Region
FOT. WAJ
FOT. WAJ

Z imigrantem pod dachem

Do Ośrodka Pomocy Dzieciom „Zielone Izdebno” trafili dwaj cudzoziemcy, którzy wyglądali na dorosłych mężczyzn i nie mieli dokumentów. Jeden z nich mieszkał tam przez ponad miesiąc z dziećmi, drugi - uciekł po kilku dniach.

Starosta garwolińska alarmuje: to nie jest miejsce dla dorosłych imigrantów i nikt nie może zagwarantować bezpieczeństwa podopiecznym. Choć władze powiatu garwolińskiego informowały straż graniczną, że w placówce nie ma wolnych miejsc, funkcjonariusze przywieźli tam cudzoziemca, który - jak twierdził - pochodzi z Afganistanu.

Mężczyzna nie miał żadnych dokumentów. Przebywał w ośrodku przez kilka tygodni. Wcześniej w podobny sposób pozostawiono tam innego imigranta, który po kilku dniach uciekł. Zdaniem władz powiatu to niedopuszczalna sytuacja

To placówka dla najmłodszych

Ośrodek Pomocy Dzieciom „Zielone Izdebno” w gminie Łaskarzew, prowadzony przez powiat garwoliński, ma jasno określoną rolę – to placówka interwencyjna i opiekuńcza dla dzieci. Trafiają tam dzieci w trudnych sytuacjach rodzinnych, często kilkuletnie, pozbawione opieki rodziców. – I do takiej placówki straż graniczna przywozi nielegalnego imigranta, co do którego nie ma pewności, ile ma lat – mówi starosta garwolińska Iwona Kurowska. – Wyglądał na człowieka w pełni dorosłego, sądząc po zdjęciu, mógł mieć 20, a nawet 30 lat. Nie miał żadnych dokumentów, zapewniał, że pochodzi z Afganistanu i tak twierdziła również straż graniczna, ale my nie mogliśmy tego zweryfikować. Nie chciałabym, by on znajdował się blisko mojej, np. kilkuletniej córki, bo nic o nim nie wiem. Niestety ten cudzoziemiec mieszkał w ośrodku od 15 maja – dodaje starosta.

Nie wiemy, kim był

Decyzja straży granicznej była jednostronna – nie uzgodniono jej z kierownictwem placówki. Ośrodek nie otrzymał żadnego wsparcia. Zakwaterowano go w osobnym pokoju, a dzieci musiały korzystać z pozostałych pomieszczeń, gdzie spali inni podopieczni. – On nie brał udziału w zajęciach, zamykał się kilka razy dziennie w pokoju, podobno się modlił. Twierdził, że pochodzi z Afganistanu i chciał jechać do Niemiec. Przez barierę językową trudno było się z nim porozumieć – zaznacza I. Kurowska.

O sprawie powiadomiony został wojewoda mazowiecki. – Ośrodek pomocy dzieciom nie jest miejscem dla imigrantów. Niech zajmują się nimi inne instytucje – mówi stanowczo starosta, dodając, że podczas pobytu cudzoziemca nie wydarzyło się nic niepokojącego, ale zagrożeniem był już sam fakt, że nie znano tożsamości tej osoby. Pod koniec czerwca Afgańczyk uciekł z ośrodka.

To nie była pierwsza tego typu sytuacja. Wcześniej w podobny sposób do „Zielonego Izdebna” trafił inny imigrant – prawdopodobnie z Syrii. Po dwóch dniach samowolnie opuścił placówkę i został odnaleziony dopiero przy granicy z Niemcami. Umieszczono go w podobnym ośrodku w zachodniej Polsce, ale stamtąd również uciekł.

Protestujemy!

Władze powiatu i kierownictwo ośrodka obawiają się, że sytuacja może się powtórzyć. – Nie mamy pewności, czy straż graniczna nie przywiezie kolejnej osoby, która będzie stwarzać zagrożenie. Informowaliśmy funkcjonariuszy, że w ośrodku w Izdebnie miejsc już nie ma, ale w ogóle nie chcieli słuchać. Zostawili człowieka i odjechali – zwraca uwagę I. Kurowska i zaznacza, że powiat garwoliński nie dysponuje ośrodkiem przystosowanym do przyjmowania nielegalnych imigrantów. Owszem, mieszkają tu obcokrajowcy, ale mają dokumenty, a nie kartę badania radiologicznego, na podstawie której ocenia się ich wiek. Przyjechali do Polski legalnie, mają stałe zatrudnienie. – Mieszkańcy są do nich życzliwie nastawieni. Ale co innego osoby nieznanego pochodzenia, bez tożsamości, które trafiają do ośrodka dla dzieci. To niedopuszczalne. Protestujemy przeciwko takiemu traktowaniu naszych instytucji i naszych dzieci – oświadcza I. Kurowska.

JAWA