Skarby na ziemiańskim dworze
Zgromadziła ona ludzi w różny sposób związanych z ziemiaństwem: muzealników, badaczy tematyki, potomków rodzin szlacheckich, właścicieli dworów oraz pasjonatów. Witając uczestników sesji pt. „Ziemianie kolekcjonerzy - ziemiaństwo w kolekcjach”, dyrektor muzeum Sławomir Kordaczuk przypomniał, że konferencje o roli ziemiaństwa w Polsce i na Podlasiu muzeum organizuje od 2004 r.
– Nasz cykl jest wyjątkowy, bowiem trawa nieprzerwanie już 22 lata. Poruszyliśmy w formie referatów i publikacji w książkach posesyjnych wiele aspektów charakteryzujących warstwę ziemiańską, m.in. życie codzienne, architekturę, badania naukowe, architekturę, twórczość literacką i artystyczną – przypomniał. Dodał, że fenomenem siedleckich spotkań jest ich charakter towarzyski, ponieważ elementem sesji jest zaplanowana zawsze na drugi dzień tematyczna wycieczka połączona ze zwiedzaniem dworów; w tym roku zaplanowano podróż szlakiem dworów powiatu łosickiego. S. Kordaczuk powiedział też kilka słów o kolekcji tworzonej z myślą o powstającym w Nowych Iganiach Muzeum Powstania Listopadowego.
Młyn zamienił na kufel
W temat sesji wprowadzili dwaj pierwsi prelegenci: praktyk – Marek Sosenko z Krakowa, zwany królem polskich kolekcjonerów, oraz teoretyk – prof. Franciszek Midura z Lublina, muzealnik i specjalista w dziedzinie ochrony zabytków. M. Sosenko w wykładzie „Droga od prywatnej kolekcji do muzeum” zwrócił uwagę, że to właśnie kolekcjonerstwo dało początek muzealnictwu, gdy majętne osoby, w tym ziemianie, zaczęły udostępniać zgromadzone pamiątki historyczne, osobliwości, kurioza, dokumenty, księgozbiory, numizmaty itd.
– Kolekcjonerstwo nie jest przypadkowym zbieraniem przedmiotów. Chętnych do stworzenia kolekcji jest wielu, jednak ważne są te, które stanowią podstawę pod późniejsze muzea – zwrócił uwagę prof. F. Midura, odnosząc te słowa do kolekcji Edwarda Krasińskiego i Zygmunta Glogera.
Kolekcjoner nigdy nie ma dosyć
Referatowi Marcina Schrimera z Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, który opowiedział o podróżniku, żołnierzu i pamiętnikarzu Henryku Ciecierskim, właścicielu majątku Baciki, towarzyszyło pytanie: zbieracz czy kolekcjoner? A to dlatego, że zbiory Ciecierskich stanowiły „wielkie materii pomieszanie”. Obok zabytków gromadzili pamiątki z podróży, okazy przyrodnicze i przedmioty z wykopalisk. Tłumacząc zamiłowanie do pamiątek rodzinnych, H. Ciecierski pisał: „z nimi duchy przodków sprowadzić chciałem”, toteż zdolny był wymienić młyn na kufel po pradziadku.
Gabinetowi historii naturalnej z rozmysłem tworzonemu przez Annę z Sapiehów Jabłonowską w pałacu w Siemiatyczach i częściowo w Kocku poświęcił wykład Piotr Szymon Łoś, znany radiowiec. Znajdowały się tam eksponaty z wielu dziedzin: mineralogii, zoologii, botaniki, etnografii, jednak szczegółów nie znano, ponieważ po śmierci arystokratki zawartość legendarnych pięciu pokoi synowie jej drugiego męża sprzedali carowi Aleksandrowi. Dopiero w 2008 r. w archiwach rosyjskich prof. Iwona Arabas odnalazła wykaz tych przedmiotów. Na jego podstawie dzisiaj tworzony jest internetowy gabinet historii naturalnej
Z kolei Marcin Rydzewski, historyk i muzealnik związany z ziemią łomżyńską, opowiedział, jak kolekcja ośmiu etykiet z browaru Lutosławskich w Drozdowie zapoczątkowała podjęcie badań nad historią lokalnej wytwórni piwa.
Wierni tradycji
Szlakiem książek i roślin oprowadziła słuchaczy Maria Makowiecka – wnuczka ostatnich właścicieli majątku w Woli Suchożebrskiej, przedstawiając pasje swojego pradziadka – Stefana Leona Makowieckiego. Ich odzwierciedleniem były bogaty księgozbiór, zbiory numizmatów, broni i dzieł sztuki park krajobrazowy i oranżeria w majątku na Kresach. – Michałówka była pod wieloma względami typowym dworem podolskim, naznaczonym wiernością tradycji kulturowej i praktyce kolekcjonowania książek, pamiętników, jak i starannego przechowywania bogatych archiwów gospodarczych i rodowych. Ziemian interesowała specjalistyczna literatura z zakresu rolnictwa, pomologii, botaniki. Szukano nowoczesnych rozwiązań dla rolnictwa i pielęgnowano misję pracy organicznej, w tym rozwój oświaty ludowej. Stefan Leon był w pełni reprezentantem takiej postawy – mówiła M. Makowiecka.
W ciekawym wystąpieniu Katarzyna Markiewicz, która pielęgnuje pamięć o swoich przodkach – Newelskich, właścicielach dworu i majątku w Wodyniach, przybliżyła historię kolekcji patriotycznych kart pocztowych. Wyjaśniła też właściwą ziemianom potrzebę gromadzenia pamiątek. – Trwające w jednym miejscu od pokoleń narodowe siedziby w sposób naturalny gromadziły dowody swojej pracy, aktywności, realizowanych pasji i zainteresowań. Właściciele ziemscy podróżowali, kształcili się, korespondowali, pełniąc w swoich siedzibach rolę mecenasów sztuki i propagatorów nowoczesnej wiedzy i obowiązujących trendów, będąc orędownikami i głosicielami postępu – podkreśliła.
O tym, co było…
Referaty Damiana Sitkiewicza z Instytutu Pamięci Narodowej oraz Beaty Gołembiowskiej, którą na sesji reprezentowała jej siostra, dotykały bolesnego tematu grabieży dworów podczas realizowania reformy rolnej w 1944 r. Podczas tego nieludzkiego procederu zaprzepaszczono także działania kolekcjonerskie wielu ziemian. Rzadkością było zachowanie ich – tak jak w Kozłówce pod Lublinem – w formie muzeów rezydencjalnych. Częściej dochodziło do ich rozproszenia: dobrze, jeśli zbiory przewożono w jedno miejsce, zwykle jednak wyposażenie dworu rozgrabiało wojsko i miejscowa ludność. Księgozbiory najczęściej palono.
Barwną, ale też trącącą sensacją historią uratowanych zbiorów zakopiańskich kolekcjonerów Olgi i Janusza Lutawińskich podzielił się Jan Wiktor Sienkiewicz z Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jako student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1984 r. pomagał historykowi sztuki ks. prof. Władysławowi Smoleniowi przewozić czwartą transzę zbiorów przekazaną do muzeum uniwersyteckiego KUL, dzięki czemu przetrwało wiele cennych dzieł sztuki.
Ciąg dalszy kolekcji
Sesję zakończyły wystąpienia mówiące o tym, że duch tradycji kolekcjonerskich obecnych w rodach ziemiańskich nie ginie. Bohaterka prelekcji Joanny Zielińskiej – Danuta Giewartowska, bibliotekarka z Siedlec zmarła w marcu 2025 r. – interesowała się m.in. irysami i zbierała wszystko, co się z nimi wiązało. W ten sposób tkała nić wiążącą ją z gniazdem rodu Giewartowskich – Krynicą w gminie Suchożebry. To tutaj jej dziadek założył szkółkę drzew owocowych, kontynuowaną przez jej ojca Jakuba, który był też pszczelarzem i pomologiem. Z kolei stryj Marian prowadził uprawy warzywnicze. – W pamięci pani Danusi zostały dwa obrazy: biblioteka pełna ciekawych książek oraz wypielęgnowany przez ojca ogród, w którym rosły irysy – mówiła J. Zielińska. Sielankowe dzieciństwo skończyło się 20 października 1944 r., kiedy Giewartowscy zostali pozbawieni wszystkiego.
Szymon Chwesiuk opowiedział o Muzeum – Fabryce Wódek i Likierów w Cieleśnicy w kontekście tradycji właściciela majątku ziemskiego i przedsiębiorcy Stanisława Rużyczki de Rosenwerth, człowieka wielu pasji. – Nie możemy mówić o muzeum bez całej naszej działalności, czyli bez pałacu i manufaktury w Cieleśnicy. Muzeum wspomina historię, a manufaktura zaczyna ją wskrzeszać. Produkujemy w niej konfitury i alkohole na bazie przedwojennych receptur – zaznaczył Sz. Chwesiuk. Pokazał też, jak zmieniają się obiekty dawnego majątku. – Proszę mi uwierzyć: zachowanie zbioru rzeczy, które przetrwały, jest trudne, ale czasami o wiele bardziej potężnym wyzwaniem okazuje się odtworzenie historii, szczególnie w świetle obecnych przepisów – zaznaczył.
Dwa ostatnie wystąpienia ze swadą wygłosili znani kontynuatorzy dawnych tradycji ziemiańskich, a zarazem kolekcjonerzy: Waldemar Gujski, właściciel dworu w Gałkach (gm. Grębkow), oraz Andrzej Kołder, który w Kopytowej na Podkarpaciu utworzył Muzeum Kultury Szlacheckiej.
LI