Powołanie w kryzysie
Czy trafniejsze jest dziś mówienie o kryzysie powołań, czy raczej o kryzysie powołanych - czyli ludzi mających trudność z podjęciem decyzji na całe życie?
Rzeczywiście coraz częściej mówimy o kryzysie powołanych niż powołań. Trudno bowiem zakładać, że Pan Bóg cofa swoje słowo w historii czy przestaje wzywać człowieka. Problem leży gdzie indziej i jest złożony. Jeśli mówimy o kryzysie powołanych, trzeba zapytać o jego źródła.
Jednym z nich jest zanik kultury powołania i trudność współczesnego człowieka w określeniu własnej tożsamości. Dochodzi do tego zjawisko „chwilowości” życia. Coraz częściej żyjemy momentem, skupiając się na tym, co przynosi nam w danej chwili satysfakcję, przyjemność czy poczucie spełnienia. Tymczasem powołanie wymaga decyzji granicznej i trwałej, z czym młodzi mają dziś szczególny problem.
Co sprawia, że współczesnemu człowiekowi tak trudno jest podjąć decyzję o charakterze ostatecznym?
Warto zauważyć, że dotyczy to nie tylko kapłaństwa i małżeństwa, ale także życia konsekrowanego czy innych form trwałego zobowiązania. Słyszymy nawet o „powołaniu do singlostwa”. Uważam jednak, że to pojęcie nieprecyzyjne i obciążone pejoratywnym znaczeniem. Istota problemu leży gdzie indziej. Współczesnemu człowiekowi coraz trudniej podjąć decyzję o charakterze definitywnym. Odnosi się to zarówno do przyjęcia święceń, jak i zawarcia małżeństwa ze względu na postępującą relatywizację rzeczywistości.
Warto przy tej okazji wyjaśnić pewną kwestię – bo często jest upraszczana. Mówi się potocznie o „przeniesieniu do stanu świeckiego”, tymczasem kapłaństwa nie można utracić. Nawet jeśli duchowny zostaje zwolniony z obowiązków wynikających z przyjętych święceń lub otrzymuje zakaz ich wykonywania, sam sakrament pozostaje. ...
Jolanta Krasnowska