Opinie

„The Chosen” oczami biblisty

Rozmowa z ks. prof. Mariuszem Rosikiem, biblistą, wykładowcą na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, autorem wielu publikacji, m.in. „The Chosen. Spotkania”.

Serial „The Chosen” obejrzały miliony ludzi na świecie. Na czym, zdaniem Księdza, polega jego fenomen?

Oprócz świetnej gry aktorów, ciekawej aranżacji i rozbudowanej w stosunku do tekstów Ewangelii narracji zapisanej w scenariuszu, o wyjątkowości produkcji świadczy właśnie to, że chodzi o serial, a nie o jeden - nawet długometrażowy - film.

Prawie pół wieku temu ogromną popularność zdobył miniserial „Jezus z Nazaretu” Franco Zeffirellego, z którego, de facto, stworzono jeden film dwuodcinkowy. 30 lat później, dokładnie w 2004 r., serca widzów podbiła „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona. Dziś przyszedł czas na „The Chosen”.

 

Produkcja była konsultowana przez teologów protestanckich, katolickich i żydowskich. Jak ocenia Ksiądz ten serial jako biblista? Bo, oczywiście, nie jest to wierne odwzorowanie Biblii, ale niektóre passusy są żywcem wyjęte z Pisma Świętego, a sceny wymyślone bardzo pasują do całości.

To prawda, że ani filmowe sceny żywcem odzwierciedlające tekst Ewangelii, ani sceny całkowicie wymyślone nie budzą większych kontrowersji. Pewien problem pojawia się jednak w ekranizacji tych epizodów, o których Ewangelie mówią, a które zostały przez twórców „The Chosen” zmienione. Katolików boleć może fakt, że w Kanie Galilejskiej Jezus zwraca się do Maryi per „Mamo”, a nie „Niewiasto”, który to termin posiada ogromny ładunek teologiczny, gdyż nawiązuje do pierwszej obietnicy zbawienia, jaka pojawia się na kartach Biblii (Rdz 3,15). ...

Jolanta Krasnowska

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł