Finansowa tragedia Polski
Jednocześnie trzeba powiedzieć wprost: nadchodzący rok nie będzie dobry dla budżetu państwa polskiego. Przeciwnie.
Na naszych oczach dzieje się tutaj historia. Zła historia, groźna nie tylko dla nas, lecz także dla dzieci i wnuków, które będą musiały spłacać zaciągane dziś przez ekipę Donalda Tuska długi.
O finansowej tragedii Polski mówiłem podczas ostatniego w 2025 r. posiedzenia Senatu, gdzie przypadł mi obowiązek przedstawienia w imieniu opozycji wniosku mniejszości do ustawy budżetowej. Zwróciłem przede wszystkim uwagę, że nie mamy tutaj do czynienia z nagłym załamaniem, wypadkiem przy pracy, tylko celowo obraną strategią, określoną w przyjętym w październiku 2025 r. „Średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym na lata 2025-2028”. Planie, który – dodajmy – nie był przedmiotem konsultacji społecznych, nie został poddany debacie w parlamencie, nie mówiły o nim media.
Plan ten przewiduje odsuwanie konsolidacji finansów państwa na czas, kiedy rząd Donalda Tuska będzie już tylko złym wspomnieniem, zostawiając następcom problem być może nie do rozwiązania. Zakłada się, że dziurę w budżecie będzie trzeba zasypywać pieniędzmi z wyższych podatków i oszczędności na świadczeniach. Nie będzie więc żadnego zwiększenia kwoty wolnej od podatku – będzie raczej ich podnoszenie, jak w przypadku VAT na żywność. Jeśli zaś ktoś z rządzących mówi, że któreś ze świadczeń zostanie zrewaloryzowane, podniesione, to po prostu kłamie i przeczy oficjalnym, rządowym dokumentom.
Czy obecny i planowany deficyt budżetowy (na koniec 2026 r. zadłużenie ma wynieść 2 896 mld zł, co na głowę mieszkańca kraju daje szokujące 75,5 tys. zł!) wynika z jakiejś szczególnej hojności rządu? Z dbałości o najsłabszych, nowych, przełomowych programów społecznych czy sprawnie realizowanego programu zbrojeń? Oczywiście nie. Ta katastrofa jest wynikiem nieudolności, braku kompetencji.
Dochody państwa są przeszacowywane (w 2025 r. o prawie 30 mld zł), spada bowiem ściągalność podatków, o czym alarmują związkowcy z Krajowej Administracji Skarbowej. Rząd Donalda Tuska po prostu nie zna się na finansach państwa, nie potrafi ich odpowiednio zaplanować, nie jest w stanie (a może nie chce?) przeciwdziałać złodziejstwu. Tutaj liczby mówią wszystko. Za ośmiu lat naszych rządów – które były przełomem, jeśli chodzi o programy socjalne i państwowe inwestycje – deficyt wzrósł o 305 mld zł; przez dwa lata władzy Tuska to jest już prawie 530 mld.
To, oczywiście, przekłada się na realne, codzienne problemy Polaków. W związku ze zlikwidowaniem tarcz ochronnych drożeje i będzie drożeć energia, dynamika wzrostu płac spada, seniorom i dzieciom zabierane są bezpłatne leki. Wraca bezrobocie, szczególnie wśród młodych, stoją najważniejsze programy infrastrukturalne, takie jak CPK czy najbliższa mojemu sercu rozbudowa suchego portu w Małaszewiczach. Brakuje pieniędzy nawet na służby specjalne, a przecież jesteśmy de facto na wojnie z Kremlem, którego ludzie hasają sobie coraz bardziej bezkarnie po naszym kraju.
Uciekają rozwojowe szanse, zmniejsza się poczucie bytowego bezpieczeństwa obywateli. Cofamy się, zamiast iść szybko do przodu.
Czy jest szansa na wydobycie się z tej spirali zadłużenia, złych decyzji i postępującego upadku? Tak. Trzeba jak najszybciej odsunąć od władzy Donalda Tuska i jego ekipę. Z nimi będzie tylko coraz gorzej.
GRZEGORZ BIERECKI, SENATOR RP
Więcej moich komentarzy można znaleźć na portalu www.wpolsce24.tv.
