Kościół

Dlaczego potrzebujemy spotkania ze zmartwychwstałym Panem?

Można znać Ewangelię na pamięć i wciąż żyć tak, jakby Chrystus pozostał w grobie. Można wierzyć „poprawnie”, a jednak nigdy nie pozwolić, by On stanął pośród nas jako Żyjący i przemienił nasze życie od środka. Chrześcijaństwo zaczyna się naprawdę dopiero tam, gdzie kończy się sama wiedza o Bogu, a zaczyna relacja zbudowana na miłości.

Wiara bez osobistego spotkania z Chrystusem łatwo zamienia się w uporządkowany zbiór prawd, które należy przyjąć, i praktyk, które należy wypełnić. Wszystko to jest ważne - i w pewnym sensie konieczne - ale samo w sobie nie wystarcza.

Można bowiem przyjąć prawdę jako informację, a nie jako wydarzenie. Można wypełniać dobro jako obowiązek, a nie jako odpowiedź miłości. Wówczas chrześcijaństwo, zamiast być drogą życia, zaczyna przypominać dobrze zorganizowany system praw i nakazów, które nie przemieniają wnętrza człowieka.

 

Między pamięcią a obecnością

To napięcie nie jest nowe. Już pierwsi uczniowie Jezusa konfrontowali się z nim w sposób dramatyczny. Znali słowa Mistrza z Nazaretu. Widzieli znaki i cuda, które otwierały oczy niewidomym. A jednak w godzinie krzyża wszystko to okazało się niewystarczające. Pamięć o czynach Jezusa okazała się zbyt lekka wobec ciężaru cierpienia. Słowa Ewangelii, choć prawdziwe, nie potrafiły same z siebie ocalić ich wiary. To doświadczenie uczniów z Wielkiego Piątku nie jest jedynie epizodem zamkniętym w przeszłości. Ono powraca w życiu każdego wierzącego. Ile razy wydaje się nam, że mamy wystarczająco dużo światła, by iść dalej. A potem przychodzi godzina krzyża, w której Bóg przestaje być oczywisty, a Jego obecność nie daje się uchwycić ani w słowie, ani w pobożnych praktykach. ...

ks. Mateusz Czubak

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł