
Zdrowie nie rośnie w polu, trzeba o nie dbać
„Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz…” - pisał Jan Kochanowski pół tysiąca lat temu. I choć od tamtej pory zmieniło się wszystko - od kalendarza po ciągniki - to jedna rzecz pozostaje niezmienna: doceniamy zdrowie dopiero wtedy, gdy zaczyna go brakować. Dziś polska wieś stoi w obliczu poważnego wyzwania. Nie chodzi tylko o susze, niskie ceny skupu czy tzw. zielony ład, ale o ludzi, którzy ją tworzą.
Wieś choruje po cichu
Dane nie pozostawiają złudzeń. – W Polsce ponad 166 tys. rolników pobiera renty z tytułu niezdolności do pracy, głównie z powodu chorób układu ruchu, serca i nowotworów. Co gorsza, aż 45% mieszkańców wsi nigdy nie uczestniczyło w badaniach profilaktycznych, a jedna czwarta mężczyzn nie była ani razu u lekarza specjalisty – mówił podczas Europejskiego Kongresu Odnowy i Rozwoju Wsi, który odbył się w maju, prezes Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego Dariusz Rohde, przyznając, że to tylko wycinki analiz, bo nikt nie prowadzi cyklicznych badań zdrowotnych na polskiej wsi. Dziesięć lat temu zrobił to Instytut Medycyny Wsi im. Witolda Chodźki w Lublinie. Naukowcy przebadali i przepytali 10 tys. rolników z całego kraju. – Wyniki już wtedy były niepokojące – podkreśla prof. Lech Panasiuk, ówczesny dyrektor IMW, a dziś kierownik oddziału wewnętrznego Szpitala Powiatowego w Rykach. – Niestety, od tamtej pory raczej nic się nie zmieniło: rolnicy chorują – często, poważnie i zbyt długo bez diagnozy – twierdzi, zaznaczając, że wie, o czym mówi, bo to właśnie oni trafiają potem pod jego opiekę. ...
Jolanta Krasnowska