Kiedy Głębia przyzywa głębię
Owo przekonanie czerpał z codziennej adoracji. Dlaczego uważał, że warto trwać przed Jezusem Eucharystycznym? „Ponieważ w naszym zabieganym życiu potrzeba sporo czasu, by strząsnąć z siebie «demony południa», doczesne troski, które przyczepiają się do naszej duszy niczym pył i przysłaniają nam obecność Boga. Te codzienne problemy i troski sprawiają, że nasze oczy są jakby «na uwięzi», tak że nie możemy Go rozpoznać.
Patrzenie na eucharystycznego Jezusa sprawia, że nasze oczy otwierają się i rozpoznajemy Go. Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym nie chcemy odchodzić. Jakby czas zdawał się za krótki. Gdy podnosimy się, pytamy: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» (Łk 24,32)” – tłumaczył abp F. Sheen.
Jezus i ja
W kontekście adoracji często pada pytanie o to, jak powinniśmy to czynić. Wiele osób szuka konkretnych instrukcji i podpowiedzi. Ci, którzy systematycznie trwają przed Jezusem Eucharystycznym, powtarzają, że w adoracji liczy się przede wszystkim obecność. Adoracja to realne spotkanie Boga i człowieka, Zbawiciela i grzesznika, Nauczyciela i ucznia, Lekarza i chorego, Pana pełnego potęgi i słabego stworzenia niosącego na sobie fizyczne i duchowe ciężary. Jezus podczas adoracji każdemu, kto przed Nim klęka, mówi: „Jestem”. I tego samego oczekuje od nas. Nie trzeba napinać duchowych muskułów ani silić się na wyszukane modlitwy czy słowa. Najważniejsze jest przyjście na adorację i samo bycie przed Jezusem. Trwanie przed Panem wystawionym w Najświętszym Sakramencie skutkuje przemianą w człowieku, odnawia jego myślenie, czucie, postrzeganie siebie i świata.
Owocne zastępstwo
Ks. ...