Rozmaitości
unsplash.com
unsplash.com

Syndrom Boryny 2.0

Młodzi rolnicy mają plany, technologie i energię, ale często brakuje im jednego: zgody rodziców na przejęcie gospodarstwa.

Opisany przez Reymonta ponad 100 lat temu syndrom Boryny dziś wraca z nową siłą. Efekt? Gospodarstwo działa, ale rodzina zaczyna pękać. Wracają ze studiów z głowami pełnymi pomysłów: rolnictwo precyzyjne, zarządzanie danymi, automatyzacja. Tymczasem ich rodzice wciąż tkwią w logice gospodarstwa, które prowadzi się „po staremu” - własnymi rękami i doświadczeniem, często kosztem zdrowia.

Zderzenie tych dwóch światów bywa bolesne i sprawia, że rodzinne gospodarstwa coraz częściej stają się areną walki o wpływy, w której tradycja ściera się z nowoczesnością, a ojcowska władza z potrzebą samodzielności młodych. Wywołuje to konflikty, które rozrywają nie tylko pola, ale i rodziny.

 

Technologia puka do stodoły

Rolnictwo precyzyjne nie jest już kwestią przyszłości – ono dzieje się teraz. Terminale w kabinach maszyn, drony monitorujące uprawy, mapy satelitarne pozwalające na dawkowanie nawozów z dokładnością co do metra. Młodzi rolnicy, którzy dorastali równolegle z rozwojem smartfonów, są gotowi korzystać z tych narzędzi. Tymczasem dla wielu starszych rolników zmiany te są bardziej przerażające niż atrakcyjne. Boją się, że nie nadążą, staną się „niepotrzebni”, a to, co budowali przez lata, zostanie zburzone jednym kliknięciem w aplikacji.

 

Mam gospodarstwo, ale nie mam życia

Tomek ma 27 lat. ...

Jolanta Krasnowska

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł