
Tygodnik Echo Katolickie
Wydanie 35/2025 (1564)
Edukacja czy indoktrynacja?

We wrześniu uczniowie szkół podstawowych i średnich po raz pierwszy zetkną się z nowym przedmiotem - „edukacją zdrowotną”. Jego nazwa brzmi niewinnie, a nawet zachęcająco. Bo któż nie chciałby, by dzieci uczyły się o zdrowym stylu życia? Jednak - jak to bywa z pięknie opakowanymi pomysłami - warto zajrzeć głębiej. Zwłaszcza że - jak twierdzi szef zespołu, który przygotowywał podstawy programowe do tego przedmiotu, znany z dość liberalnych poglądów seksuolog prof. Zbigniew Izdebski - jego wprowadzenie stanowi „przełom” po 30 latach prób. I właśnie to powinno dawać do myślenia.
W rozmowie z „Echem” prof. Antoni Buchała, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców i porównuje nowy przedmiot do koszyka z grzybami: większość może być pożyteczna, ale wystarczy kilka trujących, by całość stała się niebezpieczna. A przecież to dzieci będą „spożywać” tę mieszankę.
Zamiast neutralnej edukacji o zdrowiu, w programie - tworzonym bez udziału lekarzy pediatrów - pojawiają się treści światopoglądowe, których interpretacja zależy już tylko od nauczyciela.
W tym roku rodzice mogą jeszcze wypisać dziecko z „edukacji zdrowotnej”. Ale w następnym takiej możliwości prawdopodobnie nie będzie. Czy naprawdę musimy się godzić, by państwo decydowało za nas, czego nasze dzieci będą uczone o zdrowiu, seksualności, wartościach? Czy edukacja ma służyć rozwojowi, czy powoli stawać się narzędziem ideologicznej indoktrynacji?