza B. Maksymiuk.

 

Od rajenia do przenosin

Autorka książki podkreślała, że wesele było ważne dla rodzin i samych nowożeńców, ale też dla całej społeczności. – Ono jest nie tylko zabawą; to cały system zwyczajów, symboli i znaczeń, które przez lata się zmieniają, ale jednocześnie trwają, co pokazały moje badania – mówiła w trakcie spotkania w bialskiej bibliotece.

W swojej publikacji opisała nie tylko samo wesele, ale też to wszystko, co je poprzedzało, i to, co działo się po jego zakończeniu. Swoją opowieść o weselu zaczęła od zapomnianego dziś rajenia, swatów i oględów. Opisała zaręczyny, zapowiedzi, zapraszanie gości, przygotowania do wesela, wieczory panieńskie i kawalerskie oraz sytuacje, które towarzyszyły ślubowi i przyjęciu weselnemu. Nie zabrakło też informacji o pokładzinach, poprawinach i przenosinach.

Maksymiuk przedstawiła temat wesela w ujęciu paradygmatycznym. Opisując poszczególne jego etapy, odwoływała się też do współczesności. – Praca nad doktoratem zmieniła moje patrzenie na wesele. Okazało się, że jest ono nie tylko wydarzeniem rodzinnym i społecznym, ale też ważnym momentem, w trakcie którego ujawniają się wartości, tradycje i nasz sposób myślenia o świecie. Wesele czasem mówi o nas więcej, niż my sami chcemy powiedzieć – przyznała badaczka.

 

Dawniej i dziś

Praca nad opisem wesela z południowego Podlasia pokazała napięcia istniejące między tradycją i współczesnością. – Niektóre dawne praktyki zanikły, a inne uległy przekształceniu. Struktura poszczególnych obrzędów zmienia się, ale zachowuje też pewne dawne elementy, choć w zmienionej formie. Przemiany, jakim podlega obrzęd wesela, wynikają z wpływów kulturowych, społecznych i z rozwoju cywilizacji. We współczesnych weselach elementy tradycji łączą się z nowoczesnością, tworząc formy pośrednie między dawnymi obrzędami i globalnymi trendami. Dziś te trendy są coraz bardziej widoczne, a wyznaczają je osoby obsługujące wesele – podkreślała B. Maksymiuk. Wyliczała, że obecnie swatów zastąpiły randkowe portale internetowe, w miejsce korowaja pojawił się tort, a przygotowaniem wesela nie zajmują się już krewni i znajomi ze wsi, ale specjalne firmy.

– Pomimo zachodzących zmian pewne elementy pozostają jednak ciągle niezmienne i ważne. W dalszym ciągu liczy się ślub kościelny, błogosławieństwo rodziców czy obecność najbliższych na weselu – akcentowała badaczka.

 

Kochania nie było…

Dr B. Maksymiuk dzieliła się też konkretnymi zdarzeniami i opowieściami, które usłyszała podczas zbierania materiału badawczego.

– Wśród opowieści moich respondentów wielokrotnie słyszałam, że dawniej to „żeniła się miedza z miedzą, a kochania nie było”. Uważano, że „lepiej niech [panna] będzie kulawa i garbata, ale bogata”. Informatorka z Dobrynki wspominała, że podobał się jej pewien kawaler, ale z powodu ubóstwa była panną, która nie przypadła do gustu jego matce. Mówiła: „Ja jego chciała i lubiała jego, ale matka jego mnie tak nie chciała, bo ja była biedna” – cytowała B. Maksymiuk.

Wspominała też o „weselnych niespodziankach” związanych z… podmienieniem panny młodej. Jedną z takich historii znalazła w archiwum Muzeum Południowego Podlasia. – „Tak się zdarzało, że młodzi się nie znali. U nas we wiosce tak było. Ona była z Dołhobród, a on z Motwicy. Miało być wesele i zajechali tam do niej, a podstawili jej siostrę, ale on widzi, że to nie ta. Siostra była młodsza, wyższa i nazywała sie Zośka, a ta była Maria. Ta była starsza i jo nikt nie chciał, bo jakoś ona była (…) kłyszawa w nogach, no taka niespecjalna. Zajeżdża on do niej. Już ubrali [pannę], ale on widzi, że nie ta. On jo raz zobaczył, czy dwa. Podstawili inne i on z nio ślub wziął. (…) potem przyznali się, że podstawili jo, aby ożenić, bo wiedzieli, że na tamto drugo amator będzie” – cytowała badaczka.

 

Ślub jak transakcja

W drugiej części spotkania był czas na zadawanie pytań. Uczestników ciekawiło wspomniane podmienianie panny młodej. Autorka książki przyznała, że takie działania nie należały do rzadkości ani przed wojną, ani po niej. – Ślub był swego rodzaju transakcją handlową zawieraną między dwiema rodzinami. Zerwanie takiej umowy było czymś niehonorowym i niemożliwym i to nawet wtedy, gdy zamiast Maryśki pan młody dostawał Zośkę. Takie były realia… – tłumaczyła pani doktor.

Pytano też o różnice między obrzędami weselnymi u katolików i prawosławnych. – Są one widoczne szczególnie w liturgii, ale nie brakuje ich także w obrzędach. Z moich badań wynika, że w rodzinach prawosławnych z południowego Podlasia pannę młodą do ślubu prowadziło dwóch drużbów, a pana młodego – dwie druhny. W niektórych miejscowościach, np. w Międzylesiu, znany był także zwyczaj błogosławienia młodych chlebami; rodzice i bliscy czynili znak krzyża nad młodymi, używając do tego bochenka. Z kolei sam orszak weselny przed odjazdem do ślubu bywał obsypywany „na szczęście” cukierkami. U katolików zaś błogosławi się młodych dłonią (kreśląc znak krzyża) lub krucyfiksem – wyjaśniała B. Maksymiuk.

Uczestnicy spotkania pytali też m.in. o weselne bijatyki, szturmę i korowaja, który był weselnym ciastem obrzędowym. – Dziś młodzi nie wiedzą, czym są swaty albo korowaj, ale nie mają też pojęcia o innych, zdawałoby się bardzo czytelnych symbolach i obrzędach. Chyba najbardziej podczas badań zaskoczyło mnie to, jak wiele osób nie zna dziś znaczenia niektórych elementów obrzędu, np. błogosławieństwa czy symboliki białego welonu – zauważyła prelegentka.

Temat wesela podjęty na spotkaniu w Białej Podlaskiej wzbudził duże zainteresowanie. – Okazało się, że on ciągle żyje i skłania do rozmów – podsumowuje dr B. Maksymiuk.

Beata Maksymiuk, Wesela z pogranicza kultur i religii. Obszar południowego Podlasia, UMCS, Lublin 2025.

Agnieszka Wawryniuk