Z potrzeby serca
Coroczna Eucharystia w Sumierzu gromadzi pielgrzymów nie tylko z okolic samych Kolembród. Jedni przyjeżdżają samochodami, inni rowerami, a niektórzy docierają pieszo. Msza św. sprawowana w tym miejscu jest dla nich wyrazem wdzięczności za tych, którzy nie wyrzekli się swojej wiary i pozostali wierni własnemu obrządkowi.
W homilii ks. Maciej Majek nawiązał do Ewangelii o siewcy oraz do historii tajnych misji unickich.
– Siewca wyszedł siać… 130 lat temu nasi unici przychodzili tutaj z daleka, marząc o tym, by ochrzcić własne dzieci, zawrzeć sakrament małżeństwa czy wyspowiadać się. Ty możesz to zrobić po przejściu zaledwie kilku kroków. Większość z nas, jadąc dziś w to miejsce dobrze klimatyzowanym samochodem, do którego nie ma prawa dostać się żaden komar ani meszka, nie zdaje sobie sprawy z tego, co znaczy szukać Boga wtedy, gdy wszystko wokół podpowiada: „daj spokój, nie opłaca się…”. Władysław Reymont w książce „Z ziemi chełmskiej” napisał, że podczas misji do Sumierza przychodziło około 5 tys. ludzi – podkreślał kaznodzieja.
Im nie było obojętne…
Ks. M. Majek odnosił kolejne fragmenty Ewangelii do współczesnego życia i stawiał pytania, które – jak zaznaczał – nie powinny pozostać bez odpowiedzi. – Czy ci, którzy 130 lat temu stawali na tej ziemi, mieli lżej? Czy ci, którzy bez klimatyzacji, internetu, wi-fi, GPS, „janosika”, paczkomatów, przelewów i kredytów musieli budować domy, rodzić, wychowywać dzieci, walczyć i płakać, mieli mniej od ciebie i ode mnie? Czy naprawdę, stojąc dziś w tym miejscu i uczestnicząc w tej Mszy św., będziemy potrafili dziękować Bogu za to, że ktoś wywalczył moją i twoją wiarę? Za to, że komuś nie było obojętne, czy jesteśmy ochrzczeni i wierzący? Za to, że komuś nie było wszystko jedno, iż w tamtych trudnych czasach, w niepewności jutra, kiedy oficjalnie nie było Polski ani polskich samorządów, a przyznanie się do udziału w Mszy św. mogło wiele kosztować, oni pozostali wierni? – pytał ks. Maciej.
Perły tej ziemi
Kaznodzieja zachęcał do osobistej refleksji. – Czy nam czasem nie jest zbyt dobrze? Kiedy znów będziemy zastanawiać się, czy coś zrobić, czy nie, czy to się opłaca, czy może lepiej poczekać, niech Pan Bóg, który jest obecny na tej ziemi i był obecny również wtedy, gdy była ona przesiąknięta krwią i łzami, przypomni nam o perłach tej ziemi. Weźmy do ręki „Z ziemi chełmskiej” W. Reymonta, „Pod piorunami” Józefa Weyssenhoffa, „Podlaskie. Hospody pomiłuj” hrabiny Jadwigi Łubieńskiej, piszącej pod pseudonimem Ottonówna, czy „Do swego Boga” Stefana Żeromskiego. Sięgnijmy po te perły razem z dziećmi i wnukami, a nawet wtedy, gdy jesteśmy sami. Odkryjmy, ile kosztowało tych ludzi przyjście w to miejsce. Zobaczmy, jak Reymont, Łubieńska czy Żeromski podziwiali naszych przodków, choć mogli zachwycać się Paryżem czy Wiedniem. Mogli przecież podążać za marzeniami na drugi koniec Europy. Tymczasem w ludziach przychodzących do Sumierza dostrzegali prawdziwych bohaterów – zauważył ks. M. Majek.
Na zakończenie homilii odczytał obszerny fragment relacji W. Reymonta z jego pobytu na misjach w Sumierzu. Pisarz podkreślał, że przybyli tam ludzie przyszli dobrowolnie, „z duszą na ramieniu”, ponieważ potrzebowali kapłana i wspólnej modlitwy.
Agnieszka Wawryniuk