Chętnych do wysłuchania morskich opowieści nie zabrakło, podobnie jak pytań, które padały co chwilę, przerywając opowieść Martyny, Macieja oraz czworga ich dzieci: Matyldy, Marcela, Maurycego i Marysi. Spotkanie odbyło się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach.
Chętnych do wysłuchania morskich opowieści nie zabrakło, podobnie jak pytań, które padały co chwilę, przerywając opowieść Martyny, Macieja oraz czworga ich dzieci: Matyldy, Marcela, Maurycego i Marysi. Spotkanie odbyło się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach.
W programie znalazły się koncerty, pokazy, stoiska kół gospodyń wiejskich z regionalnymi przysmakami oraz liczne atrakcje. Świętowanie rozpoczęła Msza św. w intencji mieszkańców, odprawiona w kościele pw. św. Antoniego.
Ruszyły prace renowacyjne przy historycznej kapliczce zlokalizowanej na dawnych przedmieściach, w historycznej osadzie zwanej Gorczycewem.
Stanowi ona wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju materialne upamiętnienie najstarszych dziejów miasta. Pobudowana została w pierwszej połowie XIX w. w miejscu nieistniejącego już kościoła pw. św. Anny oraz cmentarza, który funkcjonował na tym terenie od co najmniej XVI w. Z tego też względu kapliczka pełni funkcję swego rodzaju miejsca pamięci narodowej i lokalnej. Jej znaczenie wykracza poza historię samego miasta - odnosi się do dziejów całej okolicy, czego potwierdzeniem są m.in. sąsiedztwo stanowiska archeologicznego oraz odkrycia dokonane w pobliżu dawnej przeprawy przez rzekę Promnik.
Dzieci są dla mnie wszystkim. Na ich widok powracają wspomnienia z czasów, gdy z nimi pracowałam - mówi Antonina Bil z Woli Uhruskiej.
Była jedną z pierwszych nauczycielek przedszkola przy Hucie Szkła „Nadbużanka”. Poczucie misji wychowawczej, pasja i radość z kształtowania najmłodszych pokoleń - praca nauczyciela nie jest dla każdego. Wymaga cierpliwości, umiejętności dostrzegania potrzeb najmłodszych, a także dawania swoją postawą dobrego przykładu. Doskonale odnajdowała się w tej roli w latach 50 ubiegłego wieku przedszkolanka z Bytynia, której nie dane jednak było realizować się w zawodzie, jaki wybrała i pokochała.
Rozmowa z bp. Markiem Mendykiem, asystentem krajowym Akcji Katolickiej w Polsce.
Jako asystent krajowy gościł Ksiądz Biskup ostatnio na XXX Pielgrzymce Akcji Katolickiej na Jasnej Górze. Jaki obraz odrodzonej Akcji Katolickiej wyniósł Ksiądz Biskup z tego jubileuszowego spotkania?
Gdybym miał użyć tylko dwóch słów, byłyby to radość i nadzieja. Radość, że spora grupa członków Akcji Katolickiej odnajduje swoje miejsce w tym stowarzyszeniu i na nowo odczytuje swoją misję jako katolika świeckiego. Nadzieja - bo powoli odradza się to, co - wydawać by się mogło - mamy za sobą.
Sytuacja w warszawskim Szpitalu Południowym obnażyła patologie polskiemu systemu ochrony zdrowia?
Ten przypadek pokazał zjawisko, które narastało od wielu lat i którego skali obecnie zapewne nie możemy sobie do końca wyobrazić - przede wszystkim wielozatrudnienia oraz tego, jak wielu lekarzy pracuje na kontraktach. Na pewno widzimy też, że wymknęła się spod kontroli dynamika samego wzrostu wynagrodzeń medyków.
Ta piesza, najbardziej wymagająca, której celem jest cudowny wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, zajmuje w ich sercach szczególne miejsce. Pielgrzymowanie w rodzinie Bernardety i Mirosława Rzewuskich zaczęło się tak naprawdę od ich córki - Ady, która chodziła z grupą 3 (obecna 2). - W 2014 r., 9 sierpnia, pojechaliśmy z żoną odwiedzić ją na noclegu w Czarnolesie. Pobyliśmy chwilę, zobaczyliśmy tę niepowtarzalną atmosferę i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby zostać. Po przyjeździe do domu szybko załatwiliśmy sobie urlopy i dołączyliśmy w Kostomłotach. Tych kilka dni wystarczyło, żeby utwierdzić się, że to miejsce dla nas - zakochaliśmy się w pielgrzymowaniu - mówi M. Rzewuski.
W tych słowach nie byłoby niczego zaskakującego i niezwykłego, gdyby nie kontekst, w jakim wypowiedział je w czasie naszej rozmowy. Już na jej początku przytoczył bowiem sytuację, z którą spotkał się nie po raz pierwszy. - Zdarza się, że przychodzą do nas ludzie ze szkaplerzem w ręku i proszą o jego poświęcenie. Tłumaczą: „Ojcze, to do trumny. Chcę przygotować wszystko, co będzie potrzebne po mojej śmierci, żeby rodzina miała wszystko pod ręką, gdy trzeba będzie mnie pochować. Zależy mi, by włożyli mi ten szkaplerz na ostatnią drogę”. Pytam wtedy, czy zostali oficjalnie przyjęci do szkaplerza karmelitańskiego.