Postawa służebna
Starszym czytelnikom premier Mazowiecki kojarzy się wyłącznie z tzw. grubą kreską, omdleniem na mównicy sejmowej oraz postacią żółwia z emitowanego na początku lat 90 ubiegłego stulecia telewizyjnego programu satyrycznego „Polskie ZOO”. Z kolei 4 czerwca 1989 r. dla wielu nie jest, jak powiedziała niegdyś znana aktorka, „dniem, w którym skończył się w Polsce komunizm”, ale dniem, w którym komunizm bezboleśnie spadł na cztery łapy.
Czy zatem zapowiedzi premiera Tuska są kolejną prowokacją i wsadzeniem kija w mrowisko?
Z nowackiej szkoły dzieci i młodzież nie dowiedzą się dziś, że gruba kreska Mazowieckiego była w rzeczywistości przyzwoleniem na nierozliczanie komunistów za budowanie i utrwalanie zbrodniczego systemu zwanego PRL-em. Większość współczesnych edukatorów nie powie im, że nazywanie Mazowieckiego pierwszym niekomunistycznym premierem rządu należy potraktować z przymrużeniem oka. Bo to właśnie w rządzie stworzonym przez niekomunistycznego pana Tadeusza znaleźli się komuniści z krwi i kości, jak choćby Czesław Kiszczak czy Florian Siwicki. Obecna podstawa programowa szerokim łukiem omija również „wybitną” postać ówczesnego ministra finansów Leszka Balcerowicza i jego „plan” doprowadzający do bankructwa wielu sektorów gospodarki, złodziejskiej wyprzedaży majątku narodowego i skrajnej biedy milionów Polaków.
Po wyborach w 1989 r. nie mieliśmy zatem żadnej wolnej Polski, ale układ komunistów z częścią działaczy Solidarności, z których – jak się niebawem okazało – wielu było tajnymi współpracownikami SB. Premier Mazowiecki szybko też opuścił obóz domagający się przyspieszenia i zmian ustrojowych, stając się konserwatorem układu dogadanego w Magdalence i przy Okrągłym Stole. Owszem, po pewnym czasie z jego rządu zaczęli znikać zatwardziali komuniści, ale wraz z nimi znikały akta bezpieki, zaniechano lustracji i dekomunizacji, a nomenklatura bezproblemowo zaczęła uwłaszczać się na majątku narodowym. Wielkie biznesy i kariery udawało się zrobić jedynie rzeszom komunistycznych dygnitarzy i donosicielom. Jeśli dodamy do tego słowa: „pacta sunt servanda” („umów należy dotrzymywać”) wypowiedziane przez skądinąd wybitnego historyka wieków średnich, ważnego wówczas polityka strony solidarnościowej Bronisława Geremka, to stawianie pomników ludziom mówiącym wprost: „odczepcie się od komunistów”, jest co najmniej wątpliwe.
A w ogóle to premier Mazowiecki znany był – jak sam to określał – z „postawy służebnej”. I tu pojawił się w mej głowie dylemat, jak ewentualnie przedstawić jego postać na pomniku? Czy z grubą kreską w ręku czy w owej postawie służebnej? O ile w przypadku pierwszej koncepcji sprawa jest banalna, o tyle sposób wyrażenia postawy służebnej może okazać się dla przyszłego artysty nie lada wyzwaniem. No chyba że za wykonanie pomnika weźmie się jakiś współczesny artysta z opłaconą przez państwo składką ZUS, a wstępną koncepcję przedstawi mu sam Donald Tusk. W kraju żyją przecież jeszcze ludzie doskonale pamiętający, że odkąd Angela Merkel uczyniła zeń króla Europy, to również przyjął on – trwającą zresztą do chwili obecnej – postawę służebną. Stąd też niewykluczone, że dokonany przez usłużnego Tuska wybór pomnikowej postaci jest przypadkowy.
Leszek Sawicki