Niepotrzebne skreślić
Dawniej uważano, że diabeł, nie mogąc wprost kogoś skusić, nasyłał nań złośliwą babę-jędzę, aby ta w sobie tylko znany sposób dokonała niemożliwego. Dziś cytowane powiedzenie jest raczej nacechowane pozytywnie i dowartościowuje kobiecą inteligencję oraz determinację w rozwiązywaniu problemów. Obecnie w bardzo wielu środowiskach kobiety uchodzą za osoby sprytniejsze i zaradniejsze od mężczyzn.
Są w stanie poradzić sobie z każdą trudnością. Potrafią zrobić coś z niczego, a przede wszystkim lepiej radzą sobie w skomplikowanych, beznadziejnych i mocno stresujących sytuacjach.
Skąd na początek ta dygresja o płci pięknej? Wszystko przez Polskę 2050 Szymona Hołowni, którą właśnie dwie baby-jędze/współczesne kobiety* podzieliły na połowę i tym samym doprowadziły „żółtych” (tak w sejmowych kuluarach pieszczotliwie określana była formacja Hołowni) do sytuacji, w której słowa jej założyciela: „Dość kłótni, do przodu!”, można właśnie włożyć między bajki. Od kilku dni mamy dwa nowe byty, dwie wzajemnie atakujące się Polski 1025, na czele których stanęły: minister/ministra/osoba ministerialna* od funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz minister/ministra/osoba ministerialna* od klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Na mieście mówi się, że w planach jest dalszy podział ugrupowania firmowanego niegdyś imieniem i nazwiskiem znanego telewizyjnego showmana na kolejne, mniejsze formacje: Polskę Pełczyńskiej, Polskę Nałęcz, Polskę Hennig i Polskę Kloski.
Ale żarty na bok. Ciepło, coraz cieplej, gorąco… – słychać na politycznych salonach. I to nie tylko z powodu nieuchronnie nadciągającej wiosny i zapewne rekordowo upalnego lata, ale z uwagi na zapowiadane ruchy tektoniczne w największym ugrupowaniu opozycyjnym. Ostatnich kilka miesięcy jest dla PiS-u niełatwym czasem próby. Po zwycięstwie/porażce* w 2023 r., ugrupowanie kompletnie nie potrafi się odnaleźć i popełnia całą serię szkolnych błędów, które przekładają się na wyniki poparcia. Do wyborów parlamentarnych zostało wprawdzie jeszcze kilkanaście miesięcy, ale sondażowy licznik bije na alarm, wskazując, że partia niebezpiecznie zbliża się do spadku poniżej psychologicznej bariery 20% poparcia. Nie od dziś wiadomo, że publikowanie sondaży to raczej gra polityczna polegająca na kreowaniu, a nie odzwierciedlaniu prawdziwych nastrojów społecznych. Ale nawet przy takim założeniu gołym okiem widać, że partia tonie, co wywołuje na Nowogrodzkiej bardzo nerwowe ruchy.
Przez długi czas zwolennicy i przeciwnicy PiS w jednym byli zgodni: Jarosław Kaczyński to PiS, PiS to Jarosław Kaczyński. Jednak widoczne w ostatnich miesiącach wewnątrzpartyjne spory wymykają się spod kontroli, a instrukcje Nowogrodzkiej przestały być świętością. Czy ów trend odmieni kolejny trik prezesa polegający na wskazaniu osoby mającej być przyszłym kandydatem na stanowisko premiera? Gwarantuję, że osoba, którą prezes PiS wskaże, z pewnością zostanie/nie zostanie* w przyszłości szefem rządu. Ale tego, czy owa postać, którą prezes – co potwierdził – ma już w swojej głowie i sercu, zostanie zaakceptowana przez wszystkie frakcje ugrupowania, lud PiS-owski i przede wszystkim szeroko rozumianą prawicę, nie gwarantuję. Co gorsza, obawiam się, że może to być ktoś, kto jeszcze bardziej rozjątrzy zwaśnione strony albo, jak w przypadku Polski 2050, doprowadzi do upadku/podziału* partii.
* Niepotrzebne skreślić
Leszek Sawicki