Kultura
J. KURZAWA
J. KURZAWA

Między medycyną a literaturą

12 czerwca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach gościła Ałbena Grabowską, pisarka, neurolog i autorka popularnych powieści, m.in. „Stulecie Winnych” czy serii „Uczniowie Hippokratesa”. Spotkanie miało nie tylko wymiar literacki, ale także osobisty, bo - jak się okazało - z regionem siedleckim autorkę łączą rodzinne korzenie.

Publiczność dopisała. Czytelnicy przyszli spotkać się z pisarką, której książki zdobyły nie tylko popularność, ale i szacunek za warsztat, wrażliwość i wielowymiarowe podejście do historii. Rozmowę poprowadziła Magdalena Sutryk. Nie zabrakło tematów dotyczących literackich inspiracji, przez wątki rodzinne, po wciąż aktualne pytania o historię i pamięć. Autorka od początku podbiła serca publiczności szczerością, humorem i niezwykłą elokwencją.

Sentymentalny powrót

Powrót do Siedlec był też okazją do wspomnień z 2015 r., kiedy to A. Grabowska otrzymała nagrodę „Pióro” podczas Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur” za powieść „Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli”. – To był fantastyczny czas nie tylko ze względu na wyróżnienie, ale i spotkania z czytelnikami oraz koleżankami po piórze. Wtedy mogłam zobaczyć obraz El Greca „Ekstaza św. Franciszka” w Muzeum Diecezjalnym – powiedziała.

Przyznała również, że Siedlce są dla niej ważne nie tylko z powodu wspomnianej nagrody. – Mój ukochany dziadek Stefan urodził się w pobliskiej miejscowości Bale w gminie Mokobody, więc bywałam tu dość często – zaznaczyła, dodając, że ostatnio w okolicy była rok temu, a inspiracją do odwiedzin był… bocian. – Mój znajomy zajmuje się liczeniem tych ptaków. Namówił mnie na udział w akcji wspierającej je marketingowo. Dostałam własnego bociana, a właściwie dwa – Franka i Stefanka. A potem okazało się, że znajdują się one właśnie w Mokobodach – opowiadała i zapewniła, że Siedlce zawsze są w jej sercu. – Nawet jednego z braci Winnych – Stefana – umieściłam w tym mieście – przypomniała.

Dwa światy

Grabowska – z wykształcenia lekarka, neurolog i epileptolog – łączy dwa światy: nauki i literatury. Nie kryje, że choć jej zawód ma ogromny wpływ na twórczość, to pisanie zawsze było formą emocjonalnego odreagowania. – Nie korzystam z historii moich pacjentów. Wszystko, co piszę, jest całkowicie wymyślone. Ale często dostaję propozycje, by spisać cudze historie. Odmawiam, bo muszę mieć własny pomysł. Niedawno otrzymałam propozycje od dwóch wydawnictw, żeby napisać fabularyzowane biografie dwóch różnych kobiet. I choć to fascynujące osobowości, kompletnie ich nie czuję – dodała.

Medycyna jednak w jej książkach zajmuje ważne miejsce, szczególnie w cyklu „Uczniowie Hipokratesa”. – Umieściłam w nim ponad 100 postaci historycznych, autentycznych lekarzy. To była psychicznie wyczerpująca praca. Miałam świadomość, że piszę o ludziach, którzy naprawdę istnieli, zginęli często tragicznie podczas wojny. Było to również ogromne obciążenie emocjonalne, ale też poczucie misji. Uznałam, że moją powinnością jest pokazanie ich bohaterstwa, wrażliwości i ich możliwości w taki sposób, żeby to przetrwało. Więc to było bardzo, bardzo trudne – wyznała.

Jak podkreśliła, tylko lekarz mógł napisać taki cykl z taką dokładnością. – To wymagało czegoś więcej niż research. Poza tym, mając na uwadze, że książkę może czytać środowisko lekarskie, chciałam zrobić to jak najlepiej, żeby nikt nie mógł się do niczego przyczepić. Jednak wpadek nie da się uniknąć. W jednym z fragmentów napisałam, że w żołądku znajduje się kwas… siarkowy zamiast solny. Popełniłam czeski błąd i choć sama czytałam to wiele razy, a po mnie redaktorzy i korektorzy, nikt tego nie wychwycił – opowiadała.

 

Z historią w tle

Autorka sag nie ukrywa, że najbliższą jej epoką pozostaje dwudziestolecie międzywojenne. – To czas nadziei, rozwoju nauki, sztuki, pozycji kobiet. Gdyby nie wojna, Polska mogłaby być potęgą naukową – stwierdziła.

Historia przenika niemal wszystkie jej książki, nawet jeśli nie jest tematem pierwszoplanowym. – Wydawało mi się kiedyś, że napiszę współczesną powieść bez wątku historycznego. Ale po wybuchu wojny w Ukrainie zrozumiałam, że to niemożliwe. Historia zawsze będzie obecna – dodała.

 

Kryminał – nowy rozdział

Z niedawno wydaną książką „Nóż w sercu” autorka wkroczyła w nowy literacki gatunek: kryminał. Jak sama przyznała, to było jedno z największych pisarskich wyzwań: – To trudna forma. Trzeba zbudować intrygę, bohatera, tło, wprowadzić wątki osobiste, społeczne, a jednocześnie odpowiedzieć na kluczowe pytanie: kto zabił? To praca precyzyjna jak chirurgia.

Grabowska miała obawy, czy spodoba się czytelnikom w takim wydaniu. Jak się okazało, były one bezpodstawne, ponieważ za „Nóż w sercu” przyznali jej nagrodę na portalu granice.pl. Wkrótce ukaże się druga część.

 

Alicja to ja

Choć autorka unika utożsamiania się z bohaterkami swoich powieści, w jednej zrobiła wyjątek. – Alicja z trylogii „Alicja w krainie czasów” to jedyna postać, z którą się utożsamiam. Ona jest mną – przyznała.

Zdradziła też, że czytelnicy często nie dowierzają, iż Winni są wymyśleni: – To największy komplement: że stworzyłam ich tak autentycznie, iż ludzie sądzą, że ta rodzina istniała.

 

Kiedy z tekstu powstaje coś żywego

W rozmowie nie zabrakło tematów związanych z adaptacjami. Grabowska wystąpiła nawet w serialu „Stulecie Winnych”. Zawsze chciałam być aktorką. Jak ruszyła produkcja, zapytałam, czy mogłabym zagrać epizod. Na początku przyjęto to trochę ze zdumieniem, ale ostatecznie uznano, że ze względów marketingowych nie jest to zły pomysł. W pierwszym sezonie miałam rolę niemą, bo produkcja nie była pewna, czy nie mam wady wymowy. W drugim moja rola była większa, a w trzecim nawet tłumaczyłam kwestię dziedziczenia grupy krwi. Zresztą sama sobie tę scenę napisałam, bo trudno, by scenarzysta znał się na tym – żartowała.

Nie unika też teatru i musicalu. Napisała libretto do spektaklu o Koperniku, bierze udział w projektach teatralnych. – Fascynuje mnie ten proces twórczy, w którym z mojego tekstu powstaje coś scenicznego, żywego, współtworzonego przez aktorów, reżysera, choreografa – stwierdziła.

 

To, co kocham

Spotkanie zakończyło się serią pytań od publiczności – zarówno o kulisy powstawania książek, jak i o codzienność pisarki. – Piszę rano, najlepiej między 10.00 a 14.00. Staram się codziennie napisać pięć stron. Nie mam żółtych karteczek ani notatek. Tylko zeszyt z imionami postaci, bo tych drugoplanowych czasem nie pamiętam. Reszta – w głowie – opowiadała.

Dziś A. Grabowska nie pracuje już w szpitalu, tylko przyjmuje pacjentów ambulatoryjnie raz w tygodniu. – Wreszcie mam czas. Dzieci są już samodzielne, a ja mogę poświęcać się temu, co kocham – podkreśliła.

Uczestnicy chętnie dzielili się swoimi wrażeniami z lektury „Stulecia Winnych” i innych powieści Grabowskiej. Nie zabrakło też wspólnych zdjęć i autografów.

DY