Aktualności
Od słów wszystko się zaczęło

Od słów wszystko się zaczęło

Słuchając Janowej Ewangelii i jej pierwszych wersów: „Na początku było Słowo…”, myślami zatrzymujemy się przy naszym małżeństwie.

Najpierw – przy jego romantycznych początkach, gdy rodziła się między nami miłość, i pierwszych obietnicach zawartych w słowach: „kocham cię”. Od tego pierwszego wyznania wzięła początek nasza wspólna przyszłość, która do rozpoczęcia potrzebowała decyzji nas dwojga i jednomyślnego „tak.” To „tak” przez sakrament małżeństwa zostało zakorzenione w Bogu i naszym pragnieniem było, by zawsze w Nim trwało. Jesteśmy dziewiętnaście lat po ślubie. W tych latach są miesiące, dni, godziny, chwile – każda inna: jedna szczęśliwa, inna pełna wątpliwości, w jednej radość, w drugiej smutek. Dzięki obecności Jezusa uczymy się, że nasza jedność nie polega na zatarciu różnic, a jest nich między nami wiele, ale na byciu ze sobą – w dialogu, w modlitwie małżeńskiej, w bliskości, w przebaczaniu.

Rozważając dalej Ewangelię i słowa „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi”, myślimy o naszym rodzicielstwie. Ono też potrzebowało początku, naszej wspólnej decyzji. Mamy troje dzieci. Otwierając się na rodzicielstwo, powiedzieliśmy Panu Bogu świadome „tak”, a On nam pobłogosławił – w szczególny sposób, bo nie łatwo było zostać rodzicami. Codziennie uświadamiamy sobie, że dzieci nie są naszą własnością. W trudach i radościach, w matczynym i ojcowskim sercu powierzmy nasze dzieci Jemu. Przypominamy sobie wzajemnie, że nie mamy kształtować ich według własnych planów, ale pomagać im odkrywać Boży plan na ich życie, bo one należą właśnie do Niego.

W małżeństwie i rodzinie doświadczamy ciemności: nieporozumień, lęku o przyszłość, własnych słabości, zwątpień. Jednak właśnie tutaj uczymy się ufać, że Chrystus jest światłem większym niż nasze kryzysy. Gdy zapraszamy Go do codzienności – do rozmów, decyzji, przebaczenia – ciemność nie znika, ale przestaje mieć ostatnie słowo. Nasza miłość musi być konkretna, bo „Słowo stało się ciałem…”. W małżeństwie jest to wierność, czułość i odpowiedzialność; w rodzicielstwie – cierpliwość, obecność i ofiarność. Przez te lata nauczyliśmy się, że miłość to nie deklaracja, ale proste gesty dnia powszedniego. Przyjmując słowo Boże w naszym małżeństwie i rodzinie, odkrywamy, że jesteśmy nie tylko mężem, żoną, rodzicami i dziećmi, ale przede wszystkim umiłowanymi dziećmi Boga. W tej świadomości rodzi się nasza siła, by kochać, wychowywać i trwać – nawet wtedy, gdy po ludzku brakuje nam sił.

Joanna i Sławomir Florkowie