Ogień, wianki i zakazy
Poszukiwanie legendarnego kwiatu paproci, magiczne rytuały oraz obrzędy związane z kultem płodności - wiele dawnych zwyczajów przetrwało stulecia, stopniowo zmieniając swoją formę i znaczenie. Rozpalanie ognisk, puszczanie wianków na wodę oraz wspólne śpiewy i zabawy z czasem stały się elementem ludowej tradycji.
Kościół podejmował próby ograniczenia pogańskich obrzędów związanych z nocą kupały, jednak nie zdołał całkowicie wyeliminować tego zakorzenionego w słowiańskiej tradycji święta. Zamiast zakazu obrano drogę chrystianizacji – w podobnym terminie ustanowiono wigilię św. Jana Chrzciciela, dając początek obchodom nocy świętojańskiej. Dziś wiele z tych zwyczajów przeżywa renesans, niekiedy także z odwołaniami do praktyk pogańskich, co z perspektywy chrześcijańskiej budzi uzasadniony niepokój.
W ludowej tradycji
W czasie letniego przesilenia na Lubelszczyźnie, podobnie jak w większości regionów Polski, rozpalano wspólne ogniska, wokół których odbywały się zabawy i śpiewy. Towarzyszyły im skoki przez płomienie, tańce w kręgu oraz zaloty młodych. W zachodniej części regionu nazywano ten zwyczaj „sobótką”, w środkowej i wschodniej części województwa lubelskiego, a także na Podlasiu, stosowano określenia: „kąpała”, „kupalnocka”, niekiedy „palinocka”. – Na ziemiach polskich praktykowanie tego bardzo starego zwyczaju, poświadczonego jako pogański, możemy znaleźć w pismach Jana Długosza w XV w., a także Macieja Stryjkowskiego czy Marcina z Urzędowa w XVI w. O żywotności obrzędu, jeszcze w ostatniej dekadzie XIX w., mówią relacje zebrane przez folklorystów i etnografów: Oskara Kolberga i Józefa Gluzińskiego – informuje Sylwia Dmowska z działu naukowego Muzeum Wsi Lubelskiej.
Przed II wojną światową zwyczaj przybierał nieco inne znaczenie niż pierwotnie. – Początkowo były to funkcje kultowe – rytuały na cześć ognia i wody, dwóch życiodajnych sił przyrody oraz magiczno-agrarne – palone ogniska miały zapewnić urodzaj czy zabezpieczyć pola przed gradem, a także funkcje oczyszczające – kąpiel w wodzie czy skoki chłopców przez ogień. Z biegiem czasu te role zwyczaju stopniowo odchodziły w niepamięć, by ustąpić miejsca innym, które wcześniej stanowiły jego wartość dodaną, a nie podstawową. Finalnie przyjął funkcje społeczne, matrymonialne i zabawowe – zaznacza kulturoznawca.
Nowa interpretacja
Kościół przez stulecia konsekwentnie zwalczał te elementy świętowania, które uznawano za pozostałość pogańskich wierzeń lub zachowania sprzeczne z moralnością. Świadczą o tym statuty synodalne i dekrety biskupie od XV do XVIII w., dotyczące m.in. nocnych tańców, skakania przez ogniska czy praktyk wróżebnych. – Jednym z przykładów zakazów kościelnych w stosunku do obyczajów świętojańskich jest statut biskupa poznańskiego Andrzeja Łaskarza z 1420 r., który zabraniał tańców nocnych w wigilie przedświąteczne, tj. w soboty, i w wigilie uroczystości, czyli w „sobótki” przypadające w lecie, a zatem przed świętem Jana Chrzciciela oraz Piotra i Pawła – zaznacza S. Dmowska.
Synody diecezji chełmskiej, pod którą podlegały tereny dzisiejszego Polesia i Włodawy, w XVII w. regularnie nakazywały proboszczom monitorowanie wieśniaków pod koniec czerwca. Zakazywano palenia tzw. ogni sobótkowych oraz zbierania ziół w celach magicznych, np. do wróżenia miłości.
Chociaż ogień, woda czy zioła pojawiały się zarówno w dawnych obrzędach słowiańskich, jak i w chrześcijańskiej liturgii, podobieństwo symboli nie oznacza, że ich znaczenia są tożsame. Właśnie na tym polegał proces chrystianizacji dawnych zwyczajów – znane ludziom znaki otrzymały nową, religijną interpretację. – Woda i ogień obecne są w zupełnie innym wymiarze – podkreśla o. Michał Hadrich, przełożony wspólnoty zakonnej Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Kodniu, kustosz Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej. – Mamy ogień paschalny i wodę chrztu św. To nie są żywioły, którym przypisuje się jakąś magiczną moc. Ogień oznacza światło Chrystusa i działanie Ducha Świętego, a woda chrztu jest znakiem nowego życia. W starożytności chrzest przez pełne zanurzenie oznaczał śmierć dla dawnego świata i narodzenie do nowego życia w Chrystusie – mówi oblat.
Kościół przez wieki włączał część dawnych zwyczajów związanych z cyklem przyrody do kultury chrześcijańskiej poprzez nadawanie znanym praktykom nowego znaczenia religijnego. Święcenie ziół, błogosławienie pól, poświęcenie ognia podczas Wigilii Paschalnej czy wody nabierały innego charakteru. Podobnie w przypadku obchodów przypadających w okresie letniego przesilenia. Dawne sobótki z czasem zaczęto łączyć z uroczystością Narodzenia św. Jana Chrzciciela, obchodzoną 24 czerwca. – Pokazuje to wielki sukces duszpasterskiej mądrości, która pozwoliła ludziom świętować rytm przyrody w zgodzie z wiarą. Dzięki temu, że św. Jan Chrzciciel stał się patronem ognia, słońca i wody, obie te tradycje pięknie stopiły się w jedno, a wierni mogli trwać przy czystej nauce Kościoła, nie rezygnując z barwnych zwyczajów swoich przodków – ocenia Dorota Filipowicz, kustosz Muzeum Regionalnego im. Mieczysława Asłanowicza w Siedlcach.
Kościół jasno określa granice
Współczesne obchody, inspirowane dawnymi obrzędami, znacząco odbiegają od ich pierwotnego charakteru, zauważa o. M. Hadrich. – Dzisiaj wielu młodych ludzi traktuje je jako zabawę, element folkloru czy rekonstrukcję dawnych zwyczajów, nie widząc w tym żadnego zagrożenia. Czerpią wiedzę z internetu i mediów, często nie próbując zrozumieć religijnego kontekstu tych praktyk – mówi oblat.
Z perspektywy Kościoła problem nie polega na samym ognisku czy puszczaniu wianków, ale na przypisywaniu dawnym rytuałom znaczenia duchowego. – Kościół jasno określa granice. Czym innym jest symbol obecny w liturgii, a czym innym praktyki wywodzące się z dawnych wierzeń. To, że pojawiają się te same żywioły – ogień czy woda – nie oznacza, że niosą ten sam przekaz. Ludzie, nie widząc zagrożeń, otwierają się na działanie złego. Dopiero wtedy, gdy zaczynają się problemy w ich życiu, nawet często nie wiedzą, gdzie tkwi ich źródło. Poszukują wówczas egzorcysty czy rozmowy duchowej, bo zaczyna coś dziać się nie tak. To otwieranie się na rzeczywistość, w której zło i duchowość są traktowane w sposób powierzchowny i lekceważący. Współcześnie promowane są liczne bajki dla dzieci przedstawiające zarówno „dobrą”, jak i „złą” magię. Tego rodzaju treści jest bardzo dużo. W efekcie granice między dobrem a złem stają się coraz bardziej płynne, a magia bywa ukazywana jako coś pozytywnego. Podważa się podstawową wartość, jaką jest wiara. Tymczasem przez całe wieki ludzie na tych terenach żyli zgodnie z nią, a wielu z nich oddało za nią życie, ponosząc śmierć męczeńską – podkreśla o. M. Hadrich.
Zdaniem duchownego, na przestrzeni wieków pojawiały się próby powrotu do dawnych obrzędów. – Wydają się one prostsze i bardziej atrakcyjne. Wystarczy spojrzeć na kraje za naszą wschodnią granicą, gdzie do dziś noc kupały jest obchodzona bardzo uroczyście, szczególnie na terenach związanych z tradycją słowiańską, m.in. na Białorusi, Ukrainie i części Rosji. Moim zdaniem świadczy to także o wpływie komunizmu, który dążył do tego, aby odciągnąć od Kościoła jak najwięcej ludzi – stwierdza.
Współczesne obchody Nocy Świętojańskiej dla wielu osób są przede wszystkim elementem folkloru i okazją do wspólnej zabawy. Niepokój budzi jednak powrót praktyk, którym przypisuje się znaczenie duchowe lub magiczne – wróżb, rytuałów oczyszczających czy poszukiwania kontaktu z dawnymi wierzeniami.
Joanna Szubstarska