Opinie

To były smutne święta

My nie żałujemy i gdyby przyszło nam drugi raz wybierać, postąpilibyśmy tak samo - mówią o związkowym zaangażowaniu i jego konsekwencjach: prawie rocznym internowaniu pana Janusza.

13 grudnia to dla nich symboliczna data. - Niektórzy patrzą na niedzielny poranek w kontekście braku „Teleranka”. Nasze dzieci po przebudzeniu pytały: „Gdzie jest tata?” - wspomina pani Grażyna. Olewińscy małżeństwem są od 1974 r. W grudniu 1981 r. mieszkali w Siedlcach przy ul. Waryńskiego (obecnie ul. Batorego). Mieli już dwójkę małych dzieci, a pani Grażyna była w ciąży z drugą córką. W tym czasie pracowała też w przedsiębiorstwie TRANSBUD, którego „spadkobiercą” jest dziś Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne.

Pan Janusz – zatrudniony w telekomunikacji – w latach 1980-81 był aktywnym działaczem NSZZ „Solidarność” na terenie miasta i województwa siedleckiego.

Zgodnie potwierdzają, że spodziewali się represji w związku z działalnością związkową, choć trudno było przesądzać o ich formie. G. Olewińska wspomina jednak szczególną rozmowę, jaką przeprowadzili, świadomi ewentualnych konsekwencji: – W razie gdyby coś stało się mężowi, w pierwszej kolejności miałam udać się z informacją do MKZ (Międzyzakładowy Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność”), który miał siedzibę przy ul. Kochanowskiego.

 

Pójdzie pan z nami!

13 grudnia 1981 r. to data, która na trwałe wpisała się w pamięć Polaków. Dla rodzin osób internowanych ma ona o wiele donioślejsze znaczenie. – Niektórzy patrzą na niedzielny poranek w kontekście braku „Teleranka”. Nasze dzieci po przebudzeniu pytały: „Gdzie jest tata?” – mówi pani Grażyna.

Mimo upływu lat nie umie ukryć emocji. – Te wspomnienia wciąż są bardzo żywe – zaznacza. I opowiada: – W sobotę, na dziesięć dni przed świętami, zawsze jest w domu co robić. ...

Agnieszka Warecka

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł