Formacja
Fot. Arch. EK
Fot. Arch. EK

Krzyżu święty, co świat obejmujesz…

„Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha” (Łk 23,46). Umieszczenie ukrzyżowania i śmierci Jezusa na krzyżu w tajemnicach Różańca św. nikogo nie dziwi ani nie zaskakuje.

On przyszedł na świat, by za nas umrzeć i dać nam zbawienie. Rozważając Jego ostatnie chwile, zatrzymajmy się na dwóch zdaniach. Pierwsze pochodzi z Księgi Zachariasza: „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12,10). Drugie znamy z Ewangelii według św. Łukasza: „A lud stał i patrzył…” (Łk 23,35).

Oto spełniło się proroctwo Zachariasza, wypełnia się ono zresztą do dziś.

Będą na Niego patrzeć… Co rodzi się z naszego spojrzenia na krzyż? Czy możemy patrzeć na niego długo czy krótko? Czy zerkamy nań szybko i z wyrzutem? A może adorujemy go długim patrzeniem, ciszą i modlitwą? Jakie myśli budzą się w nas na widok Ukrzyżowanego? Czy On jeszcze porusza nasze serca?

Ci, którzy byli na Golgocie, z różnym nastawieniem spoglądali na umęczonego Chrystusa. Faryzeusze – z drwiną, Maryja – z miłością, Maria Magdalena – z żalem i bólem, św. Jan – z szacunkiem i troską. Każdy odchodził od krzyża Jezusa z innymi odczuciami i doświadczeniami. Dziś jest tak samo. Jednym krzyż przeszkadza, a inni odnajdują w nim siłę, wezwanie do nawrócenia i pokój serca.

On cierpiał bardziej…

Trwanie przy Ukrzyżowanym wymaga odwagi, wiary i miłości. Spod krzyża ucieknie ten, kto nie wierzy w Boże przebaczenie, ten, w kim wstyd za grzechy wygrywa z żalem za popełnione zło, ten, kto uważa siebie za alfę i omegę i komu Bóg jest niepotrzebny. Przy krzyżu zostanie skruszony grzesznik i ten, kto kocha Chrystusa, pragnąc łączyć swe cierpienia z męką Zbawiciela. Wielu ludzi, którzy doświadczali w życiu potężnego bólu wynikającego z choroby, dramatycznych doświadczeń czy prześladowań, powtarzało, że gdy oddawało go Jezusowi, doznawali ulgi. Potrafili wtedy wznieść się ponad to, co przeżywali. Kiedy w swoich tragediach skupiali się nie na sobie, ale na umęczonym Jezusie, czuli umocnienie i pokój serca. Nierzadko zdobywali się na wyznanie: „Jezus cierpiał bardziej niż ja…”. Mówili o tym z wielkim przekonaniem. Takiej dojrzałości uczyli się, patrząc na krzyż. On dodawał im otuchy i mocy.

Otwarte ramiona

Rozważając mękę Chrystusa, często zatrzymujemy się na słowach, które padły na Golgocie z wysokości krzyża. Zazwyczaj nazywamy je testamentem Jezusa. Były to krótkie sformułowania. W tamtej chwili nie było już czasu i siły na przypowieści i długie mowy. Każde z wypowiedzianych słów było okupione nieludzkim wysiłkiem ze strony Nauczyciela. Nie pozwolono, by upadły na ziemię, by zostały zapomniane. Wszystkie zanotowano i przekazano w Ewangeliach. Stały się podsumowaniem całego nauczania Mistrza z Nazaretu. Które z nich przemawiają do ciebie najmocniej, gdy patrzysz na krzyż? Do czego wzywa cię dzisiaj przebity Chrystus? Jak chcesz Mu odpowiedzieć?

Oprócz słów z krzyża przemawiają szczególnie mocno także rozwarte ramiona Jezusa. Jest w nich coś, czego nie da się wyrazić i opisać. Jest w nich tyle miłości, otwartości i przebaczenia, tyle miłosierdzia i dobroci. Są wyrazem oczekiwania na każdego z nas. Są otwarte, by nas objąć, przytulić i zamknąć w Bożej miłości, jak pisała św. Matka Teresa z Kalkuty. Aby tak się stało, trzeba tylko podejść i zbliżyć się do Tego, który oddał za nas siebie samego i przelał za nas swoją Najdroższą Krew…

Pomyśl

* Jakie miejsce w twoim sercu i domu zajmuje krzyż Chrystusa?

* Kiedy ostatni raz modliłeś się przed krzyżem?

* Co możesz zrobić, by uczcić krzyż i umęczonego na nim Jezusa?

* Zatrzymaj się przed krucyfiksem w domu lub w kościele i porozmawiaj z Chrystusem o tym, co cię krzyżuje…

 

 

Agnieszka Wawryniuk