Aktualności
Do głębi serca!

Do głębi serca!

Chrystus nie chce być „Bogiem tradycji”, „Bogiem tanich oczywistości”, ozdobą bądź ornamentem uroczystości rodzinnych, reliktem przeszłości - jest Bogiem żyjącym i ożywiającym!

Zatrzymajmy się dziś na pierwszym czytaniu. „W dniu Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem: «Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem». Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?»” – zapytali Piotra i pozostałych apostołów”. Piotr wskazał im drogę nawrócenia i przyjęcie Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela – czytamy dalej w Dziejach Apostolskich.

Czyż nam dziś nie brakuje owego „przejęcia się do głębi serca”? Mamy swobodę wyznawania wiary, piękne kościoły, (jeszcze) kapłanów w nim służących, (ograniczoną, ale jednak ciągle obecną) katechezę w szkołach, tysiącletnią tradycję chrześcijańską. Nosimy w swoich sercach wspomnienie św. Jana Pawła. „Oczywistością” jest, że zdecydowana większość dzieci przyjmuje sakramenty inicjacji chrześcijańskiej, itp. Dlaczego jednak TO nie działa? Poganiejemy na potęgę.

„Prawie trzydzieści lat temu chodziłem z drugim księdzem od domu do domu, takie odwiedziny duszpasterskie”- mówił w wywiadzie dla tygodnika „Idziemy” ks. Rafał Jarosiewicz. „Przyszliśmy do pewnej kobiety. Poczęstowała nas kawą, a podczas rozmowy, z której wynikało, że chodzi do kościoła, powiedziała, że nie wie, czy Bóg istnieje. Te słowa zmroziły mi krew w żyłach. Zapytałem, czy kiedykolwiek podjęła osobistą decyzję, aby przejść od wiary tradycyjnej («wierzę, bo chodzę do kościoła») do wiary z wyboru («zapraszam Cię, Panie Jezu, do mojego życia»). Nie wiedziała. Podobne doświadczenie miałem z młodzieżą dziesięć lat później. Kiedy zapytałem: «Kto chce, żeby Jezus miał wpływ na jego życie, i chce Go zaprosić do serca?», na trzysta osób rękę podniosło szesnaście. Pomyślałem, że przynajmniej Komunia święta będzie krótka. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wszyscy wstali i kolejno podchodzili do Komunii! Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że można nawet przyjmować Eucharystię, nie przyjmując jednocześnie Jezusa!” („Ewangelizować zamiast moralizować”, „Idziemy” 15/2024).

Chrystus nie chce być „Bogiem tradycji”, „Bogiem tanich oczywistości”, ozdobą bądź ornamentem uroczystości rodzinnych, reliktem przeszłości – jest Bogiem żyjącym i ożywiającym! Jeśli zabraknie w wierze pragnienia, by takim Go przyjąć „do głębi serca”, wiara umrze. Stanie się ciężarem nie do uniesienia. Pętami, które pod byle pretekstem zostaną zrzucone. Moralność zapisana w Dekalogu zamieni się w bezsensowne jarzmo…

„Ja jestem bramą owiec” – mówi Pan. „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Nie ma skrótów, udogodnień, wykrętów, markowania wiary, mimetycznego powtarzania zachowań, których się nie rozumie. Nie ma Kościoła 2.0 na „ludzki obraz i podobieństwo”, który ma sprzyjać ludzkim zachciankom – zamiast prowadzić do zbawienia.

Albo przyjmiemy Boga w Trójcy Świętej Jedynego „do głębi serca”, pokochamy „całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (por. Mt 22,37), na Nim zaczniemy budować swoją codzienność – albo nie będzie nas wcale.

Ks. Paweł Siedlanowski