Michałki kurnikom mówią: „nie”
Podkreślają oni, że inwestycja może negatywnie wpłynąć na ich zdrowie, codzienny komfort życia oraz wartość nieruchomości. Obawiają się uciążliwych zapachów, wzmożonego ruchu ciężarówek i problemów z dostępem do wody. Zapowiadają, że będą walczyć o swoją wieś. Na spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy sołtysa wsi Michałki Wiesława Kukawskiego z udziałem władz gminy sala była wypełniona po brzegi.
Wójt Jacek Szewczuk nie ukrywał, że sam ma poważne wątpliwości co do inwestycji i zadeklarował, że nic nie zrobi bez wiedzy mieszkańców.
Będziemy walczyć
Już na początku sołtys W. Kukawski nie pozostawił wątpliwości co do stanowiska lokalnej społeczności. – Jako mieszkańcy jesteśmy przeciwni budowie kurników. Mamy wspaniałą miejscowość – spokojną, rodzinną. Przyjeżdżają tu ludzie, rozwija się agroturystyka, działają mali przedsiębiorcy. Młodzi ludzie kupują działki budowlane. Nie możemy tego zaprzepaścić, dlatego nie chcemy, by ktoś wszedł tutaj z przemysłową produkcją drobiu. Będziemy walczyć, aby te kurniki nie powstały – zapowiedział.
Zwrócił uwagę, że inwestycja w takiej skali może bezpowrotnie zmienić charakter miejscowości. – Jeśli na to pozwolimy, zmarnujemy naszą wieś – dodał.
Pierwszy taki wniosek w historii
Wójt Rokitna J. Szewczuk przekazał mieszkańcom informacje o wniosku, który wraz z raportem oddziaływania na środowisko wpłynął do urzędu. – Liczyłem, że taka sytuacja nigdy nie będzie miała miejsca w naszej gminie. Jako wójt jestem przeciwny budowie przemysłowych ferm drobiu, nie tylko w Michałkach, ale w każdym z 17 sołectw – zaznaczył, dodając, że to pierwszy tego typu wniosek w historii gminy. Jak wyjaśnił, od razu poprosił sołtysów Michałek i Kolonii Michałki o poinformowanie mieszkańców. – Uważam, że w takich sprawach społeczność musi wiedzieć od początku, co się dzieje – stwierdził.
Wójt przypomniał również sytuację sprzed kilku miesięcy. – W ubiegłym roku, chyba w lipcu albo w sierpniu, przyjechał do mnie pan z Siedlec. Pytał o możliwość budowy fermy drobiu w Klonowicy Dużej i o to, czy mógłby rozpocząć procedurę, bo był zainteresowany zakupem działek. Odpowiedziałem wprost, że jestem przeciwny i nie będę prowadził takich rozmów. Usłyszałem wtedy, że od Siedlec do Międzyrzeca Podlaskiego praktycznie nie ma już miejsc na budowę tego typu obiektów – relacjonował.
Jednocześnie poinformował, że obecny inwestor jest osobą prywatną i pochodzi z terenu gminy. – Tyle mogę dziś powiedzieć. Nie możemy ujawniać danych osobowych. Gdyby była to firma, moglibyśmy podać nazwę. W przypadku osoby prywatnej prawo nam na to nie pozwala – wyjaśnił.
Podkreślił przy tym, że mimo osobistego sprzeciwu jako organ administracji musi działać zgodnie z przepisami. – Ustawa jest ustawą. Jeśli wpłynął wniosek, muszę wszcząć postępowanie i prowadzić je zgodnie z terminami i procedurą. Nie mogę działać uznaniowo – tłumaczył.
Miliony brojlerów, 1 tys. zł podatku
Z raportu wynika, że inwestycja ma obejmować dziewięć kurników przeznaczonych do chowu brojlerów. Szacowana produkcja może sięgnąć 4,2 mln sztuk rocznie. Przy każdym planowane są szambo oraz trzy silosy na paszę, a więc łącznie będzie ich 27 silosów. W projekcie ujęto również dwie studnie głębinowe oraz zaplecze socjalne.
– To potężna przemysłowa produkcja. Z informacji, które uzyskałem od innych wójtów, wpływy z jednego kurnika to ok. 1 tys. zł rocznie. Dla gminy to żaden zastrzyk finansowy, a problemów może być bardzo dużo – ocenił wójt. – Transport, zapach, obciążenie środowiska. To nie tylko problem Michałek, ale i sąsiednich miejscowości – ostrzegał.
Zwrócił też uwagę na szerszy kontekst. – Uważam, że to rząd i parlament powinni wreszcie rozwiązać ten problem systemowo. Tego typu inwestycje powinny być lokalizowane z dala od zabudowań mieszkalnych. Mieszkańcy powinni mieć realny wpływ na to, co powstaje w ich sołectwach – podkreślił, dodając, że raport zostanie przekazany do uzgodnień z instytucjami: Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Lublinie, Wodami Polskimi, sanepidem oraz Urzędem Marszałkowskim w Lublinie. – Będzie też etap konsultacji społecznych. Zachęcam, by składać wnioski i uwagi – muszą być konkretne i merytorycznie uzasadnione – dodał.
Mamy prawo!
W trakcie spotkania głos zabierali także mieszkańcy. – Mam bardzo przykre doświadczenia, bo z racji wykonywanego zawodu przez 40 lat jeździłam do różnych szkół. Byłam w wielu miejscach, gdzie – choć w większej odległości – funkcjonowały kurniki. W czasie lekcji nie można było otworzyć okna. Dzieci miały nudności, bóle głowy, zdarzały się wymioty. Zapach był tak intensywny, że trudno było normalnie prowadzić zajęcia – opowiadała Bogumiła Fedoruk.
Jak stwierdziła, obawia się realnych skutków zdrowotnych dla mieszkańców. – To ma ogromny wpływ na zdrowie. Rozumiem, że z tego płyną duże pieniądze, ale nie możemy niszczyć naszego życia i środowiska. Kim my jesteśmy we własnym kraju i we własnym domu, że coś nam się narzuca? – pytała. – Nasze ukochane Michałki są czyste, piękne. Ludzie tu wracają, kupują działki. Jako obywatele mamy swoje prawa i będziemy z nich korzystać – zapowiedziała.
Radny gminy i mieszkaniec Michałek Tomasz Fedoruk zwrócił uwagę na możliwy spadek wartości działek. – Kto zrekompensuje nam straty? Wartość nieruchomości może spaść nawet o połowę. Nikt nie będzie chciał się tu budować – zauważył.
Jeden z mieszkańców przypomniał, że droga w Michałkach powstała w dużej mierze dzięki pracy społecznej. – Teraz ktoś chce ją wykorzystywać do intensywnego transportu ciężarowego – mówił zdenerwowany.
Pojawiły się również obawy dotyczące zużycia wody. – Już dziś zmagamy się z problemem suszy. Przy takiej inwestycji zużycie wody będzie ogromne – wskazywała jedna z mieszkanek.
To dopiero początek batalii
Postępowanie w sprawie budowy fermy drobiu jest na wstępnym etapie. Prywatny inwestor złożył wniosek wraz z wymaganą dokumentacją. Zgodnie z przepisami urząd rozpoczyna postępowanie administracyjne obejmujące analizę raportu środowiskowego i uzgodnienia z właściwymi instytucjami.
Na razie nie są zbierane podpisy pod protestem, ponieważ formalna procedura dopiero się rozpoczyna. Mieszkańcy zapowiadają jednak, że jeśli zajdzie taka potrzeba, podejmą dalsze działania.
– Nie zamierzamy godzić się na tę inwestycję. Chcemy nadal żyć w czystej, spokojnej miejscowości – podkreślali zgodnie uczestnicy spotkania.
DY