Diecezja

Obyście pozostali wierni!

26 kwietnia wierni z parafii Neple świętowali 350-lecie budowy kościoła w Krzyczewie i odpust ku czci jego patrona - św. Jerzego. Uroczystościom przewodniczył bp Kazimierz Gurda.

Obchody zostały zainaugurowane kilkudniowymi misjami parafialnymi poprowadzonymi przez ks. Mateusza Roguskiego i Drohiczyńską SNE. Centralnym punktem jubileuszu była niedzielna Msza św. Liturgię poprzedziła modlitwa różańcowa. Przed Mszą odczytano rys historyczny krzyczewskiej świątyni oraz jej akt fundacyjny. Uczynił to Maciej Barmosz, autor monografii Krzyczewa.

W kazaniu biskup siedlecki wskazywał, że słabość uczniów Jezusa powadziła do podziałów, które były i są bardzo bolesne. – Odbudowanie tej jedności i zburzenie murów niezgody jest trudne i niesie wiele cierpienia, ale nie jest niemożliwe. Ten stan podziału i odzyskanie utraconej jedności w szczególnie dotkliwy sposób odczuli uczniowie Jezusa zamieszkujący nadbużańskie tereny. W XVI w. funkcjonowały tu obok siebie cerkwie unickie i prawosławne oraz rzymskie kościoły. Niestety, wszystko zmieniło się w XIX w. – mówił.

 

Wbrew nakazom

Patronem unickiej cerkwi wzniesionej 350 lat temu w Krzyczewie był św. Demetriusz, a pierwszym proboszczem parafii ks. Stefan Makarowicz. Wierni dbali o swoją świątynię i żyli w zgodzie z osobami innych wyznań. Problemy zaczęły się ponad 200 lat później od wcielenia terenów nadbużańskich do zaboru rosyjskiego i przymusu przejścia unitów na prawosławie.

– W 1873 r. został stąd usunięty ostatni proboszcz parafii unickiej – ks. Adolf Wasilewski. Rok później świątynię zamieniono na cerkiew prawosławną. Unici nie zgadzali się z tymi decyzjami, a także ze zmianą wystroju swojej cerkwi. W tym samym roku zabrali klucze do świątyni i na powrót wnieśli do niej własne stare ikony, ustawili też ołtarz główny i ołtarze boczne. Z tego powodu 40 osób, kobiet i mężczyzn, zostało aresztowanych przez władze carskie i zabranych do więzienia. Ukarano ich nahajkami i grzywnami, ale nikt nie zdradził, kto im przewodził. Na wioskę nasłano wojsko, które zniszczyło ją gospodarczo. To jednak nie poskutkowało przejściem wiernych do Cerkwi prawosławnej. Tutejsi unici nie reagowali na zarządzenia prawosławnego proboszcza, nie przyjmowali od niego sakramentów świętych, a szczególnie chrztu i małżeństwa. W tym celu woleli udać się do Krakowa lub parafii łacińskich – wspominał bp K. Gurda.

 

Mówili: jesteśmy tutejsi

Upór wiernych z Krzyczewa spowodował, że po raz drugi nasłano na nich wojsko. Żołdacy pobili wtedy ciężko Eufemię Mikołajczuk, która zmarła po dwóch miesiącach na skutek odniesionych ran, osierocając dwoje dzieci. W gronie ukaranych byli też Teofil Szaniawski i Jakub Niczyporuk, których zesłano na Sybir. – Taki stan ciągłych zmagań wiernych unickich z carską władzą trwał do 1905 r., kiedy to car Mikołaj II wydał zarządzenie, na podstawie którego wierni Kościoła unickiego mogli wybrać wyznanie według własnego uznania; w Krzyczewie – przeszli do parafii Kościoła łacińskiego w Malowej Górze lub w Janowie Podlaskim – mówił hierarcha.

Ordynariusz przypominał, że choć unici byli z pochodzenia Rusinami, to jednak czuli się Polakami. – Często na pytanie, kim są, odpowiadali: „My jesteśmy tutejsi”. Znali język polski i dobrze się nim posługiwali, nawet wiele modlitw odmawiali po polsku. Przeciwstawiali się rusyfikacji, opowiedzieli się za polskością, co potwierdziła historia związana z II wojną światową, gdy odważnie walczyli w obronie Polski – zaznaczył bp K. Gurda.

 

Nauka od unitów

– Dziękujemy Bogu za odważną postawę unitów, za ich ducha wierności swej liturgicznej tradycji, za wierność Ojcu Świętemu i swojej ojczyźnie. Oni dziś przypominają nam, jak cenny jest dar wiary w Jezusa Dobrego Pasterza, jak ważna jest jedność Kościoła, jedność owczarni Chrystusowej. Uczą nas, że wierność wiele kosztuje, że dla niej trzeba umieć przyjąć cierpienie. Uczą, że sprawy związane z wiarą w Jezusa i z przynależnością do Jego Kościoła, nasze zbawienie i przynależność narodowa są ważne, a nawet ważniejsze niż to, co my dziś nazywamy dobrostanem, czyli dobrym samopoczuciem – głosił pasterz Kościoła siedleckiego.

Bp K. Gurda w homilii wspominał też długoletniego proboszcza parafii Neple ks. prałata Zdzisława Oziebłę. Kapłan służył tutejszym wiernym przez 55 lat. W krzyczewskim kościele uczył dzieci religii. Bardzo dbał o tę świątynię. Troską otaczali ją także mieszkający w Anglii Dora i Jan Fedorukowie. – W 2005 r. wprowadzono do niej relikwie bł. Wincentego Lewoniuka. Wierni powitali je słowami: „Bł. Wincenty, witaj w domu!”. W 2009 r. bp Henryk Tomasik poświęcił tu dwie tablice: jedną w języku polskim, a drugą w starocerkiewnosłowiańskim o treści: „Święte miejsce chrztu bł. Wincentego Lewoniuka. Krzyczew”. W 2024 r. tutejszy kościół, dzięki staraniom i zapobiegliwości obecnego proboszcza – ks. Daniela – został na nowo odremontowany – mówił biskup.

Na koniec zwrócił się do wiernych: – Pragnę podziękować Bogu za waszych kapłanów, przodków unitów i za was; za to, że trwacie w wierze w Jezusa i w Kościele katolickim, że jesteście w jedności z Ojcem Świętym (…) Obyście, znając historię swojej ziemi i jej mieszkańców, pozostali wierni Chrystusowi w XXI w.; byście Jego słuchali, Jemu ufali i za Nim wiernie szli.

 

Dziękuję za nasze świętowanie!

Po Komunii św. biskup odsłonił i poświęcił tablicę dedykowaną kapłanom, którzy dbali o krzyczewską świątynię. Wśród nich było ośmiu księży unickich i 16 łacińskich. – Dziękuję wszystkim wiernym, którzy przybyli, aby świętować z nami ten jubileusz. Jestem wdzięczny, że doceniono to historyczne dla naszej parafii wydarzenie. Choć tego dnia pogoda nas nie rozpieszczała, to jednak z radością spostrzegliśmy moment, że gdy ksiądz biskup wyszedł z Najświętszym Sakramentem na procesję, niebo nagle się rozjaśniło a zza chmur wyszło słońce. Dziękuję parafianom za udział w misjach oraz za obecność i pomoc strażakom. Za posługę śpiewem jestem wdzięczny chórowi z Kodnia. Dziękuję darczyńcom, a także parafiom św. Mikołaja w Miądzyrzecu, w Stoczku Łukowskim i Terespolu za ofiary na remont naszej świątyni w Krzyczewie – podsumowuje ks. Daniel Sałasiński, proboszcz parafii w Neplach.

Uroczystości zakończyły się procesją i agapą. Wszystkim uczestniczącym w jubileuszu rozdawano pamiątkowe obrazki i statuetki kościoła. Chętni mogli też nabyć książkę „Świątynia pogranicza”, napisaną na tę okazję przez M. Barmosza.

Świątynia w Krzyczewie została wzniesiona w 1675 r. staraniem Zofii i Daniela Zembockich jako cerkiew unicka. W 1810 r. przeszła gruntowny remont i przebudowę z inicjatywy Jerzego Dramińskiego. To właśnie tutaj w 1847 r. przyjął chrzest bł. Wincenty Lewoniuk. W 1873 r. miejscowi unici bohatersko bronili tej świątyni przed władzami carskimi. Gdy kozacy domagali się wydania inicjatorów oporu, usłyszeli od krzyczewskich wiernych niezwykłe słowa: „My wszyscy przywódcami jesteśmy”. W latach 1875-1915 świątynię zamieniono na cerkiew prawosławną. Na początku XX w. dobudowano do niej kruchtę, a w latach 1901-1902 jej wnętrze ozdobiono unikatową polichromią sufitową. 21 kwietnia 1919 r. świątynia została rekoncyliowana i stała się kościołem rzymskokatolickim. Była kościołem filialnym parafii Malowa Góra, a potem przyłączono ją do parafii Neple. W latach 1998-2006, dzięki zaangażowaniu ówczesnych proboszczów: ks. Henryka Wielgosza i ks. Krzysztofa Czarnoty, doczekała się kolejnej renowacji. Świątynia przetrwała liczne wichury dziejów: napady podczas wojen napoleońskich, wielki pożar wsi w 1915 r. oraz przejście frontu w 1944 r. Obecnie miejscowość Krzyczew liczy niespełna 100 mieszkańców. Krzyczewska świątynia jest dla nich miejscem wspólnej modlitwy, umacniania wiary i pamiątką po unickich przodkach.

AWAW