Syndrom Boryny 2.0
Opisany przez Reymonta ponad 100 lat temu syndrom Boryny dziś wraca z nową siłą. Efekt? Gospodarstwo działa, ale rodzina zaczyna pękać. Wracają ze studiów z głowami pełnymi pomysłów: rolnictwo precyzyjne, zarządzanie danymi, automatyzacja. Tymczasem ich rodzice wciąż tkwią w logice gospodarstwa, które prowadzi się „po staremu” - własnymi rękami i doświadczeniem, często kosztem zdrowia.
Zderzenie tych dwóch światów bywa bolesne i sprawia, że rodzinne gospodarstwa coraz częściej stają się areną walki o wpływy, w której tradycja ściera się z nowoczesnością, a ojcowska władza z potrzebą samodzielności młodych. Wywołuje to konflikty, które rozrywają nie tylko pola, ale i rodziny.
Technologia puka do stodoły
Rolnictwo precyzyjne nie jest już kwestią przyszłości – ono dzieje się teraz. Terminale w kabinach maszyn, drony monitorujące uprawy, mapy satelitarne pozwalające na dawkowanie nawozów z dokładnością co do metra. Młodzi rolnicy, którzy dorastali równolegle z rozwojem smartfonów, są gotowi korzystać z tych narzędzi. Tymczasem dla wielu starszych rolników zmiany te są bardziej przerażające niż atrakcyjne. Boją się, że nie nadążą, staną się „niepotrzebni”, a to, co budowali przez lata, zostanie zburzone jednym kliknięciem w aplikacji.
Mam gospodarstwo, ale nie mam życia
Tomek ma 27 lat. ...
Jolanta Krasnowska