Rozmaitości
Arch. BCh
Arch. BCh

Tam, gdzie na polach króluje dynia

Rozmowa z Bernardem Chilczukiem, kierownikiem Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Parczewie, plantatorem z Rozwadówki w gminie Sosnówka.

Dyniowe zagłębie to nieprzesadzona nazwa dla wiosek w gminach Sosnówka i Wisznice?

Na pewno nie, bo odkąd pamiętam, dynie królują na naszych polach. W mojej rodzinie uprawiały je moja babcia i mama - na małą skalę, dość prymitywnymi metodami w stosunku do współczesnej technologii.

Nie wiem, kiedy to się zaczęło na tych terenach i jakie były początki. Być może to efekt poszukiwań takiej rośliny, której uprawa się opłaca. Bo mamy tutaj dość słabe gleby – ani pszenica, ani rzepak tutaj się nie sprawdzą, nie przyniosą kokosów. A dynia radzi sobie doskonale i jest jedną z nielicznych upraw, która jest opłacalna. Średni plon na poziomie 800 kg z hektara – tak było w tym roku – jest naprawdę zadowalający. W ostatnim roku dynia stanowiła w tych dwóch gminach 40% wszystkich upraw. Myślę, że za rok będzie to 60%.

 

Wielbiciele kremowej zupy dyniowej niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, że i dawniej, i dzisiaj główny surowiec to nasiona dyni, potocznie – pestki pozyskiwane głównie na olej, a nie miąższ.

I na tym podobieństwa się w zasadzie kończą, bo pod względem technologii dawne czasy od współczesnych oddziela przepaść. Kiedy byłem dzieckiem, dynie zwoziło się z pola wozem. Wybieranie pestek – a wszystko robiło się wtedy ręcznie – nie miało końca. Trwało do późnej jesieni, mimo że do pomocy zjeżdżała cała rodzina. ...

LI

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł