Kolekcja pani Zofii
Urodzona w 1954 r. kolekcjonerka wspomina dzieciństwo jako okres, który wymagał od najmłodszych dużej kreatywności. - Nie było telewizora, trzeba było sobie radzić i znajdować sposoby na zagospodarowanie wolnego czasu - mówi. Początki jej pasji sięgają lat szkolnych. - W sąsiedztwie mieszkał nauczyciel, który powierzył mi opiekę nad swoim dzieckiem. W zamian za pomoc podarował serię znaczków przedstawiających psy.
Były piękne. Nikt takich nie miał, tylko ja – wspomina.
Od tego momentu zaczęła interesować się jego kolekcją i obserwować zbiory. Kolorowe znaczki pocztowe, pełne detali i historii, szybko stały się jej oknem na świat.
Rówieśnicy również coś zbierali – papierki po czekoladach, etykiety od zapalniczek czy otwieracze do butelek. – Był chłopiec, który miał samochodziki strażackie. Spora grupa kolekcjonowała znaczki, które listonosz nam przynosił, kiedy przychodził do szkoły – opowiada.
Z czasem zbiory Z. Strzechmińskiej rosły dzięki wymianom, zakupom na poczcie i prezentom od bliskich. – Znajomi i rodzina wiedzieli o moim zamiłowaniu i często obdarowywali mnie znaczkami. I tak jest do dziś – dodaje.
Pierwszy album powstał z zeszytu i składanych kartek. Dziś jest ich ok. 30, a każdy zawiera setki znaczków. Wśród nich są m.in. serie ze św. Janem Pawłem II, wizerunkami świętych i błogosławionych, motywami przyrodniczymi oraz reprodukcjami obrazów Jana Matejki z lat 60 XX w.
Radość zdobywania
Z czasem do znaczków dołączyła kolejna pasja – numizmatyka. Wszystko zaczęło się od kilku monet przyniesionych przez mamę. Kolekcja powiększała się dzięki rodzinie, znajomym i przypadkowym znaleziskom. Dziś obejmuje zarówno polskie, jak i zagraniczne egzemplarze – od przedwojennych banknotów po monety z różnych stron świata. – Już jako nastolatka zbierałam pieniądze. Nie chodziło o ich wartość, ale o samą radość zdobywania, co wcale nie było takie trudne. Kiedyś w Hańsku ludzie hodowali owce, a wełnę sprzedawali na targu we Włodawie. Mamusia przynosiła do domu ładne „jednogrosiki”, które bardzo mi się spodobały. Wtedy zaczęłam zbierać monety – opowiada.
Za szczególnie cenną uważa srebrną dziesięciogroszówkę z 1840 r. pochodzącą z mennicy warszawskiej, z okresu Królestwa Kongresowego.
Jednym ze sposobów zdobywania nowych egzemplarzy była korespondencja międzynarodowa. – Na lekcji języka rosyjskiego nauczycielka zaproponowała nam nawiązanie kontaktu listownego z rówieśnikami z ZSRR. W ten sposób poznałam Saszę, który przysyłał mi monety, kartki i widokówki – wspomina.
Pieniądze dość łatwo można było zdobyć na targach, np. w Urszulinie czy Włodawie. – Pamiętam sytuację, gdy używano ich zupełnie niezgodnie z przeznaczeniem – jako podkładek przy kryciu dachu papą. Ktoś z miejscowych dostał za to mandat. To jednak nie tylko kwestia prawa – na tych monetach widnieje godło państwowe, więc takie ich użycie to także brak szacunku dla symboli państwowych – zauważa.
Monety, pocztówki i historie z całego świata
Z biegiem lat kolekcja stale się powiększała. Monety przywoziły dzieci, a później także wnuki z zagranicznych podróży. – Nie korzystam z giełd internetowych. Wolę tradycyjne sposoby – wymianę lub prezenty od znajomych. O wartości mówi mi kuzyn, który ma pokaźną kolekcję srebrnych i złotych monet. Sama też poszerzam wiedzę, przeglądając strony internetowe – opowiada.
W zbiorach pani Zofii znajdują się m.in. srebrna moneta o nominale 20 zł z 1979 r., wiele egzemplarzy z okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, a także monety z wizerunkiem Lenina emitowane w Związku Radzieckim oraz sturublówki. Ważne miejsce w kolekcji zajmują również banknoty z lat 30 XX w., w tym 20-złotowy z 1936 r., który był prezentem dla jej córki od teścia i ostatecznie zasilił kolekcję.
Kolekcję uzupełniają widokówki i kartki pocztowe wysyłane kiedyś z okazji świąt, jubileuszy, imienin. – Mam piękne pocztówki z ZSRR od Saszy i Tamary. Przysyłali mi je na imieniny. Długo utrzymywaliśmy kontakt – mówi. Widokówki wysyłał jej także znajomy odbywający służbę wojskową w Rosji.
– Wszyscy wiedzieli, że jestem kolekcjonerką i chętnie obdarowywali mnie różnymi przedmiotami. Nawet kiedy już wyszłam za mąż, otrzymywałam od ludzi monety – i to zupełnie bezinteresownie – dodaje.
Pasja zapisana w genach
Dziś zbiór budzi zainteresowanie młodego pokolenia. Hańszczanka nie martwi się o jego przyszłość, bo córka chętnie podtrzymuje tradycję. Ta niegasnąca miłość do kolekcjonowania przynosi pani Zofii radość i satysfakcję. – Kiedy przyjeżdżają dzieci z rodziny, mają co oglądać. Myślę, że dzieląc się swoimi zainteresowaniami, możemy zachęcić innych do odkrywania własnych pasji. Zbieranie przedmiotów to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu, a dla najmłodszych – wartościowa alternatywa dla świata wirtualnego – przekonuje Z. Strzechmińska.
Joanna Szubstarska