Kultura
Fot. archiwum Mirosława Maraszka
Fot. archiwum Mirosława Maraszka

Pokochałem historię tego miasta

Rozmowa z Mirosławem Maraszkiem, prezesem Stowarzyszenia Miłośników Historii Międzyrzeca Podlaskiego.

Niedawno ukazała się najnowsza książka pana autorstwa „Międzyrzeckie zakłady pracy w latach 1945-1990”. Co było inspiracją do jej napisania?

Dokumenty z 1984 r., a konkretnie historie wszystkich zakładów pracy, które mieli zgromadzić ich kierownicy na specjalny referat z okazji 40-lecia PRL-u. Teczkę z tymi materiałami przekazał mi śp. Henryk Wawryniuk, były członek Miejskiej Rady Narodowej.

Kiedy się w nie wczytałem, pomyślałem, że to doskonała baza do książki – i tak wszystko się zaczęło.

Międzyrzec po 1945 r. był jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w województwie lubelskim. Postanowiliśmy jednak spojrzeć szerzej i cofnąć się do początków rzemiosła i handlu – od momentu nadania praw cechom garncarzy, murarzy, kowali, szewców i innych zawodów. Przez rok gromadziliśmy materiały: zdjęcia, dokumenty, relacje świadków. Mnóstwo czasu poświęciłem na przeglądanie archiwów bibliotek wojewódzkich. Korzystałem też z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie. Materiały dotyczące Międzyrzeca znalazłem nawet w Bibliotece Śląskiej.

 

Opisaliście 26 zakładów pracy. Historia którego z nich najbardziej Pana zaskoczyła?

W tamtym czasie w Międzyrzecu działało więcej zakładów niż w całym ówczesnym województwie bialskopodlaskim. Było to prawdziwe centrum przemysłowe. Zaskoczyło mnie, że takie firmy jak „Szczeciniarnia”, Spółdzielnia „Odzież” czy Przedsiębiorstwo „Las” produkowały wyroby znane nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Jak na niewielkie miasto – to imponujące. ...

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł