Komentarze
Historia lubi się powtarzać

Historia lubi się powtarzać

Podczas tegorocznej Parady Równości w Berlinie (25 lipca) doszło do tragicznego zamachu. W tłum uczestników Christopher Street Day w Parku Tiergarten w centrum Berlina wjechała furgonetka. Zginęła 65-letnia obywatelka Polski, 16 osób zostało rannych. Zamachowcem okazał 21-letni Abdul B. Sprawca na miejscu zbrodni prawdopodobnie atakował ludzi także maczetą. W momencie, gdy piszę ten felieton, trwają poszukiwania agresora. Nie pierwsza to tego typu sytuacja. Rzecz jasna, dla lewicowych aktywistów problemem nie jest fakt, że mordercą okazuje się być imigrant, członek radykalizującej się grupy muzułmańskiej. Ba, „Gazeta Wyborcza”, relacjonując wydarzenie, nawet nie zająknęła się, że chodzi o islamistę. Według Katarzyny Kotuli z Lewicy (rozmywającej, jak zwykle, problem) winna jest bliżej nieokreślona „nienawiść”, „radykalizm”.

Ani słowa o prawdziwych motywach zbrodni i tym, że w islamie homoseksualizm karze się więzieniem, chłostą albo śmiercią. I to pogarda wobec „europejskich wartości” jest głównym motorem działań terrorystycznych. Bardzo symptomatyczne były słowa jednej z organizatorek parady LGBTQ, która po ataku wyraziła ubolewanie i w porywie szczerości wyznała, że kiedy dowiedziała się o tragedii, marzyła, aby napastnik „nie był Arabem-muzułmaninem, ale białym, heteroseksualnym chrześcijaninem”. Cóż, marzenie się nie spełniło. Nikt też nie ruszył pod meczety i szkoły koraniczne, w sieci nie pojawił się hejt pod adresem Allaha, Mahometa. Cicho sza… Lewacka hipokryzja w pełnym rozkwicie!

Odwróćmy sytuację i popuśćmy wodze wyobraźni: a co, gdyby jednak owo marzenie się spełniło? Gdyby zamachowcem okazał się katolik?

Wyobrażacie sobie Państwo tysiące ludzi atakujących wściekle kościoły, niszczących elewacje, wybijających szyby, wykrzykujących najbardziej wulgarne i bluźniercze hasła? Skowyt lewackich mediów (na czele z GW) piętnujących do piątego pokolenia wstecz terrorystę i jego rodzinę, obwiniających o nienawiść wszystkich wyznawców Chrystusa – od miejscowego proboszcza poczynając, i na papieżu kończąc?

Z analogiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w Kanadzie, gdy pojawiły się doniesienia o rzekomych masowych grobach dzieci Indian przy dawnych katolickich szkołach. Oskarżenia po latach okazały się całkowitym kłamstwem, dokładne ekshumacje w wielu miejscach nie potwierdziły istnienia grobów (wszystkie doniesienia zostały oparte wyłącznie na przeprowadzonym przez młodą antropolog Sarah Beaulieu badaniu georadarem, które nie wykryło niczego poza anomaliami w gruncie w pobliżu byłej katolickiej szkoły). Ale spłonęły dziesiątki kościołów, a rozpętana wtedy antykatolicka furia, antykościelna nienawiść trwa do dzisiaj, pomimo udokumentowania oszustwa.

Czy to była „próba generalna”? A jeśli ktoś wpadnie na pomysł w Polsce (lub gdzie indziej), by dokonać prowokacji i oskarżyć katolików o coś, co poruszy społeczeństwo i rozpętać histerię nienawiści wobec nas, jakiej dotąd nie było? Sponsorzy się znajdą. I rzeczywiście zapłoną kościoły? Przy narastającej frustracji społeczeństwa wystarczy iskra, by rozpalić wielki ogień.

W historii wszystko już było. Pamiętają Państwo Nerona? Owszem, historycy nie są pewni, czy z jego rozkazu został podpalony Rzym w 64 r. n.e. Mniejsza o to. Faktem jest, że o pożar oskarżono chrześcijan. To na nich skupiło się całe odium nienawiści i to oni ginęli tysiącami w publicznych egzekucjach.

I wtedy marzenie aktywistki LGBTQ się spełni.

Ks. Paweł Siedlanowski