Nie tylko miodobranie
Niektórzy myślą, że miód sam cieknie z ula, a pszczelarz tylko go odbiera. Tymczasem to całoroczna praca - podkreśla Barbara Litwiniuk z Włodawy, która prowadzi pasiekę wraz z mężem.
19 lipca, podczas Dnia Pszczelarza w Hańsku, pani Barbara otrzymała statuetkę ks. dr. Jana Dzierżona - najwyższe polskie odznaczenie pszczelarskie, przyznawane przez Polski Związek Pszczelarski za wieloletnią działalność na rzecz środowiska. Patron nagrody, uznawany za ojca współczesnego pszczelarstwa, był konstruktorem pierwszego ula z ruchomą zabudową i wybitnym popularyzatorem wiedzy o pszczołach. Pszczelarstwo to pasja, która wymaga ogromnej cierpliwości i szacunku do natury, zwykle przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Wprawdzie ojciec pani Barbary prowadził pasiekę, ale jej nie ciągnęło do tego zajęcia. Nie miała też na to czasu: kiedy wyszła za mąż i została mamą, pochłonięta była obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi. Pszczelarstwem zainteresowała się dopiero w wieku emerytalnym, zupełnie przypadkowo. – Pszczelarzem jestem od 2000 r. Wraz z grupą osób w wieku senioralnym wyjechaliśmy do Ciechocinka. W naszym gronie był pasjonat pszczelarstwa Kazimierz Dziekan. To właśnie on przekonał mnie, żebym wstąpiła do Polesko-Nadbużańskiego Koła Pszczelarskiego we Włodawie. Wyszukał też uznanego pszczelarza Stanisława Motwickiego, od którego kupiliśmy z mężem dwie pierwsze rodziny pszczele. W tym samym czasie mój 15-letni syn niespodziewanie oznajmił, że chce zostać pszczelarzem. Postanowiliśmy więc poświęcić się temu zajęciu – opowiada.
W pszczelarskiej rodzinie
Początki nie należały do łatwych. Swoim doświadczeniem służył i wspomagał w nauce chodzenia przy ulach Kazimierz Niczypor. Litwiniukowie wspierali się też różnego rodzaju poradnikami i książkami. Szło im dobrze, z roku na rok przybywało w ich pasiece rodzin pszczelich.
Pani Barbara bardzo szybko zaangażowała się również w działalność organizacyjną. – Po roku członkostwa wybrano mnie skarbnikiem Polesko-Nadbużańskiego Koła Pszczelarskiego. Funkcję pełniłam do 2012 r. W międzyczasie nasze koło przeszło do Stowarzyszenia Pszczelarzy Lubelskich, w którym zostałam członkiem zarządu oraz skarbnikiem. W latach 2012-2020 przez dwie kadencje byłam prezesem koła we Włodawie, a później wiceprezesem. Nadal działałam również w zarządzie SPL – wylicza B. Litwiniuk. Jak podkreśla, działalność w kole to nie tylko spotkania i szkolenia. – Podczas Dnia Pszczelarza w Hańsku czy przy innych okazjach rozmawiamy o tym, co dzieje się w pasiekach. Wymieniamy doświadczenia, mówimy o problemach, chorobach pszczół, ale też o pozytywnych obserwacjach i nowych rozwiązaniach. To bardzo pomaga każdemu pszczelarzowi – zaznacza.
Królowa daje sygnał
Dużą fascynację pani Barbary budzi zachowanie samych pszczół. – Kiedy wyjmujemy wszystkie ramki z ula, żeby odnaleźć i oznaczyć matkę, a potem zaczynamy je wkładać z powrotem, czasem można usłyszeć charakterystyczny dźwięk wydawany przez królową. To jeden z elementów komunikacji w rodzinie pszczelej. Robotnice szybko odnajdują matkę, otaczają ją i zaczynają się nią opiekować – opowiada. Ciekawym zjawiskiem jest także rójka. – Jeszcze przed opuszczeniem ula zwiadowczynie rozpoczynają poszukiwanie nowego miejsca do osiedlenia się rodziny. Kiedy rój wylatuje z matką, pszczoły tworzą charakterystyczny kłąb, najczęściej na gałęzi drzewa. Mogą pozostawać tam od kilku godzin do nawet dwóch-trzech dni, podczas gdy zwiadowczynie ostatecznie wybierają nowe miejsce. Jeśli w tym czasie pszczelarz nie zbierze roju, cała rodzina odlatuje do wybranej wcześniej kryjówki – opowiada pszczelarka.
Każda pszczoła ma swoje zadanie. – Młode, tuż po wygryzieniu, czyli wydostaniu się z komórki plastra, zajmują się czyszczeniem oczek woskowych plastrów, później – jako karmicielki – opiekują się czerwiem, czyli potomstwem znajdującym się w ulu. Z wiekiem wykonują kolejne prace: wydzielają wosk i uczestniczą w budowie plastrów, odbierają nektar od zbieraczek czy wentylują gniazdo. Dopiero pod koniec życia zostają zbieraczkami i wylatują po nektar, pyłek, wodę oraz propolis. Najdłużej żyją pszczoły zimowe, które po zakończeniu rozwoju wygryzają się z komórki plastra pod koniec lata i przetrzymują całą zimę, dożywając wiosny następnego roku – tłumaczy pani Barbara.
Cały rok w pasiece
B. Litwiniuk obala mit, że pszczelarz pracuje jedynie podczas miodobrania. – Niektórzy myślą, że miód sam cieknie z ula, a pszczelarz tylko go odbiera. Tymczasem to całoroczna praca. W sezonie trzeba regularnie doglądać rodzin, zapobiegać rójkom. W razie potrzeby należy tworzyć odkłady – osobne, niewielkie rodziny pszczele. Od kwietnia do czerwca do pasieki zaglądamy przynajmniej raz w tygodniu. Jeśli pszczoły zaniedba się wiosną, mogą one wejść w nastrój rojowy i opuścić ul wraz ze starą matką, dlatego trzeba stale obserwować, co dzieje się rodzinach, oceniać ich siłę i odpowiednio prowadzić gospodarkę pasieczną – wyjaśnia. Jak podkreśla, po ostatnim miodobraniu praca wcale się nie kończy. Rozpoczyna się przygotowanie rodzin do zimy – leczenie przeciwko warrozie, karmienie oraz zabezpieczenie pszczół. To także czas na uporządkowanie i konserwację sprzętu. – Wszystkie ramki trzeba przejrzeć. Część zostawiamy rodzinom na zimę, a pozostałe wyjmujemy, czyścimy i odpowiednio zabezpieczamy przed barciakiem, którego larwy mogą zniszczyć plastry. Potem przetapiamy starą woszczynę, naprawiamy i drutujemy ramki i wtapiamy nową węzę – cienki arkusz wosku z wytłoczonym wzorem sześciokątnych komórek. Każda ramka wymaga osobnej pracy, a takich ramek są setki. To zajmuje wiele tygodni. Robimy to głównie jesienią oraz zimą – opowiada pani Barbara.
Jest satysfakcja
Istotnym elementem prowadzenia pasieki jest również odnawianie rodzin pszczelich. – Matki trzeba systematycznie wymieniać. My robimy to co dwa-trzy lata, najczęściej wykorzystując młode matki z odkładów. W dużych pasiekach produkcyjnych wymienia się je nawet co roku. Dzięki temu rodziny są silniejsze, lepiej się rozwijają i mają większe szanse na dobre zbiory miodu – dopowiada. Część rodzin pszczelich B. Litwiniuk przekazała córce i zięciowi. Pomaga im rozwijać pasiekę i dzieli się wiedzą zdobytą przez ponad ćwierć wieku pracy z pszczołami. – Pszczelarstwo daje satysfakcję. To ciężka i odpowiedzialna praca, ale kiedy widzi się zdrowe, dobrze rozwijające się rodziny pszczele, człowiek wie, że było warto. Każdy sezon jest inny i ciągle można nauczyć się czegoś nowego. Trzeba być cierpliwym, uważnym i szanować naturę, bo pszczoły od razu pokazują, czy pszczelarz postępuje właściwie – podsumowuje.
Joanna Szubstarska