Komentarze
Leszek Sawicki

Z tamtej strony Wisły

Niezwykle bogata w różne przedziwne wydarzenia jest końcówka tegorocznej kanikuły. Do naszego kraju po raz kolejny podesłano jakąś tajemniczą przesyłkę ze Wschodu.

Po przebyciu wielu kilometrów drogą powietrzną spadło to coś na jedno z pól kukurydzy na ziemi łukowskiej i, eksplodując, narobiło huku w kilku gminach Lubelszczyzny. Póki co, rządzący nie są jeszcze pewni, cóż to było. Nie mają także pojęcia, kto i po jakie licho nam to podesłał. Czy był to tzw. wabik, dron bojowy, urządzenie meteorologiczne, a może jakieś najnowszej generacji ustrojstwo do masowej produkcji popcornu… - w bliżej nieokreślonej przyszłości ustalą to pracujący w pocie czoła śledczy.
Anna Wolańska

Ten smród

Zła wola. Zapłacą wszyscy - skomentował premier Donald Tusk brak prezydenckiego podpisu pod ustawą wiatrakową.

Towarzysząca temu reklama chwytającej się za głowę na widok rachunku za prąd starszej kobiety ma być przypieczętowaniem opinii o zatwardziałości serca nowego prezydenta. Jego rzekomo paskudny charakter nieustająco i za wszelką cenę starają się pokazać coraz bardziej sfrustrowani uśmiechnięci. „Zakaz prowadzenia auta dla Karola Nawrockiego” - dramatyzował nagłówek na jednym z internetowych portali. „Karol Nawrocki bez prawa jazdy na pięć lat” - wtórował mu inny.
Za nieco ponad miesiąc w Polsce ma zacząć funkcjonować nowy system kaucyjny obejmujący większość plastikowych, metalowych i szklanych opakowań.

Wszystko przez matkę Unię Europejską, która stając na rzęsach, by za naszego życia nie spłonęła planeta, przygotowała i uchwaliła nowoczesne przepisy na miarę swoich możliwości. Mowa o dyrektywie SUP (Single-Use Plastics). Dotychczas szczytem unijnego postępu technicznego i obowiązującej od przeszło roku dyrektywy był m.in. nakaz dwupunktowego uwiązania plastikowych nakrętek do butelek i kartonów.
Mocno nagłośniona rekonstrukcja rządu Donalda Tuska okazała się głównie zabiegiem medialnym. No może jeszcze pewną formą zemsty na - mocno zdziwionym decyzją szefa - ministrze sprawiedliwości i prokuratorze generalnym Adamie Bodnarze.

Wszyscy widzieli, jak się człowiek starał powyłapywać i pozamykać PiS-owców, jak bardzo walczył o zmianę wyniku prezydenckich wyborów, jak mocno się kompromitował przed mającą ogłosić ich ważność komisją. Nie docenił jednak tych starań pan premier rządu - wszak nie o starania, ale o wyniki mu szło. A po tym, jak zawiódł Murański, kolejną porażkę musiał sobie Donald Tusk solidnie czymś powetować.
Mój sąsiad mówi, że spośród trzech możliwości: braku pomyślunku, niefrasobliwości i politycznego sabotażu wybiera to trzecie.

Ma się rozumieć w kwestii rozdysponowania pieniędzy z KPO. Bo kto inny, jak nie sabotażysta, zamieszcza w internecie, na rządowej stronie, informacje, które ten rząd mogą do reszty zniweczyć? - Mało to - mówi sąsiad - miał premier Tusk zgryzoty po przegranych prezydenckich wyborach? A tam - miał. Ta zgryzota to dopiero na dobre się zaczyna. A że, jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami, żeby się przypadkiem któreś nie zgubiło, to się i awantura natychmiast rozkręciła.
Środa 6 sierpnia AD 2025 miała wyglądać zgoła inaczej.

Politycy Koalicji Obywatelskiej z Donaldem Tuskiem na czele byli święcie przekonani, że to ich kandydat Rafał Trzaskowski stanie przed Zgromadzeniem Narodowym i wypowie (może nawet w kilku językach) zapisane w art. 130 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej słowa przysięgi. Ku nieskrywanemu zaskoczeniu wielu polityków ze szczytu władzy i - wprawdzie malejącego, ale wciąż jeszcze licznego - grona ich zwolenników stało się inaczej. Z woli narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej objął nie faworyt sondaży, ulubieniec „elit” i pupil mainstreamu, ale do niedawna niemal nikomu nieznany szef IPN-u Karol Nawrocki.
Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Gdyby tę jedną ze słynniejszych fraz wygłoszonych niegdyś przez towarzysza Leszka Millera przyłożyć do prezydenta Andrzeja Dudy, to ocena głowy państwa, której „panowanie” przeszło właśnie do historii, byłaby ze wszech miar druzgocąca.

O Andrzeju Dudzie można by powiedzieć wszystko, ale nie to, że był politykiem stanowczym i asertywnym. Mało osób pamięta, a i sam prezydent w oficjalnej biografii na stronie internetowej kancelarii również o tym nie wspomina, że karierę polityczną zaczął jeszcze w Unii Wolności. Kiedyś ktoś powiedział, że człowiek może wyjść z Unii Wolności, ale Unia Wolności z człowieka nigdy, bo Unia Wolności to nie partia, a stan umysłu.
Tegoroczny pierwszy sierpnia to kolejna narodowa rocznica zignorowana przez stojącego na czele polskiego rządu premiera Donalda Tuska. Upamiętnienie wybuchu powstania warszawskiego okazało się niegodne panatuskowej obecności i uwagi. Nie tylko w realu.

Wręcz wylewny w społecznościowych mediach szef PO nawet słowem się nie zająknął na okoliczność tego bardzo ważnego dla Polaków święta, a pokrętne próby tłumaczenia absencji szefa rządu przez jego ministrów niczego nie wyjaśniły Być może uznał pan premier swoją na nim obecność za niekonieczną, a może i samo święto za całkiem dla niego zbędne. Nienormalne jakieś. Bo w zasadzie to przez ile lat można takie obchody uskuteczniać?! Przyszłość, a nie odległa przeszłość w relacjach sąsiedzkich się liczy.
Jaka szkoda! Campusu Polska Przyszłości całkiem w tym roku nie będzie. A mógłby być.

W dodatku hucznie obchodzony. Bo to i mały jubileusz ogłosić by można. Pięć lat od narodzin „przestrzeni dialogu i spotkań stworzonej dla aktywnych, młodych ludzi chcących mieć wpływ na przyszłość swojego kraju”. Dla „wszystkich, którym zależy na przyszłości Polski, niezależnie od doświadczenia, poglądów czy pochodzenia”. Inicjator wydarzenia, o mało co prezydent Rafał Trzaskowski, odwołał tegoroczną imprezę.
No i stało się. Właśnie nakręcili ostatni odcinek opery mydlanej pt. „Rekonstrukcja rządu”.

Najwytrwalsi widzowie śledzący perypetie radosnych bohaterów koalicji 13 grudnia doskonale wiedzą, że reżyser owego wiekopomnego dzieła o zmianie odtwórców pierwszoplanowych ról napomknął już na początku lutego. „To będzie zmiana systemowa. Będziemy mieli nie jeden z największych rządów w Europie, tylko jeden z najmniejszych rządów w Europie, jeśli chodzi o strukturę rządu” - mówił w środku zimy premier Tusk. Minęła zima. Przeleciała gorąca politycznie wiosna.