„The Chosen” oczami biblisty
Serial „The Chosen” obejrzały miliony ludzi na świecie. Na czym, zdaniem Księdza, polega jego fenomen?
Oprócz świetnej gry aktorów, ciekawej aranżacji i rozbudowanej w stosunku do tekstów Ewangelii narracji zapisanej w scenariuszu, o wyjątkowości produkcji świadczy właśnie to, że chodzi o serial, a nie o jeden - nawet długometrażowy - film.
Prawie pół wieku temu ogromną popularność zdobył miniserial „Jezus z Nazaretu” Franco Zeffirellego, z którego, de facto, stworzono jeden film dwuodcinkowy. 30 lat później, dokładnie w 2004 r., serca widzów podbiła „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona. Dziś przyszedł czas na „The Chosen”.
Produkcja była konsultowana przez teologów protestanckich, katolickich i żydowskich. Jak ocenia Ksiądz ten serial jako biblista? Bo, oczywiście, nie jest to wierne odwzorowanie Biblii, ale niektóre passusy są żywcem wyjęte z Pisma Świętego, a sceny wymyślone bardzo pasują do całości.
To prawda, że ani filmowe sceny żywcem odzwierciedlające tekst Ewangelii, ani sceny całkowicie wymyślone nie budzą większych kontrowersji. Pewien problem pojawia się jednak w ekranizacji tych epizodów, o których Ewangelie mówią, a które zostały przez twórców „The Chosen” zmienione. Katolików boleć może fakt, że w Kanie Galilejskiej Jezus zwraca się do Maryi per „Mamo”, a nie „Niewiasto”, który to termin posiada ogromny ładunek teologiczny, gdyż nawiązuje do pierwszej obietnicy zbawienia, jaka pojawia się na kartach Biblii (Rdz 3,15). ...
Jolanta Krasnowska